W o j n a - wprowadzenie - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

W o j n a
W o j n a - wprowadzenie
Monika: nie czuję obecności Anioła Stróża PDF Drukuj Email


5 maja 2012 roku

Treść listu do redakcji "Tajemnicy Miłości"

    Dzień dobry, mam na imię Monika, mam 16 lat. Mam problem i tym problemem jest to, że boje się, że nie mam anioła stróża. Boje się, że mnie zostawił, że mnie nie chroni i nie pomaga mi itd :(  Ja nawet nie mam żadnych znaków, że jest przy mnie itd :( :(:(:(:(:(:(:(:(:(:(:(  Ja po prostu czuje się jakbym była bezradna bez anioła stróża. Odpowiedzcie mi, proszę was :(


Odpowiedź 1:

    Cześć Moni (:

    na początek wielkie dzięki za zaufanie i odwagę - za to, że chciałaś podzielić się swoim osobistym problemem życiowym.

    Faktycznie, to poważna sprawa, skoro nie czujesz kontaktu ze swoim osobistym, mega potężnym Wojownikiem, który już od momentu poczęcia (kiedy jeszcze przebywałaś w brzuszku mamy) czuwał nad Tobą, aby Twój rozwój przebiegał jak najlepiej.

    W zasadzie na początku powinienem Cię zapytać: "Czy w jakikolwiek sposób próbowałaś rozmawiać ze swym Aniołem?". Czy podejmowałaś w swoim sercu jakieś próby kontaktu z nim? Jeśli chociaż starałaś się odmawiać słynną w Polsce modlitwę "Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój...", to już coś. Taka modlitwa daje pewne podstawy... Umożliwia Twojemu Aniołowi skuteczniejsze działanie w Twoim życiu.

    Najważniejsze jednak, abyś zaczęła codziennie podejmować osobisty, wewnętrzny kontakt ze swym Aniołem. Co to znaczy? Po prostu każdego dnia (np. przed pójściem spać) zamknij na chwilę oczy, wycisz się... i wyobraź sobie, że Twój Anioł stoi obok Ciebie. Przywitaj się z nim swoimi słowami - tak, jak potrafisz. Powiedz mu coś od serca, np. "Cześć mój Wojowniku", albo "Witaj mój Drogi Aniele...", a może po prostu powiedz mu coś jeszcze innego... coś, co przychodzi Ci do serca i w Twoim odczuciu najlepiej pasuje do Twojego Anioła. Pamiętaj tylko, że jest to bardzo potężna istota. To nie jest jakiś malutki, bezradny aniołeczek ze skrzydełkami, z okrągłym brzuszkiem itp. To jest potężny Wojownik, przed którym złe duchy uciekają i który może zdziałać naprawdę bardzo wiele dobra w Twoim życiu.

    Możesz też poprosić go o coś. Na przykład, możesz poprosić go, aby podał Ci swoje imię. Każdy Anioł nosi określone imię. Poproś go któregoś wieczoru o to, aby Ci to imię przekazał. Może to zrobić w różnej formie: albo spowoduje, że w Twoim sercu to imię zacznie się mocniej odznaczać i poczujesz jego konkretną wskazówkę co do imienia... Albo może Ci to imię przekazać przez jakąś osobę, którą w najbliższym czasie spotkasz. Albo możesz podczas rozmowy z nim (modlitwy) otworzyć Pismo Święte i przekartkowując je trafisz na takie imię, które najlepiej przypadnie Ci do gustu i co do którego poczujesz miłe odczucia w sercu i Anioł Twój podpowie Ci wewnątrz serca, że to właśnie to konkretne imię. Jest naprawdę wiele możliwości, w jakich może Anioł kontaktować się z Tobą i próbować przekazać Ci jakąś informację.

    W moim osobistym kontakcie z Aniołem Stróżem zauważyłem, że im częściej z nim rozmawiam, kontaktuję się we wnętrzu serca (uświadamiając sobie, że On zawsze jest obok mnie), tym częściej czuję Jego autentyczne wsparcie. Daje mi coraz więcej natchnień różnego typu, np. przypomina mi o rzeczach, które normalnie bym zapomniał (dotychczas zapominałem) lub ostrzega mnie wewnętrznie przed określonym niebezpieczeństwem (np. powstrzymuje mnie przed pójściem gdzieś, czy zrobieniem czegoś). I za jakiś czas czuję, że to był On. Zawsze Mu też na koniec dnia dziękuję za wszelką pomoc, za obecność. Proszę Pana Boga o błogosławieństwo, aby poprzez mojego Anioła mógł Bóg lepiej wpływać na moje życie.

    Anioł Stróż to piękne "narzędzie" do stawania się (z każdym nowym dniem) coraz skuteczniejszym w niesieniu innym miłości. Poważnie! (:

    Z czasem dojdziesz do takiej wprawy w kontakcie ze swym Aniołem, że będziesz Go wysyłać w określone miejsce - z prośbą, aby coś konkretnego dla Ciebie uczynił, np. pomógł jakiejś osobie, czy zaniósł konkretnej osobie jakąś wiadomość od Ciebie, jakieś pozytywne pragnienie, dobre słowo, a może radę lub przestrogę (ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem).

    Praktykuj każdego dnia kontakt z Nim, np. jadąc autobusem do szkoły, czy idąc na zakupy. On potrafi naprawdę bardzo wiele i jeśli wejdziesz w piękny, intymny, pełny wiary kontakt z Nim, zobaczysz, że nie będzie dla Ciebie rzeczy niemożliwych. Będziesz bardziej odporna na działanie złych duchów, na różnego rodzaju pokusy. Będziesz po prostu silniejsza. Dzięki temu inne osoby, Twoi znajomi, zauważą, że jesteś bardziej pewna siebie, że jesteś mądrzejsza (lepiej i skuteczniej podejmujesz decyzje - np. wiesz, kiedy komuś czegoś odmówić, kiedy powstrzymać się przed zrobieniem czegoś, czy pójściem dokądś). Inni ludzie z czasem zobaczą, że szybciej dojrzewasz i dzięki temu stajesz się dla nich lepszym przykładem (a z czasem autorytetem).

    Każdy człowiek powinien korzystać z porad swojego Anioła Stróża, korzystać z Jego pomocy. Pamiętaj jednak, że Anioł jest Twoim pośrednikiem, a nie tylko i wyłącznie celem. Celem jest Bóg. To Bóg działa poprzez Anioła. Warto o tym pamiętać. Dlatego z czasem nauczysz się, że myśląc o swoim Aniele, tak naprawdę będziesz myślała o Bogu. A kierując prośbę do Pana Boga, Bóg będzie Ci odpowiadał przez Twego Anioła (lub przez określone osoby, które napotkasz na swojej drodze). Nawet napotkane osoby mogą czasem być Aniołami, wysłanymi przez Boga, aby Ci pomóc. W pierwszej chwilo możesz nie poznać, że to Anioł, gdyż wygląda normalnie jak człowiek. Jednak za jakiś czas zorientujesz się, że Pan Bóg chwilowo postawił daną osobę na Twojej drodze, aby coś Ci podpowiedziała, gdzieś Cię pokierowała (to może być inny Anioł, wysłany przez Boga).

    Spokojnie, z czasem Pan Bóg da Ci większą wrażliwość i większą świadomość odnośnie bytów niewidzialnych, które non stop żyją wokół nas, a których nie widzimy naszymi zmysłami. Na tym m.in. właśnie polega wzrastanie w mądrości (dostrzeganie świata niewidzialnego, który istnieje równolegle z naszym światem materialnym, widzialnym). Wszystko zależy od Twoim prawdziwych chęci.

    Chcieć, to móc (: Jeżeli naprawdę chcesz wejść w lepszą relację z Aniołami, wystarczy, że o to poprosisz Pana Boga lub Maryję (albo swojego Świętego Patrona, np. Świętą Monikę). Zobacz jak wiele dał nam wszechpotężny Bóg, byśmy mogli stawać się lepsi, byśmy mogli po prostu stawać się bardziej święci (: Tak, to możliwe (:

    Wystarczy, że czegoś naprawdę chcesz i mocno w to wierzysz. Resztą zajmie się Bóg. Wówczas reszta, to już Jego zmartwienie :) My po prostu powinniśmy tylko wiedzieć, w co mamy wierzyć, aby nie zbłądzić. I tu potrzebna jest mądrość. Proś Pana Boga codziennie o mądrość, a będziesz wiedziała co robić :)

    Ja tak właśnie robię i Bóg daje mi konkretne znaki, opiekuje się mną na maksa :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    M.

- - - -


Odpowiedź 2:

    Proponuję zapoznać się z następującymi informacjami ze strony ks. Kaszowskiego:

Fragmenty z Katechizmu Kościoła Katolickiego (KKK):

KKK 350. Aniołowie są stworzeniami duchowymi, które nieustannie wielbią Boga i służą Jego zbawczym zamysłom wobec innych stworzeń: "Ad omnia bona nostra cooperantur angeli" – "Aniołowie współdziałają we wszystkim, co dla nas dobre" (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, I, 114, 3, ad 3.).

KKK 328. Istnienie istot duchowych, niecielesnych, które Pismo święte nazywa zazwyczaj aniołami, jest prawdą wiary. Świadectwo Pisma świętego jest tak oczywiste, jak jednomyślność Tradycji.

KKK 329. Święty Augustyn mówi na ich temat: "«Anioł» oznacza funkcję, nie naturę. Pytasz, jak nazywa się ta natura? – Duch. pytasz o funkcję? – Anioł. Przez to, czym jest, jest duchem, a przez to, co wypełnia, jest aniołem" (Św. Augustyn, Enarratio in Psalmos, 103, 1,15: PL 37, 1348-49.). W całym swoim bycie aniołowie są sługami i wysłannikami Boga. Ponieważ zawsze kontemplują "oblicze Ojca... który jest w niebie" (Mt 18, 10), są wykonawcami Jego rozkazów, "by słuchać głosu Jego słowa" (Ps 103, 20).

KKK 330. Jako stworzenia czysto duchowe aniołowie posiadają rozum i wolę: są stworzeniami osobowymi (Por. Pius XII, enc. Humani generis: DS 3891). i nieśmiertelnymi (Por. Łk 20, 36.). przewyższają doskonałością wszystkie stworzenia widzialne. Świadczy o tym blask ich chwały (Por. Dn 10, 9-12.).

KKK 351. Aniołowie otaczają Chrystusa, swego Pana. Służą Mu w szczególny sposób w wypełnianiu Jego zbawczej misji wobec ludzi.

