Krwawy rytuał krzyżowania ludzi na Filipinach - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 2 years, 8 Miesiące temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Przydatne CIEKAWOSTKI Krwawy rytuał krzyżowania ludzi na