KKK 331. Chrystus stanowi centrum świata anielskiego. Aniołowie należą do Niego: "Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim..." (Mt 25, 31). Należą do Niego, ponieważ zostali stworzeni przez Niego i dla Niego: "Bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone" (Kol 1, 16). W jeszcze większym stopniu należą do Niego, ponieważ uczynił ich posłańcami swojego zamysłu zbawienia: "Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posyłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?" (Hbr 1, 14).

KKK 332. Aniołowie są obecni od chwili stworzenia (Por. Hi 38, 7), gdzie są nazwani "synami Bożymi". i w ciągu całej historii zbawienia, zwiastując z daleka i z bliska to zbawienie oraz służąc wypełnieniu zamysłu Bożego. Oto niektóre przykłady: zamykają raj ziemski (Por. Rdz 3, 24.), chronią Lota (Por. Rdz 19.), ratują Hagar i jej dziecko (Por. Rdz 21, 17.), powstrzymują rękę Abrahama (Por. Rdz 22, 11.), pośredniczą w przekazywaniu Prawa (Por. Dz 7, 53.), prowadzą lud Boży (Por. Wj 23, 20-23.), zwiastują narodziny (Por. Sdz 13.) i powołania (Por. Sdz 6, 11-24; Iz 6, 6.), towarzyszą prorokom (Por. 1 Krl 19, 5.). Wreszcie anioł Gabriel zwiastuje narodzenie Poprzednika oraz narodzenie samego Jezusa (Por. Łk 1,11. 26.).

KKK 333. Życie Słowa Wcielonego, od Wcielenia do Wniebowstąpienia, jest otoczone adoracją i służbą aniołów. Gdy Bóg "wprowadza Pierworodnego na świat, mówi: Niech Mu oddają pokłon wszyscy aniołowie Boży" (Hbr 1, 6). Ich śpiew uwielbienia przy narodzeniu Chrystusa nie przestał rozbrzmiewać 559 w uwielbieniu Kościoła: "Chwała Bogu..." (Łk 2,14). Aniołowie strzegą Jezusa w dzieciństwie (Por. Mt 1, 20; 2, 13. 19.), służą Mu na pustyni (Por. Mk 1, 13; Mt 4, 11.), umacniają Go w agonii (Por. Łk 22, 43). i mogliby ocalić Go z ręki nieprzyjaciół (Por. Mt 26, 53.), jak kiedyś Izraela (Por. 2 Mch 10, 29-30;11, 8.). Aniołowie także "ewangelizują", głosząc Dobrą Nowinę Wcielenia (Por. Łk 2, 10. 8-14). i Zmartwychwstania (Por. Mk 16, 5-7). Chrystusa. Będą obecni w czasie powrotu Chrystusa, który zapowiadają (Por. Dz 1, 10-11.), służąc Mu podczas sądu (Por. Mt 13, 41; 24, 31; Łk 12, 8-9.).

KKK 352. Kościół czci aniołów, którzy pomagają mu w jego ziemskiej pielgrzymce i opiekują się wszystkimi ludźmi.

KKK 334. W taki sam sposób całe życie Kościoła korzysta z tajemniczej i potężnej pomocy aniołów (Por. Dz 5, 18-20; 8, 26-29;10, 3-8;12, 6-11; 27, 23-25.).

KKK 335. W liturgii Kościół łączy się z aniołami, by uwielbiać trzykroć świętego Boga188Mszał Rzymski, Sanctus.; przywołuje ich obecność w liturgii pogrzebowej (w pieśni In paradisum deducant te angeli... – "Niech aniołowie zawiodą cię do raju...", lub w "Hymnie cherubinów" w liturgii bizantyjskiej) oraz czci szczególnie pamięć niektórych aniołów (św. Michała, św. Gabriela, św. Rafała, Aniołów Stróżów).

KKK 336. Życie ludzkie od początku (Por. Mt 18, 10). aż do śmierci (Por. Łk 16, 22) jest otoczone opieką (Por. Ps 34, 8; 91, 10-13.)i wstawiennictwem (Por. Hi 33, 23-24; Za 1, 12; Tb 12, 12) aniołów. "Każdy wierny ma u swego boku anioła jako opiekuna i stróża, by prowadził go do życia" (Św. Bazyli Wielki, Adversus Eunomium, 3, 1: PG 29, 656 B.). Już na ziemi życie chrześcijańskie uczestniczy – przez wiarę – w błogosławionej wspólnocie aniołów i ludzi, zjednoczonych w Bogu.


Jakie żywe istoty istnieją poza naszą widzialną rzeczywistością? (Ef 4,6; 1 P 3,22; Ap 12,9)

    Istnieje przede wszystkim osobowy żyjący Bóg. Istnieją też czyste duchy, stworzone przez Boga. Jedne z nich trwają przy Bogu, odznaczają się miłością, inne – upadłe i zbuntowane – kierują się nienawiścią do Stwórcy i każdego Jego stworzenia. Do tych zbuntowanych duchów należy szatan. Dobre duchy nazywa się zazwyczaj aniołami.

a) Przez aniołów

    Pismo św. poucza, że Bóg wielokrotnie zwracał się do ludzi za pośrednictwem aniołów. I tak Maryi przekazał przez Archanioła Gabriela radosną nowinę, że zostanie Matką Odkupiciela: „Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida” (Łk 1,30-32)

    Przez anioła Bóg we śnie pouczył również św. Józefa o dokonującej się tajemnicy zbawienia: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Anioł polecił mu udać się do Egiptu (por. Mt 2,13) i stamtąd powrócić po śmierci Heroda (por. Mt 2,19)

    Anioł zapowiedział Zachariaszowi (por. Łk 1,18) narodziny św. Jana Chrzciciela. Pasterze zaś dzięki aniołowi dowiedzieli się o narodzinach Mesjasza Zbawiciela (por. Łk 2,8-14).

    Jak świadczą o tym Dzieje Apostolskie anioł nakazał apostołom nauczać: „Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!” (Dz 5,20). Anioł przemówił też do Filipa (por. Dz 8,26), pouczył Korneliusza (por. Dz 10,3.22.30; 11,13). Anioł Pański zjawił się w więzieniu „i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany.” (Dz 12,7). Także św. Pawłowi anioł udzielił pouczenia: „Nie bój się, Pawle, musisz stanąć przed Cezarem i Bóg podarował ci wszystkich, którzy płyną razem z tobą.” (Dz 27,24)

    W ciągu wieków istnienia Kościoła Bóg wielokrotnie posługiwał się swoimi posłańcami-aniołami. Przez nich pouczał między innymi dzieci w Fatimie.

    Aniołowie nie muszą się jednak ukazywać, żeby przekazywać nam swoje pouczenia. Z pewnością jednym z przejawów opieki naszych aniołów stróżów  jest pouczanie nas w formie wzbudzania w nas dobrych myśli.

b)
Pomoc aniołów, dusz czyśćcowych i całego Kościoła umierającym

    Ponieważ Bóg wie, jakim dramatem jest dla człowieka śmierć, dlatego udziela mu w tym szczególnym momencie nie tylko pomocy Swojego Syna, Maryi, świętych, naszych patronów. Dał każdemu z nas Anioła Stróża, który z pewnością w chwili śmierci zapewnia nam swoją potężną pomoc.

    Konającym towarzyszy również modlitwa wszystkich zbawionych, dusz w Czyśćcu i całego Kościoła. Także przez sakramentalną posługę Kościoła Bóg pragnie udzielić konającym Swoich łask, Swojego błogosławieństwa. Chce ich uwolnić od grzechów i – przez odpusty – od kar doczesnych.

    Modlitwa Kościoła towarzyszy konającym i tym, którzy przeszli już do wieczności, aby jak najszybciej zostali oczyszczeni – jeśli tego jeszcze wymagają – i osiągnęli zbawienie. “Kościół, który jak matka nosił sakramentalnie w swoim łonie chrześcijanina podczas jego ziemskiej pielgrzymki, towarzyszy mu na końcu jego drogi, by oddać go "w ręce Ojca". (KKK 1683).

- - - -


Odpowiedź 3:


    Cześć Monika,

    każdy człowiek, KAŻDY (nawet najgorszy zbrodniarz, do których się zapewne nie zaliczasz) :) ma swojego osobistego Anioła Stróża. Nie ma opcji, żeby Anioła Stróża nie było. Kiedy człowiek Go potrzebuje, wystarczy poprosić z wiarą, by przy Tobie się zjawił, np. modlitwą, którą wszyscy znamy z dzieciństwa: "Aniele Boży, Stróżu mój". Pan Bóg nikogo nie pomija i każdemu daje Anioła Stróża - wiernego i dobrego, dalece bardziej posłusznego i kochającego niż każdy człowiek na Ziemii - i przy nikim nie robi wyjątku.

    Anioł Stróż, mimo że tego nie czujesz, jest z Tobą bardzo związany i bardzo Cię kocha - został stworzony dla Ciebie. I nic tego nie zmieni. Każdy ma troszkę innego Anioła, bowiem każdy człowiek troszkę różni się od siebie. Jednak dla Twojego Anioła Ty jesteś najważniejsza i nigdzie sobie nie pójdzie.

    Zazwyczaj nie widzimy Go i nie czujemy jakoś specjalnie Jego obecności. Nie trzeba się tym jednak przejmować. To jest świat niewidzialny, którego widzieć nie powinniśmy (niektórym świętym mistykom Kościoła dane było widzieć swojego Anioła - dzięki asyście Boga - lecz podobno gdyby człowiek ujrzał za życia swego Anioła Stróża, od razu umarłby z powodu Jego mocy, która musiałaby się jednocześnie objawić; tak bardzo jest On potężny). Nie należy jednak się Go bać, gdyż Anioł Stróż jest Twoim mega przyjacielem, który zawsze jest przy Tobie, a dodatkowo - jeśli o to poprosisz - może stawić się w obecności Maryi i całego Nieba.

    Anioł Stróż do tego stopnia kocha człowieka, że jeśli Jego podopieczny zostałby - mimo Jego wielkich wysiłków - potępiony (po śmierci), wówczas podobno Pan Bóg musi wymazać Mu pamięć, bo z tą świadomością potępienia Swego przyjaciela nie mógłby dalej żyć. Także nie bój się, że Go pozornie nie ma, bo w rzeczywistości jest. Każdy ma swojego "prywatnego bodyguarda" Anioła Stróża :)

    A jeśli miałabyś innego typu lęki (wewnętrzne, nie słabnące niepokoje), wówczas napisz do nas. W normalnej sytuacji modlitwa do Anioła Stróża powinna Ci pomóc wrócić do lepszej relacji z Nim.

    Bardzo ważne jest również pójście do Spowiedzi. Powiedz spowiednikowi, jeśli nadal Cię to będzie męczyć. Na pewno wesprze Cię, podpowie coś mądrego, na co powinnaś zwrócić szczególną uwagę. Regularna Spowiedź jest bardzo ważna. Można bowiem samemu mocno się zagubić i czasem mieć różne problemy czy wątpliwości... a co dwie głowy to nie jedna. Tym bardziej, gdy jedna głowa skończyła seminarium i jest człowiekiem modlitwy - kimś dłużej przebywającym blisko Boga.

    Na niepokoje warto też odmawiać Różaniec. To bardzo pomaga!

    W przypadku powracających niepokoi, poproś o modlitwę różańcową w Twojej intencji te osoby, które wiesz, że są pobożne. Nie wstydź się, tylko poproś ich w zaufaniu o modlitwę. Dzięki temu będziesz miała dodatkowe - choć niekonieczne - wsparcie. Nie musi to być cały Rożaniec, wystarczy choćby jedna dziesiątka dziennie (na ile kto dysponuje czasem i możliwościami).

    Modlitwa Różańcem ma ogromną moc :) Księża używają czasem określenia, że Różaniec to bomba atomowa na różnego rodzaju zło.

    Jeśli masz dobry kontakt z rodzicami, poproś ich o modlitwę. Jeśli nie, to w miarę możliwości poproś o to swoją babcię lub dziadka. Wytłumacz im szczerze, że nie jesteś chora, lecz czujesz się słabo i bezradnie, więc potrzebujesz trochę więcej odwagi i siły. Dobrzy dziadkowie, jeśli nawet nie odmawiają Różańca, być może będą chcieli zacząć, aby pomóc swojej wnuczce.

    Bez względu jednak na to, czy uda Ci się to "wsparcie różańcowe" znaleźć, czy też nie, sama módl się regularnie na Różańcu. W tym celu np. wstawaj codziennie pół godziny wcześniej (lub choćby 15 min.) przed szkołą, a napewno będziesz spokojniejsza. Nawet jeśli w pierwszym momencie będzie Ci ciężko się zmobilizować, nie zarzucaj tego rodzaju modlitwy. Jest to jedna z najlepszych dróg, wiodących od lęków do spokoju duszy.

    Polecam miejsca, w których można dokonać nałożenia na siebie Szkaplerza. Pod płaszczem Maryi wszystko się w Twoim życiu wyjaśni.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Magda

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 
e-mail od Marzeny: patologiczny mąż PDF Drukuj Email


    Mam na imię Marzena, jestem samotną matką z dwójką pięknych skarbów.

    Pochodzę z dobrej, wrażliwej, katolickiej rodziny. Rodzice wychowali mnie dobrze. Mój problem rozpoczął się 10 lat temu, gdy poznałam niewłaściwego męża naszych dzieci. Świat, z którego on pochodzi, to patologia: ojciec znęcający się nad matką i dziećmi, bijatyki, kłótnie, awantury itp. Ja mu uwierzyłam, że mnie kocha i go szczerze pokochałam. Jednak teraz wiem, że to nie była miłość, to była chęć zbudowania obok mnie swojego szczęścia. To był wielki z jego strony egoizm.

    Znajomość z nim zaczęła się przez Internet. Ja wtedy miałam na koncie spore oszczędności, wystarczające na połowę mieszkania dwupokojowego. On miał jedynie długi i podarte spodnie. Pracowałam w turystyce, wiodło mi się super. Miałam awansować. Jako bonus otrzymałam od szefa wycieczkę do Austrii - i tutaj zaczęły się prawdziwe problemy. Zaprosiłam go na tę wycieczkę. Tam poczęło się nasze dziecko...

    Teraz już wiem, jak on traktował naszą znajomość. Łóżko było dla niego tylko i wyłącznie celem naszej znajomości. Na domiar wszystkiego, kiedy byłam w ciąży, dowiedziałam się, że jest on chory na padaczkę skroniową. Po 10 latach małżeństwa dowiedziałam się też, że tak naprawdę nie chciał się ze mną żenić, tylko do ślubu namówiła go jego matka wraz z siostrą, a małżeństwo to go dawno przerosło.

    Dlaczego Pan Bóg zesłał mi go na moją drogę?
- wciąż się nad tym zastanawiam. Doszłam do wniosku, że pewnie chciał, abym spróbowała go wprowadzić na właściwą drogę. Niestety, jego mentalność jest chora. Obecnie leczy się u psychologa, ale bezskutecznie. Wyprowadził się z domu. Jego mściwość, agresja i kłamstwo były nie do wytrzymania. Zniszczył mnie psychicznie. Stworzył mi prawdziwe domowe więzienie. Zajmowałam się przez 10 lat dziećmi, ich chorobami, przygotowywaniem posiłków, sprzątaniem itp. Czasami, gdy dzieci chorowały, nie wychodziłam z domu 3 tygodnie. On przy moim boku zrobił karierę zawodową. Wykorzystał mnie fizycznie i psychicznie, i teraz odszedł. Gdy zadałam Mu pytanie: "Czy Ty masz w ogóle sumienie?", odpowiedział, że on nigdy go nie miał.

    Smutne, przygnębiające, żałosne. Nie wiem, co teraz zrobimy? Zostawił mnie z dwójką dzieci - bez pracy, z niewielkimi alimentami. Gdyby nie pomoc mojej kochanej rodziny, nie poradziłabym sobie.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Marzena


Odpowiedź na powyższego maila (Michał):


    Cześć kochana Marzeno,

    przeczytałem sercem Twojego maila. Na początku, dziękuję Ci za odwagę i zaufanie, jakim obdarzyłaś mnie, a w zasadzie mogę powiedzieć nas, którzy prowadzimy tą stronę. Mimo iż Cię osobiście nie znam, mogę śmiało stwierdzić, że jesteś dzielną kobietą i gratulacje za wytrwałą walkę o swoją rodzinę.

    Moje świadectwo jest na stronie, ale powiem Ci, że mamy trochę ze sobą wspólnego. Ja także pochodzę z katolickiej rodziny. Całe życie chodziłem do kościoła i spełniałem wszystkie praktyki religijne, z tzw. "paciorkiem" włącznie. Mimo to żyłem przez większość mojego obecnego życia w wielkiej nieświadomości co do swej religii, Boga, czasów w których żyję itp. To, co było w moim życiu grzechem, ja sobie uznawałem z egoizmu i wygody, że nim nie jest. Też nie byłem kiedyś odpowiedzialnym facetem. Wszystko zmieniło się, gdy trafiłem pod odpowiednie nauki... zupełnie przypadkowo (oczywiście teraz widzę, że to nie był przypadek). No, ale nie o tym chcę pisać... Chcę odnośnie tego powiedzieć Ci tylko, że można spełniać praktyki religijne, a być daleko od Boga... tudzież być po prostu nie przygotowanym do realnego życia (nie umieć sobie radzić z konkretnym trudnościami, nieumiejętnie podchodzić do wyzwań, jakie stawia nam życie tu na ziemi - np. w kwestii rozpoznania swego powołania, swego partnera życiowego, jeśli taki jest nam przez Boga "pisany"). Ja właśnie kiedyś kierowałem się w swym wyborze egoizmem. Ty natomiast przypuszczam, że uległaś jakimś "powierzchownym" przesłaniom ze strony Twego późniejszego męża. Nie byłaś na tamten czas odpowiednio przygotowana do tego, jak wybrać właściwego męża na całą wieczność. Nie ma teraz znaczenia czy to był błąd w wychowaniu ze strony Twoich rodziców, czy sama poprzez swoje wybory (np. mimo znaków, które pewnie Pan Bóg Ci dawał, a których Twoja tamtejsza wrażliwość serca nie dostrzegała) postąpiłaś tak, a nie inaczej. Nie ma znaczenia. Co się stało, już się nie odstanie. Trzeba odpowiednio przyjmować wszystko, co życie nam przynosi.

    Zachęcam Cię kochana Marzeno, abyś na początku pogadała szczerze z Panem Bogiem - Twoim Ojcem. Sam na sam. Szczerze, powiedz Mu o wszystkim, co Cię boli... na czym się zawiodłaś itd. ON i tak zna dobrze Twoje życie, bo był przy każdej chwili Twojego życia - także wtedy, gdy pojechałaś razem z mężem do Austrii... i gdy poczęło się dziecko. Przecież każde życie jest prawdziwym Cudem i to Bóg to życie rozpoczyna. Znam wiele par, które starają się o dziecko i nie może się im począć, a są zdrowi. U zdrowej kobiety i mężczyzny w okresie płodnym szansa na zapłodnienie to góra 70%, nie więcej. Musi zajść wiele wspólnych okoliczności, aby poczęło się życie. Tak, jak napisałaś. Twoje dzieci to prawdziwe Skarby od Boga.

    Rozmawiając ze Swym Ojcem, powiedz Mu o wszystkich swoich żalach - także o tych, które masz do Niego (jeżeli takie masz). Powiedz o wszystkich, co kryje Twoje serce. Następnie, przebacz swojemu mężowi i wszystkim ludziom, którzy Cię w życiu zranili... przebacz im wszystko. Po drugie, przebacz samej sobie - swoje złe wybory, wszelkie pretensje, jakie masz do siebie. Przebacz sobie. Po trzecie, przebacz Panu Bogu... przytul się do Niego, podziękuj Mu za swoje życie. Ono ma konkretny cel. Z każdych naszych wyborów (nawet tych złych), Bóg pragnie wyprowadzić Dobro - dla nas i ludzi wokoło nas. Nigdy nie ma sytuacji tak beznadziejnej, abyśmy byli zdani sami na siebie, aby Bóg pozostawił nas samych w sytuacji bez wyjścia.

    Mam kilka krótkich plików z ostatnich rekolekcji wyjazdowych, na których byłem teraz w Sylwestra (w Wisełce). Prowadził je kapłan, przy którym się kilka lat temu nawróciłem (ks. Dominik Chmielewski). Spróbuję Ci teraz przesłać te pliki na maila - nie wiem tylko, czy przejdą, czy nie są za duże. Jeden plik dołączam do tego maila, a dwa kolejne wyślę następnymi dwoma mailami.

    Marzenko kochana, pamiętaj... nie jest ważne to, jak bardzo jest Twój mąż zagubiony. Bóg wyprowadzi Wasze małżeństwo na prostą, bo na pewno nie zeszliście się przypadkowo. Wszystko ma swój sens. A swoją drogą, macie ślub kościelny? Jeśli tak, to jesteś połączeni na całą wieczność. I nic już tego nie zmieni. Dlatego przyjmij proszę moją opartą na doświadczeniu radę... Ty, jako ta bardziej rozsądna osoba, powinnaś swoją modlitwą, świadomymi wyrzeczeniami - cierpieniami ofiarowanymi Panu Bogu przez Serce Maryi (także tymi z przeszłości) - w intencji Waszej rodziny odbudować Miłość w Waszej rodzinie. I to jest możliwe kochana! Wierz mi. Nie takie masakry w życiu widziałem. Mógłbym Ci długo opowiadać historie innych kobiet, które znam, a które same pochodziły z patologicznych rodzin - a nie tak udanych jak Twoja czy moja rodzina. No, ale widzisz... zawsze kij ma dwa końce. Można się chować w rodzinie patologicznej, a wyrosnąć na wierzącą, oddaną Bogu osobę (trudy życia bowiem wzmacniają więzi z Bogiem i pomagają utwierdzić się w prawdziwej Przyjaźni z Nim) i odwrotnie, ludzie z dobrych, zamożnych rodzin wiadomo jacy często są pokręceni - wystarczy spojrzeć na to, co się wokół nas dzieje. Ja mieszkam w Szczecinie, więc jest to totalna pustynia duchowa. Ludzie są dla siebie często wilkami, zamknięci tylko na swoje potrzeby. Jest duża różnica w zamożności - albo ktoś jest bardzo bogaty, albo bardzo biedny. Niewiele jest średniozamożnych, normalnych rodzin.

    Mi osobiście najbardziej pomaga w życiu Pismo Święte. W nim Pan Bóg zawarł całe przesłanie dla nas, które jest nam potrzebne do życia i zapewnia nas, że Bóg wie czego nam najbardziej potrzeba w życiu. Nie musimy więc panikować i zamartwiać się, co z nami będzie... Zaufaj MU, ON wie, że potrzebujesz jedzenia, że masz do wychowania dzieci, widzi że zostawił Cię mąż, że są trudne czasy itp. W pierwszej kolejności zadbaj o relację z Nim i z drugim człowiekiem. Pan Bóg w Piśmie Świętym mówi, że "nawet wasze włosy na głowie są policzone", albo mówi też: "Nie bój się, mała trzódko, bo Bóg bardzo sobie ciebie upodobał". Przeczytaj sobie Psalm 23 (zanim jednak go przeczytasz, połóż rękę na sercu i poproś Boga, aby pomógł Ci zrozumieć ten Psalm, to Słowo, jakie On do Ciebie poprzez ten Psalm pragnie skierować). Wierz mi, że najprostsze działania przynoszą najpiękniejszy skutek. Czy można prościej działać w życiu? Trzeba ufać Bogu we wszystkim, wierz mi. On Cię zna po imieniu, zna Twoje zamiary serca, Twoje lęki... ON zawsze - w każdym wydarzeniu Twojego życia - stawia przed Tobą co najmniej dwie drogi do wyboru. To Ty wybierasz którą drogą chcesz iść. Masz pełną wolność i to jest piękne! Szczęście jednak masz ukryte w swoim sercu, bo w nim właśnie mieszka Bóg. Rozmawiaj z Nim - ucz tego swoje dzieci, a zobaczysz, że nabędą cech prawdziwych Wojowników, którzy dadzą sobie radę w tym jakże trudnym obecnie życiu.

    Przepraszam, że się tak rozpisałem... Dziękuję Ci raz jeszcze za zaufanie i za to, że się nie poddajesz. Zobaczysz, że wszystko się poukłada, jeżeli zastosujesz właściwą hierarchię. Nie przejmuj się zbytnio rzeczami materialnymi. Proś Boga z wiarą o wszystko, a On Ci to da. Proś TYLKO raz, a potem już tylko dziękuj. Na tym polega właśnie wiara - prosisz raz, a potem tylko dziękujesz (nawet, jeśli nie otrzymasz od razu tego, o co prosisz). Zdaj się na JEGO łaskę. Niech ON zdecyduje, co jest Ci teraz najbardziej potrzebne. ON najlepiej wie.

    Ja ze swej strony obiecuję modlitwę za Ciebie i Twych najbliższych... za to wszystko, o czym pisałaś. Już dzisiaj, będąc na Mszy Świętej, ofiarowałem to wszystko Panu Jezusowi na Ołtarzu, a ON umierając w bezkrwawy sposób na krzyżu (każdorazowo na Ołtarzu podczas Mszy) zaniósł Twoje sprawy do Ojca, naszego Boga, który wszystko stworzył. Tak więc, dostrzegam już Twój uśmiech na twarzy... TAK, bo Twoje sprawy już zaniosłem do naszego Ojca. Ty jednak rozmawiaj sobie z NIM każdego dnia po swojemu. Ufaj mu, ON Cię nie zawiedzie. Co najwyżej sprawdzi Twoją wiarę, cierpliwość, zaufanie... jeżeli tak będzie chciał. Na pewno jednak nie da Ci zrobić krzywdy (ani nikomu z Twych najbliższych). Wszystko ma swój cel, pamiętaj. Każdy cierpienie nie jest przypadkowe. Ma nam coś pokazać. Jest ukrytym, zakodowanym telegramem. Odczytaj go głęboko w sercu (w ciszy) :)

    Ściskam Cię mocno i pamiętam o Tobie!
    Michał


Odpowiedź na powyższego maila (Marzena):


    Witaj,

    dziękuję za słowa, modlitwę, bo to ona jest nam najbardziej potrzebna. Gdybyś wiedział, jakie ja otrzymuję znaki od Boga, jakich ludzi przy okazji tej sprawy poznaję, na pewno byś się zdziwił. Słuchaj, wiem jedno, ja dłużej w takich torturach psychicznych nie będę żyła. Dużo się modlę, dziękuję Bogu przede wszystkim za zdrowie, a proszę o siłę. Wiesz, gdy tak patrzę i wspominam ten swój związek, dochodzę do wniosku, że Bóg specjalnie zesłał na moją drogę takiego człowieka trudnego i to bardzo! Chciał, abym go uratowała przed utonięciem... Ja oczywiście to robiłam. Nasz ksiądz proboszcz również to zauważył, zauważył jego zagubienie. On nadal nie wie, co jest w życiu ważne, a co mniej. Nie wie, jak ma wychowywać synów, gdyż nie może dać im własnego wzorca do naśladowania - bo go po prostu nie ma. W tej sytuacji proboszcz namówił mnie, abym złożyła wniosek o unieważnienie małżeństwa. Mąż już na samym wstępie okłamał mnie, nie powiedział szczerze o swojej, jakże poważnej chorobie. Padaczka skroniowa to nie tylko ataki - to również zaburzenia psychiczne w mózgu, agresja, pretensjonalność, przedmiotowe traktowanie najbliższych, totalna obojętność, kłamstwo i oszustwo. Jego mentalności nie zmienię ani ja ani psycholog. On po prostu nie ma świadomości, że kogoś krzywdzi.

    Nie będę się rozpisywała. Proszę jedynie o modlitwę.

    Szczęść Boże,
    Marzena


Fragment odp. na powyższego maila (Michał):


    Witaj,

    zgadzam się z Tobą w 100%. Rzeczywiście, moim zdaniem również są podstawy do unieważnienia małżeństwa i warto z tego skorzystać. Domyślam się przez co musisz przechodzić i jestem sercem z Tobą. Jeśli byś potrzebowała jakiejś pomocy, to pisz proszę. Tak jak napisałaś, na pewno nieprzypadkowo przez to wszystko przeszłaś. Wszystko ma czemuś Dobremu służyć - wyprowadzić zło na Dobro. Dobrze, że trzymasz się Boga. Bez Boga po ludzku patrząc sytuacja byłaby beznadziejna. Gdy patrzysz natomiast przez pryzmat Boga Wszechmogącego, wiesz że włos Ci z głowy nie spadnie, jeśli Mu do końca zaufasz i będziesz zabiegać o to, co najważniejsze dla Ciebie, dzieci i także męża (np. modlitwa i ofiara za niego).

    Z Matką Bożą,
    Michał


____

Treść powyższych maili umieszczona za wiedzą i zgodą ich autorów.
Redakcja "TajemnicyMiłości".

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 
Duchowe znaczenie zbroi Bożej (świadectwo byłego sługi szatana) PDF Drukuj Email


Poniżej przedstawiono wstrząsające świadectwo człowieka, który służąc niegdyś diabłu niszczył chrześcijańskie kościoły, a po nawróceniu stał się prawdziwie efektywnym narzędziem w rękach Boga.

[zostało to
opowiedziane przez Johna Mulinde, a następnie przetłumaczone na język polski]


"W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy Jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach Niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i dokonawszy wszystkiego, ostać się." [Ef 6,10-13]

    Skupmy się teraz na użyciu naszej duchowej zbroi i na zobaczeniu, co dzieje się w świecie duchowym, kiedy się modlimy...

    W dzisiejszych czasach wielu chrześcijan co prawda wierzy w Biblię, lecz nie rozumie istoty duchowej zbroi. Czytają na temat oręża walki duchowej, lubią o nim mówić, ale gdy pytasz ich: "Kiedy ostatnio założyłeś swą zbroję? Czy wiesz jak jej używać? Czy wiesz jak zastosować ją w życiu codziennym?" Okazuje się, że wielu chrześcijan nic o tym wszystkim nie wie! To nie jest Boży plan! Apostoł Paweł napisał do Koryntian:

"Nie chcę, abyście byli nieświadomi duchowych rzeczy, aby diabeł nie miał przewagi nad wami."

    Jeśli zignorujemy pewne rzeczy i nie poznamy ich, to diabeł wykorzysta to na naszą niekorzyść.

    W tym momencie nie będziemy zajmować się tą problematyką w całości. Dla przykładu, gdy dzieliłem się tym wszystkim w Ugandzie, zajęło nam tydzień, aby nauczyć się przyjmowania zbroi Bożej i stosowania jej w praktyce. To nie jest tylko wiedza, którą przyjmiemy - chcemy przede wszystkim widzieć, jak to działa w naszym codziennym życiu. Chcemy przezwyciężać moc złego.

    Chcę podzielić się z wami świadectwem osoby zbawionej, która wcześniej służyła diabłu. Gdy usłyszałem to świadectwo, stało się ono dla mnie wyzwaniem. Na początku nie byłem w stanie w nie uwierzyć! Musiałem trwać przed Panem Bogiem przez dziesięć dni w poście, pytając Go: "Panie, czy to jest prawda?". I Jezus Chrystus zaczął uczyć mnie, co dzieje się w duchowym Królestwie, kiedy się modlimy...


    Człowiek ten urodził się, gdy jego rodzice poświęcili się diabłu. Kiedy był jeszcze w łonie matki, wykonywali oni wiele rytuałów poświęcających go na służbę diabłu. Kiedy miał cztery lata, zaczął już wykorzystywać moc złych sił i jego rodzice zaczęli się go bać. Kiedy miał sześć lat, jego ojciec oddał go czarownikom, by był przez nich szkolony. I przez dziesięć lat działał potężnie w królestwie diabła. Zwykli czarownicy zaczęli się go bać. Był on nadal młodym chłopcem, lecz dokonywał strasznych rzeczy.

    Dorastał jako młodzieniec, na którym ciążyło wiele istnień ludzkich, a na jego rękach była przelana krew. Potrafił wyjść poza swoje ciało poprzez transcendentalną medytację i lewitować. Czasami jego ciało wznosiło się ponad ziemię i pozostawało w powietrzu. Czy potraficie sobie to wyobrazić? Czasami mógł wejść w trans i wyjść poza ciało. Jego ciało pozostawało, a on wychodził w świat. Ludzie z jego bezpośredniego otoczenia nazywali to "podróżami astralnymi".

    Człowiek ten był użyty przez diabła, by zniszczyć wiele kościołów i wielu pastorów...

    Pewnego jednak dnia został wyznaczony, by zniszczyć pewien kościół. Było w nim wiele podziałów i problemów. I on zaczął "pracować" nad tym kościołem. W tamtym jednak czasie pastor tej społeczności zachęcił wiernych do postu, w czasie którego było wiele pokuty i pojednania, a ludzie spotykali się, aby modlić się o Boże działanie pośród nich. Trwali w modlitwie i pokucie przed Bogiem, by otrzymać łaskę i zobaczyć Boże działanie w ich życiu...

    Mijały dni, a ten człowiek raz za razem przychodził z duchami demonicznymi przeciw temu kościołowi. Jednocześnie w owym czasie przyszło do tego kościoła słowo prorocze, które mówiło, by chrześcijanie powstali i rozpoczęli wojnę przeciwko siłom ciemności, które atakowały kościół...

    Któregoś dnia człowiek ten zostawił swoje ciało w swym pokoju, by udać się w podróż i poprowadzić potężną armię demonicznych duchów przeciw temu kościołowi. Ruszył w duchu w powietrzu, ponad kościołem, próbując wraz z innymi demonami zaatakować ten kościół, ale napotkali przed nim warstwę światła. Nagle pojawiła się armia aniołów, która zaatakowała ich. Przez pewien czas walczyli w powietrzu, lecz wkrótce wszystkie demony uciekły. Wtedy został on zatrzymany. Zatrzymany przez kogo? Przez aniołów! On sam widział siebie, jak był trzymany przez około sześciu aniołów. A oni przenieśli go przez dach budynku kościelnego przed ołtarz. I tam go położyli! Alleluja! Ludzie natomiast modlili się. Trwali w głębokiej modlitwie, w duchowej wojnie, związując, łamiąc i wyganiając złe duchy. Pastor na podwyższeniu prowadził modlitwę i walkę duchową. W pewnym momencie Duch Jezusa Chrystusa powiedział pastorowi:

"Jarzmo zostało złamane, a ofiara jest tam, przed tobą. Pomóż mu przez uwolnienie."

    Pastor otworzył oczy i zobaczył tego młodego człowieka, jak leżał tam załamany; jego ciało było z nim - był w swoim ciele! Ten młody człowiek mówił, że nie wie, jak jego ciało dołączyło do niego, skoro zostawił je w domu! Ale on tam był - w swoim ciele. Nie wiedział jak wszedł do kościoła; wiedział tylko, że aniołowie wnieśli go przez dach. Trochę trudno w to uwierzyć, ale tak było.

    Pastor uciszył kościół i przekazał to, co Pan mu powiedział. Następnie spytał młodego człowieka: "Kim jesteś?" W tym momencie młody człowiek zaczął drżeć, a demony zaczęły wychodzić z niego. Pastor więc począł modlić się o uwolnienie, a następnie zaczął dzielić się swoim życiem...

    Obecnie ten młody człowiek obcuje na co dzień z Jezusem Chrystusem i jest ewangelistą, który głosi po świecie Ewangelię. Jest on używany potężnie przez Pana Boga w służbie uwolnienia.


    Pewnej nocy poszedłem na obiad i wtedy ktoś opowiedział mi o tym młodym człowieku, a ja bardzo chciałem go zobaczyć. Po jakimś czasie miałem okazję słyszeć jego świadectwo. Mówił o wielu rzeczach. Czasami płakał z powodu tego, co robił. Kończąc swoje świadectwo, apelował o dwie rzeczy. Na tym spotkaniu było wielu pastorów, a on rzekł do nich:

"Apeluję do was, pastorzy, nauczajcie proszę ludzi, jak się modlić. Ludzie, którzy się nie modlą, mogą zostać schwytani łatwo przez diabła w każdej dziedzinie. Wróg ma wiele sposobów na to, jak wykorzystywać ich życie i ich modlitwy. W ludziach, którzy nie wiedzą jak się modlić lub modlą się mało, wróg działa do tego stopnia, że wykorzystuje ich modlitwy przeciwko nim samym."

    Ponadto powiedział do pastorów:

"Powiedzcie swoim wiernym, jak użyć duchowej zbroi, którą Bóg im daje."

    Opowiadał później, w jaki sposób prowadził wyprawy w powietrzu. Wyruszał wraz z innymi szatańskimi agentami i mnóstwem duchów demonicznych w powietrze. Było to ich obowiązkiem, służbą: kiedy masz swoją zmianę, musisz iść do pracy na nią. Stąd miał czas, by regularnie wyruszać, by toczyć walki w okręgach niebieskich.

    Powiedział, że w okręgach niebieskich, w duchowym królestwie, jeśli ziemia (kraj) jest przykryty "kocem ciemności", to koc ten jest bardzo gruby i twardy jak skała. I przykrywa on cały obszar. Duchy są w stanie poruszać się na powierzchni i pod powierzchnią tego koca (zasłony). I z tego poziomu mają wpływ na to, co dzieje się na ziemi - zarówno złe duchy, jak i ludzcy agenci, którzy służą diabłu.

    Kiedy oni kończą swoją służbę, wracają na ziemię w miejsca "przymierza" - tam, gdzie jest woda lub coś, co odnowi ich siły. Jak oni odnawiają swoją siłę? Przez ofiary, które ludzie składają na swych ołtarzach. Przy otwartych czarach, przy rozlewie krwi wszelkiego rodzaju, włączając w to aborcję; przy wojnach, gdzie są ludzkie ofiary i ofiary ze zwierząt, przy seksualnej niemoralności i rozpuście. Te i wiele innych rodzajów ofiar, dokonywanych świadomie lub nieświadomie przez ludzi na ziemi, dają siłę tym istotom.

    Mówił też o wielu rzeczach, które naprawdę zaniepokoiły mój umysł - np. kiedy byli tam w górze, widzieli, że chrześcijanie zaczynając modlić się na ziemi, modlili się na trzy sposoby. Wszystkie modlitwy ukazywały się jak dym, który podnosił się w górę do nieba. Powiedział, że:

1. Niektóre modlitwy są jak dym i one wzbijają się w górę, ale po chwili znikają w powietrzu. Tłumaczył, że ci ludzie, którzy modlą się w ten sposób (a ich modlitwy znikają), są ludźmi, którzy mają grzech w swoim życiu i nie chcą się z nim rozprawić. Ich modlitwy są tak słabe, że zaraz znikają w powietrzu.

2. Mówił też o innych modlitwach, które są jak dym unoszący się w górę do tej zasłony (jakby skały), ale jednak nie przedzierają się przez nią (nie mogą jej przełamać). Zwykle mowa tu o ludziach, którzy próbują oczyszczać się, ale nie mają wiary w to, co robią, gdy się modlą (brak wiary w efekty czynionej modlitwy). I zwykle ignorują inne dziedziny, które także potrzebują modlitwy w jedności.

3. W końcu jest trzeci typ modlitwy, która jest jak dym wypełniony ogniem. Gdy on podnosi się ku górze, jest tak gorący, że kiedy dociera do zasłony (skały), zaczyna ona topić się jak wosk, a dym ten w postaci ognia przedostaje się przez nią. Ludzie wielokrotnie zaczynają modlić się i ich modlitwy są jak ten pierwszy rodzaj modlitwy - ponieważ jednak kontynuują modlitwę, ich modlitwy zmieniają się i stają się jak drugi rodzaj modlitwy. Jako że nadal kontynuują modlitwę, to nagle pojawia się ogień, który jest dodany do ich modlitw i ich modlitwy stają się tak potężne, że przedostają się przez skałę.

    Powiedział, że wielokrotnie, kiedy oni (demony) zauważali modlitwy świętych zmieniające się i przechodzące w stan bliski stanowi ognia, komunikowali się z innymi złymi duchami na ziemi i mówili im:

"Oderwijcie te osoby od modlitwy! Zatrzymajcie ich, odciągnijcie!"

    Wielu chrześcijan bardzo często poddaje się tym właśnie sposobom (np. rozrywkom). Później pokutują i żałują, że pozwalają światu, by sprowadzał ich na dół. Wiara ich znów rośnie, ich modlitwy stają się bardziej skupione, wtedy diabeł widzi, że ich modlitwy zyskują siłę i zaczyna posyłać różne rzeczy (inne rozrywki). Przykładowo, czasami pośrodku bardzo intensywnej modlitwy dzwoni telefon; on dzwoni, a ty myślisz, że możesz pójść odebrać, a potem wrócić i kontynuować modlitwę. Kiedy jednak wracasz okazuje się, że musisz zaczynać od początku. I właśnie tego chce diabeł.

    Inne rodzaje rzeczy rozpraszających (rozrywek) przychodzą na różne inne sposoby. Nawet, jeśli ma to związek z twoim ciałem (np. odczuwasz jakiś ból w swoim ciele), nawet jeśli ma to związek z odczuwaniem głodu (kiedy chcesz pójść do kuchni, by coś zjeść), to tak długo, jak długo mogą te pokusy odciągać ciebie z miejsca modlitwy, nie będziesz w stanie zwyciężyć w tej modlitwie.

    Mówił do pastorów:

"Uczcie ludzi, aby rezerwowali sobie czas nie na jakąś zwykłą modlitwę, którą mogą mieć przez resztę dnia. Raz na dzień powinni mieć czas na skupienie się całym sercem na Bogu, gdzie nic ich nie oderwie od modlitwy. Jeśli ludzie wytrwają w takim rodzaju modlitwy i pozwolą Duchowi Świętemu, by ich napełnił - by mogli pójść dalej i dalej - wtedy coś wydarzy się w duchu. Ogień dotyka tej skały i ona topnieje".

    Człowiek ten powiedział, że kiedy ww. skała topnieje, jest tak gorąca, że żaden duch demoniczny czy duch ludzki (np. w przypadku tego człowieka) nie może pozostać tam i ostać się. One wszystkie odlatują, uciekają w panice. I tam powstaje otwór w duchowym królestwie (w tej niewidzialnej dla oczu sferze). I skoro tylko dojdzie do tego, wszelkie zmagania i walki w modlitwie ustają. Osoba, która modli się na ziemi czuje, że modlitwa staje się nagle tak gładka i lekka, tak pełna radości, bardzo potężna i intensywna.

    I odkryłem, że w tym momencie zwykle tracimy poczucie czasu i innych rzeczy. N
ie mówię tu o nieporządku czy nieładzie. Bóg bowiem troszczy się o nasz czas. Ale to jest tak, jakbyś zostawił wszystko i poddał się Bogu (całkowicie zdał się na Niego).

    Człowiek ten powiedział również, że kiedy modlitwy przebijają się (przechodzą "na wylot"), od tego momentu wszelki opór mija, znikają wszelkie bariery i osoba modląca się może kontynuować modlitwę tak długo, jak długo zechce - żadna przeszkoda nie będzie mogła jej powstrzymać. Powiedział również, że gdy taka osoba skończy modlitwę, otwór nad nią nadal pozostaje otwarty. I kiedy ona podnosi się ze swojego miejsca modlitwy i wychodzi, to otwarta przestrzeń w górze podąża wraz z nią. Wtedy nie działamy już pod kocem (przykryciem) - działamy pod otwartym niebem! W tym stanie diabeł nie może przeciw nam nic zrobić.

    Wówczas obecność Boga w życiu takich osób jest jak filar (słup z nieba), który ich podtrzymuje, dzięki czemu są optymalnie chronieni. Wewnątrz tych filarów jest wielka moc - tak, że kiedy one obracają się dookoła, obecność Boża dotyka innych ludzi i możemy rozeznać to, co wróg robi w życiu drugiego człowieka. I kiedy oni rozmawiają, ci ludzie stojący wraz z nimi mogą jakby wejść do wnętrza tego słupa. I tak długo, jak przebywają oni wewnątrz tego filaru, wszystkie niemoce i więzy (powodowane działalnością wroga) są osłabiane. Dlatego każdy człowiek, który odpowiednio przebił się w modlitwie, jednocześnie dzieli się Jezusem Chrystusem z innymi grzesznikami, a wszelki opór jest niewielki. Wtenczas bardzo łatwo przyprowadzić takiego grzesznika do Boga. Kiedy oni modlą się o chorych (lub w każdej innej "prawej" intencji) obecność Boża dokonuje cudów widzialnych i niewidzialnych (dla oczu).


    Ponadto, człowiek ów powiedział, że diabeł nienawidzi takich ludzi. I jeśli są miejsca, gdzie modlitwa jest zanoszona regularnie w wyżej opisany sposób, to obecność Boga zstępuje na to miejsce i nie odchodzi stamtąd! Nawet ludzie, którzy nie znają Boga, wchodząc do takiego miejsca doświadczają osłabienia wszystkich demonicznych więzów. Wtedy, gdy znajdzie się ktoś, kto zatroszczy się o taką osobę i będzie mu usługiwać w miłości i cierpliwości, zobaczy szybkie jej nawrócenie. Nie przez siłę ani przez moc, lecz przez Ducha Bożego, który jest obecny. Nawet jeśli nikt nie zainteresuje się tymi ludźmi, oni wchodzą w obecność Ducha Świętego, czując się przekonani o swoich grzechach, dzięki czemu zaczynają być z nich stopniowo oczyszczani. Mogą się temu poddać lub nie. Jeśli nie poddadzą się temu oczyszczeniu, to po opuszczeniu tego miejsca więzy demoniczne stają się silniejsze niż przedtem i diabeł stara się nie pozwolić im ponownie wrócić na tego typu miejsce.

    Możesz wyobrazić to sobie, kiedy siedzieliśmy tam, patrząc na tego człowieka, a on mówił nam rzeczy, które kiedyś robił i widział je na własne oczy...

    Powiedział nam też, co robili z osobami, które przebijały się w modlitwie. Mówił, że wraz z demonami znaczył takie osoby i razem studiowali ich życie. Dokopywali się do wszystkiego, co mogli znaleźć o takich osobach, poznawali ich słabości. A kiedy komuś udaje się pokonać ich w modlitwie (przedrzeć się), wtedy oni komunikują się z innymi duchami na ziemi (z jeszcze silniejszymi) i mówią:

"Zaatakujcie go w taki a taki sposób, bo to są jego słabości."

    Kiedy ta osoba wychodzi z komory modlitewnej, duch modlitwy jest nad nią, obecność Boga jest w tej osobie, jej duch jest silny, radość Boga jest jej siłą. Gdy ona podąża przez życie, wróg próbuje sprowadzić jej przed oczy te rzeczy, które mogą oderwać ją od skupienia na Jezusie Chrystusie. Jeśli ma jakieś słabości, wtedy wróg będzie stawiał na jej drodze odpowiednio "dobranych" ludzi, by robili takie rzeczy, które np. spowodują, że osoba ta bardzo mocno się rozgniewa itp.

    Gdy dana osoba nie jest wrażliwa na Ducha Świętego (gdy nie jest mocno wtulona w Boga), to pozwala się ponieść nastrojom i odrywa swoje oczy od Boga. Złości się i czuje się wściekła. Jednak np. kilka minut później, chce naprawić to i być dalej w radości Pana... ale już jej w sobie nie czuje. Próbuje znów do niej wrócić, lecz nie jest w stanie. Dlaczego? Ponieważ osoba ta wcześniej poddała się wspomnianej wyżej pokusie, a demony ciężko pracowały, by zamknąć otwór w górze. Gdy uda im się przywrócić tę demoniczną jakby otoczkę (ww. skałę), obecność Boga jest niejako odcięta. Osoba taka nie przestaje być dzieckiem Bożym, ale to szczególne namaszczenie, które było nad jej życiem, jest teraz odjęte. Ta obecność Boża, która mogłaby działać w życiu tej osoby bez jej ingerencji, została zabrana.

    Demony szukają naszych słabości. Jeśli znajdą je w pokusach seksualnych, wróg przygotuje ludzi, wydarzenia - coś, co nagle pociągnie cię, by pójść w kierunku tej pokusy. Jeśli człowiek ulegnie pokusie i otworzy swój umysł na złe myśli i przyjmie je, to kiedy chce być znów pod namaszczeniem, odkrywa, że już go nie ma.

    Być może myślisz sobie teraz: "To nie jest sprawiedliwe!" Zapamiętaj, co Biblia mówi:

"Nałóż hełm zbawienia. Włóż pancerz sprawiedliwości."

    Normalnie nie widzimy pozycji i miejsca tych narzędzi walki duchowej. Jezus Chrystus powiedział w Swojej modlitwie: "I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zbaw od zła wszelkiego." Zawsze, kiedy masz przełom w modlitwie i przebijasz się, pamiętaj, że jesteś nadal słabym człowiekiem i jeszcze nie jesteś doskonały. Proś Pana Jezusa:

"Panie, cieszę się z tego czasu modlitwy, lecz będę wychodził teraz do tego świata, więc daj mi siłę w pokusach, nie pozwól mi wejść w pułapkę diabelską. Wiem, że wróg zakłada w górze pułapkę, lecz nie wiem, w jakiej formie ona przyjdzie. Wiem, że jestem nadal słaby w pewnych dziedzinach w moim życiu, w których ulegam. Ochroń mnie Panie, kiedy widzisz mnie zwracającego się w złą stronę, gdzie jest pułapka. Zainterweniuj Panie! Nie pozwól mi poruszać się we własnej sile i umiejętnościach. Wybaw mnie od zła wszelkiego."

    Bóg jest w stanie tego dokonać. On jest w stanie! Właśnie dlatego czasami dzieją się rzeczy, na które jesteśmy w stanie tylko powiedzieć: "Dzięki ci Jezu." Właśnie dlatego Apostoł Paweł napisał do Tesaloniczan: "Dziękuję Bogu za wszystko, ponieważ jest to wolą Bożą dla was." Pewne rzeczy są złe, bolesne i zastanawiamy się, dlaczego Bóg na nie pozwolił. Jednak jeśli tylko byśmy wiedzieli, od czego Bóg nas wybawił, dziękowalibyśmy Mu. Kiedy nauczymy się ufać Jezusowi Chrystusowi, będziemy Jemu dziękować za wszystko.


    Kochani, nie wiem, czy mogę pójść dalej, ponieważ nie chcę zacząć czegoś, czego nie będę mógł sprawnie skończyć. Pozwólcie mi spróbować zrobić jeszcze jeden krok naprzód...

    Człowiek ten powiedział, że kiedy przedzieramy się w modlitwie w wyżej opisany sposób, odpowiedź zawsze przyjdzie. On nie zna przypadku, kiedy modlitwa przedzierała się do Boga i odpowiedź nie przychodziła. Odpowiedź ze strony Boga zawsze przychodzi, ale w większości przypadków nigdy nie dociera do osoby, która pyta! Dlaczego? Walka w okręgach niebieskich! Widzisz... tak długo, jak demony odnoszą sukces w zamykaniu otwartego nieba i przywracaniu ww. skały (demonicznej skorupy), skutecznie obserwują tę osobę. Czekają, ponieważ wiedzą, że odpowiedź Boga na pewno przyjdzie...

    I ten człowiek powiedział coś, co naprawdę wstrząsnęło moją wiarą. Z tego powodu musiałem pościć przez dziesięć dni, by pytać: "Panie, czy to jest prawda? Czy możesz udowodnić mi to?" Ten człowiek powiedział, że każdy chrześcijanin ma swojego osobistego anioła, który mu służy. Wiemy, że Biblia mówi, iż aniołowie nam usługują. Powiedział, że gdy ludzie się modlą, anioł przynosi odpowiedź - jak czytamy to w Księdze Daniela.

    Jednak wtedy on powiedział coś bardzo ważnego:

"Jeśli osoba, która modli się, jest świadoma potrzeby zakładania zbroi i nosi ją, wtedy odpowiedź przychodzi przez anioła, który jest w pełni wyposażony do walki. Chrześcijanie natomiast, którzy nie widzą konieczności noszenia zbroi, doprowadzają do tego, że ich anioł też przychodzi z odpowiedzią, ale on również nie ma zbroi i nie jest przygotowany do walki".

    Chrześcijanie, którzy nie przejmują się myślami, które ich nęcą i pozwalają ich umysłom błądzić bez podejmowania walki i kontrolowania ich, doprowadzają do tego, że ich anioł przychodzi bez hełmu. Jeśli lekceważysz na ziemi jakąkolwiek duchową broń (element zbroi, danej człowiekowi przez Boga), sprawia to, że twój anioł nie jest wyposażony w ten element, by móc skutecznie służyć tobie! Inaczej mówiąc, nasza duchowa zbroja nie tyle ochrania nasze fizyczne ciała, co służy ochranianiu nas w świecie duchowym.

    Ten człowiek powiedział, że kiedy anioł przychodzi, demony patrzą na niego w taki sposób, aby dostrzec obszary, które nie są zakryte i właśnie w te obszary okrutnie atakują. Jeśli on nie ma hełmu, demony uderzają w jego głowę. Jeśli dana osoba (i tym samym jej anioł) nie ma pancerza, one strzelają w jego klatkę piersiową. Jeśli nie ma on żadnych butów, one rozpalają ogień, ażeby szedł po rozpalonych płomieniach.

    Ja tylko powtarzam to, co ten człowiek powiedział. Właściwie to pytaliśmy go, czy aniołowie mogą odczuwać ogień? On mówił dalej:

"Pamiętaj, że to jest duchowe królestwo. To są duchy zajmujące się duchami. Bitwa jest bardzo intensywna. I kiedy oni opanowują anioła Bożego, pierwszą rzeczą, którą mają na celu, jest odpowiedź, którą on niesie od Boga. Jeśli demony odbiorą tą odpowiedź od niego, wtedy przekazują ją czarownikom - a ludzie mający z nimi kontakt mówią: <<Dostałem odpowiedź przez czary, magię>>."

    Zapamiętaj, co Biblia mówi w Liście Jakuba: "Wszystko, co dobre pochodzi od Boga." Więc skąd diabeł dostaje te rzeczy, które daje swoim ludziom? Ano dzieje się tak za sprawą ludzkich decyzji, wyborów. Przykładowo, pewien człowiek nie może mieć dzieci i po pomoc idzie do znachorów (wróżek) czy satanistów. Dzięki ich działaniom żona tego człowieka za jakiś czas zachodzi w ciążę. Kto dał im to dziecko? Czy szatan jest stwórcą? Nie! On okrada tych, którzy nie modlą się do końca. Jezus Chrystus powiedział: "Módl się bez ustawania", oraz: „Ale kiedy przyjdzie Syn Człowieczy, to czy znajdzie wiarę?" Czy Bóg znajdzie ciebie nadal czekającego, czy też poddasz się i wróg ukradnie ci to, o co się modliłeś?

    Następnie człowiek ten powiedział, że demony nie zadowalają się tylko kradzieżą odpowiedzi. Są one również zainteresowane zatrzymaniem anioła, a więc zaczynają z nim walczyć. I kiedy odnoszą zwycięstwo nad aniołem, wówczas związują go. Kiedy to następuje, wtedy chrześcijanin dla nich staje się ofiarą na ziemi. Oni mogą zrobić z nim, co tylko chcą, ponieważ jest on całkowicie pozostawiony bez pomocy duchowej. I zapytaliśmy go:

"Czy to znaczy, że anioł może zostać wzięty do niewoli przez siły demoniczne?"

    Człowiek ten nawet nie znał odpowiednich wersetów z Biblii - jedynie dzielił się swoim doświadczeniem - i powiedział, że demony nie są w stanie trzymać anioła przez dłuższy czas, ponieważ inni chrześcijanie modlą się gdzie indziej na ziemi i przychodzą posiłki, czego efektem jest to, iż anioł zostaje uwolniony. Jeśli jednak modlitwa ta nie następuje, to anioł pozostaje jeńcem. Wtedy wróg wysyła swojego własnego anioła jako "anioła światłości" do tej osoby (właściciela tego anioła). Stąd pochodzą fałszywe wizje i proroctwa, fałszywe przywództwo, zwiedzenie... Chodzi tu również o duchowe prowadzenie człowieka - wszelkiego typu błędne decyzje. Zatem osoba taka wielokrotnie jest otwarta na wszelkiego rodzaju ataki i związania (dręczenie, czy nawet opętanie).

    Pytałem Pana Jezusa: "Panie, nie chcę nawet próbować w to uwierzyć. To podważa całą moją pewność, moje bezpieczeństwo." Kiedy poszedłem, by szukać Pana w tych dziesięciu dniach, Bóg zrobił dwie rzeczy. On nie tylko potwierdził to wszystko, co usłyszałem, ale otworzył mój umysł, bym zrozumiał to bardziej.

    Musimy poznać trzy fakty i każdego dnia z wiarą działać w oparciu o nie:

1. Dowiedzieć się jak korzystać z pozostawionej nam przez Boga broni duchowej. Biblia nazywa ją zbroją Bożą. To nie jest nasza zbroja; to jest zbroja Boża. Kiedy jej używamy, pozwalamy Bogu walczyć w naszej sprawie.

2. Zrozumieć zależność służących duchów, aniołów w naszym duchowym życiu; być wrażliwym na to, co dzieje się w naszych sercach, ponieważ to prowadzi nas do tego, co dzieje się w duchu - a dotyczy bezpośrednio nas.

3. Prowadzi nas to do Ducha Świętego. Duch Święty nie jest nam dany jako nasz służący, który przynosi nam różne rzeczy. On nie biega tam i z powrotem do Ojca, by mówić Mu, czego potrzebujemy. To jest praca aniołów. On staje po naszej stronie. I co robi? Kieruje nas, uczy, prowadzi - pomagając nam modlić się we właściwy sposób.

    I kiedy opisane wyżej fakty zdarzają się w duchowym królestwie, Duch Święty mówi nam o nich. Czasami budzi cię w środku nocy i mówi: "Módl się!", a ty mówisz: "To nie czas na modlitwę." On mówi ponownie: "Teraz się módl!" Dlaczego? On dokładnie widzi co dzieje się w twoim duchu. Czasami mówi: "Jutro pość!" Odpowiadasz: "No nie teraz, zacznę w poniedziałek." Ale to On prawdziwie rozumie, co dzieje się w duchowym królestwie.

    Powinniśmy nauczyć się być wrażliwymi na natchnienia Ducha Świętego. On kieruje nami na ścieżkach sprawiedliwości. Gdy raz osiągniemy duchowy przełom, to modlitwa stanie się przyjemnością. Warto o ten przełom w swoim życiu zawalczyć. Wtedy nauczymy się, że bitwa nie jest nasza. Bitwa należy do Pana!

    Spójrz teraz komuś w oczy i pomyśl, ile razy ta osoba minęła się z tym, co Bóg miał dla niej (czego Bóg dla niej pragnął i co jej przeznaczył). Powiedz sobie, że nie ma żadnego powodu, aby więcej przegrywać! Możemy zwyciężać! Jest wystarczająca moc, by zwyciężać. Każdy ma ją "na wyciągnięcie ręki". Jezus Chrystus już tego dokonał w naszym imieniu - już zwyciężył i pokazał nam jak Go naśladować, byśmy i my dołączyli do Niego jako zwycięzcy! Amen.

    Módlcie się o siebie. Módlcie się, by Bóg pomógł nam zwyciężać. Nie powinniśmy przegrywać, jest wystarczająco dużo łaski i mocy do zwycięstwa! Dziękujemy ci Jezu Chryste!


Źródło: http://krolestwoboze.pl/Inni_Autorzy/John_Mulinde/John_Mulinie.htm

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 
Kasia: od swego dziecka uczę się jak rozwiązywać problemy PDF Drukuj Email


    Moja półtoraroczna córka jest niesforna, często mnie nie słucha, potyka się, przewraca i nabija guzy. Zawsze kiedy tylko widzę w jej oczach pewien charakterystyczny uśmiech wiem, że za chwilę coś zbroi. Ten szelmowski wyraz twarzy zdradza jej zamiary...

    Dokładnie wiem, kiedy wejdzie na stół; kiedy rozleje wodę z kubka, z którego miała pić; wiem kiedy powyciąga moje buty z szafki i „elegancko” je poukłada w całym pokoju; wiem nawet kiedy potłucze talerz...

    Choć to wszystko jest wypisane na jej twarzy - albo jak kto woli jestem na tyle spostrzegawcza i na tyle znam moją kochaną córkę, że przewiduję te sytuacje - nie potrafię jej uchronić przed przykrymi sytuacjami.

    Kiedy już wreszcie spada z tego krzesła, na które wie, że nie powinna wchodzić; kiedy nabija sobie guza w innych ekstremalnych sytuacjach i kiedy robi mi przykrość - płacze, zalewa się wielkimi łzami i szlocha, wtulona we mnie. Muszę przyznać, że w takich momentach jest przesłodka. Ale co jest najciekawsze, zawsze w takich trudnych sytuacjach to nie idzie do kąta, po zabawkę, nie dzwoni do koleżanki, babci czy kogokolwiek... tylko biegnie i wtula się we mnie.

    A to ja przecież wiele razy uczyłam ją, powtarzałam: „Tam nie wolno”, „Tego nie dotykaj”, „Uważaj, tam jest niebezpiecznie”. W jej sercu to ja (mama) jestem jej ukojeniem od złego.

    Z mojej skromnej obserwacji może płynąć jeden wniosek: ze wszelkimi trudnościami udawajmy się do naszego Pana, Jezusa Chrystusa. On nas kocha, wysłucha, zrozumie i będzie jeszcze mocniej kochał... Właśnie dlatego, że się podnosimy, przyznajemy do błędów i z trudnościami idziemy w Jego ramiona. Nasz kochany Jezus namawia nas, byśmy się stali jak dzieci. I nawet, jak popełniamy błędy, to w zasadzie właśnie wtedy powinniśmy się do Niego udawać.

    Obserwujmy więc nasze pociechy i się od nich uczmy. Mam wrażenie, że dostałam moją córkę w prezencie, bym się od niej uczyła i ze wszystkimi problemami uciekała się do Ciebie, Boże. Ty znasz mnie najlepiej i Ty najlepiej mnie pocieszysz.

    Dziękuję Ci za tą lekcję.


Kasia

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 
Pozwólmy, by nas bolało... [katastrofa smoleńska 2010] PDF Drukuj Email


    Czy z tragedii może narodzić się dobro? Czy śmierć tak wielu - nagła, absurdalna, symboliczna - może mieć sens? Jak przeżywać smoleńską katastrofę (z 10 kwietnia 2010 r.), by czyniła mnie ona bardziej ludzkim, Polskę lepszą, a świat przytomniejszy?

    1. Wpierw trzeba dopuścić do siebie prawdę. Boli. Boli. Boli. Nie chcę, żeby bolało. Chcę ten czas przespać, przeżyć w dystansie, w nirwanie, w emocjach jakby poza mną, w techniczno-politycznych spekulacjach, albo zanurzyć się w tłumnym amoku mediów i ludzi, potoku informacji, doniesień, obrazów. Dopuszczam prawdę do siebie, jeśli biorę osobistą odpowiedzialność za wydarzenie, jego przyczyny i konsekwencję. Gdy dopuszczam do siebie rozrywający ból cierpienia i śmierci moich bliźnich, tych, którzy zginęli, i tych, którzy płaczą po nich. Gdy pozwalam, żeby cierpiała we mnie Ojczyzna, która w poległych utraciła ludzi dźwigających brzemię ważnych odpowiedzialności.

    Dopuszczam prawdę do siebie, gdy w politycznych przeciwnikach widzę moje siostry i braci, kruche istoty, skazane na śmierć. Dopuszczam prawdę w jej absurdalnym bólu, gdy w ułomności ludzkiej decyzji pilotów i złej pogodzie dostrzegam też tajemniczą symbolikę Czasu i Miejsca tragedii. Oktawa Zmartwychwstania Chrystusa, dzień przed świętem Miłosierdzia Bożego, 5 rocznica śmierci Jana Pawła II, Katyń - miejsce zamordowanych przed 70 laty 20 tysięcy polskich oficerów, mogiła męczenników, Rosja - nasz historyczny wróg. Ta symbolika nie jest tanim mistycyzmem, uśmierzającym ból - tak mogą myśleć ludzie zamknięci w skończoności i niewrażliwi na Tajemnicę - przeciwnie, symbolika Czasu i Miejsca sprawia, że ból staje się nieznośny. Śmierć Setki zostaje spotęgowana przez śmierć Pomordowanych, śmierć wszystkich Ofiar: Polaków i ludzi innych narodów, i czasów. Śmierć samego Boga. Czy chcę tego, czy nie, Oni umarli też za mnie. I dla mnie. Dla Polski, dla świata. Dla Boga.

    2. Dlaczego ktoś musi umierać za mnie, żebym żył? I to w tak przypadkowy i absurdalny sposób? Jeśli ta śmierć ma mieć jakiś sens - a wierzę, że ma - to jest ona tajemniczym wołaniem o jakieś dobro, wskazaniem na jakiś brak we mnie, mojej Ojczyźnie, świecie. Ta Katyńska Śmierć wpierw dopomina się o prawdę ofiar sprzed 70 lat. Jest ostrzeżeniem, że nie można budować światowego pokoju na kłamstwie i zgodzie na nie, na świadomym zamykaniu ust prawdzie o zbrodni i męczeństwie w imię politycznych kompromisów. Jest apelem o to, by Rosja i Polska budowały swoje sąsiedzkie stosunki w oparciu o wzajemne uznanie bolesnych prawd historycznych, szacunek i empatię między narodami. Katyńska Śmierć jest tragiczną niezgodą na wewnętrzne stosunki w polskiej polityce i życiu między ludźmi, pełne wzajemnej pogardy, niechęci, nieufności i wrogości. Stawia pytanie o moją osobistą i naszą narodową współodpowiedzialność za jakość relacji z innymi, zwłaszcza tymi, którzy różnią się od nas i z którymi nie zgadzamy się, którzy nas krzywdzą i których my krzywdźmy.

    Zdziczenie polskiej polityki ostatnich lat przy dopingu i akompaniamencie coraz bardziej oszalałych mediów jest objawem głębokiej choroby duchowej Polaków jako społeczeństwa, a zwłaszcza jego elit, czyli tych, którzy dźwigają większą niż inni odpowiedzialność za dobro wspólne. Żywimy tę chorobę, jeśli karmimy się pogardą, niechęcią, wrogością, nieufnością, sensacją, bezmyślną rozrywką, żądzami władzy i pieniądza, niewrażliwością i obojętnością lub aktywnym krzywdzeniem innych. Żywimy tę polską chorobę, gdy nie pracujemy nad sobą jako ludźmi, by stawać się lepszymi, bardziej ludzkimi, solidarnymi, bezinteresownymi, ufnymi.

    3. Cóż takiego jest w Śmierci, że przywraca ona - choć na chwilę - właściwe proporcje życia i dobra? Śmierć mówi jedno: istnieje Kres i Sąd. Kres to moment skończoności, który sprawia, że niczego już do swego i cudzego życia nie można dodać, zmienić, naprawić. Sąd to ostateczne podsumowanie dobra i zła, piękna i brzydoty, prawdy i kłamstwa naszego życia. Jako chrześcijanie wierzymy, że ten Sąd jest sądem Miłości, która swoje dzieci sądzi z życia w miłości i dla miłości. Dlatego Kres i Sąd przywracają właściwe proporcje życiu, które zginęło.

    I jeśli powierzamy się prawdzie i bólowi Śmierci, przeżywamy ją do głębi - doświadczamy też łaski prawdy Kresu i Sądu, która sprawia, że widzimy ludzi i sprawy Wzniośle, czyli tak, jak się mają w perspektywie Wieczności. I Boga.

    4. Jeśli Polska potrzebowała tak wielkiej Ofiary jak Katyńska Śmierć Druga, to znaczy, że znaleźliśmy się, być może, na dnie - jako naród, społeczeństwo, wspólnota, państwo. Zżerani przez małość, powierzchowność i nicość. Brak głębi. Albo jesteśmy wezwani do większego dobra, niż to, do którego przywykliśmy jako Wspólnota. A może jedno i drugie.

    Polskie Państwo jest słabe: katastrofa w Smoleńsku - poza całą symboliką, a może jako jej istotna część - pokazała, że całość uwarunkowań polityczno-mentalnych organizacji państwa powoduje, że nie postępujemy racjonalnie i bezpiecznie w stosunkowo prostej sprawie, jaką jest logistyka przejazdu władz państwowych i wojskowych w oddalone miejsce za granicą. Jak Państwo, które nie potrafi skutecznie ochronić członków najwyższych władz państwowych i wojskowych w trakcie pokoju, może być bezpieczną i racjonalną przestrzenią dla zwykłych obywateli? Druga Śmierć Katyńska uderzyła w najczulszy i najsłabszy punkt Polski: Państwo jako symbol wspólnego dobra.

    Katastrofa prezydenckiego samolotu w Smoleńsku - w sensie faktycznym i symbolicznym - wydaje się być efektem naszych zbiorowych zaniedbań jako wspólnoty. Zaniedbań, które zaczynają się w najprostszych relacjach człowieka z człowiekiem i Bogiem, a kończą na budowaniu niestabilnych i nieefektywnych instytucji życia publicznego kraju. Tragiczna śmierć Prezydenta, jako symbolu Państwa Polskiego, jest znakiem i wskazaniem, że to wspólne dobro, jakiemu na imię Polska, jest najbardziej zagrożone. I niekoniecznie przez zewnętrznych wrogów, ale przez nasz brak dostatecznej troski o wspólne dobro.

    5. Dla Rosji Druga Śmierć Katyńska jest okazją i łaską, by spojrzeć na ból narodu polskiego z większym zrozumieniem i empatią. Rosja solidarna w cierpieniu z Polakami, może przebudować paradygmat naszych sąsiedzkich stosunków i oprzeć je na większym niż dotąd wzajemnym szacunku, prawdzie i ludzko-słowiańskiej więzi. A Polacy - poruszeni współczuciem Rosjan - mają okazję zobaczyć inną twarz Rosji i okazać jej więcej zaufania i sympatii.

    6. To prawda, mamy już dość bycia ofiarami i życia w logice ofiarniczego męczeństwa. Chcemy się uwolnić od brzemienia przeszłości i stawać nowocześni bez nadmiernego bagażu historycznych martyrologii. A Śmierć z 10 kwietnia 2010 r. jedynie dokłada nam więcej bólu i ofiar, wydaje się wikłać w zamkniętą logikę obolałej pamięci i długu wobec Wielkich Poległych. A jednak wierzymy, że właśnie dzięki tej jednej Ofierze zostajemy zbawieni, uwolnieni od zła i śmierci, powołani do udziału w Zmartwychwstaniu. Jeśli Bogu się spodobało, dopuścił i tę Ofiarę Katyńską nie po to, by dorzucić nam kolejne brzemię, ale wyzwolić ku Prawdzie, Dobru i Miłości. Ofiary Drugiej Śmierci Katyńskiej uczestniczą przecież w Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa, jedynej skutecznej Ofiary. A poniekąd są tą samą Ofiarą - jej aktualizacją w wiecznym TU i TERAZ. To Chrystus poległ w prezydenckim samolocie pod Smoleńskiem. Dla nas. By nas uzdrowić i w nas zmartwychwstać.

    Nie łagodźmy tego bólu i nie uciekajmy od niego. Nie popadajmy w iluzję nirwany czy dystansu, czy zbiorowego amoku. Przyjmijmy prawdę Katyńskiego Bólu i Śmierci do końca. Jak potrafimy, osobiście i jako wspólnota. Pozwólmy Jezusowi Chrystusowi przeniknąć ten ból Jego łaską. To nas przemieni, bardziej niż wszelki obraz, słowo, i dobre chęci. Spojrzymy wówczas na siebie i świat innymi, przemienionymi oczami. Z nadzieją na odnowioną Polskę i nas, bardziej ludzkich.


Andrzej Miszk


Źródło:
www.tezeusz.pl

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 5
© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

W o j n a - wprowadzenie - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca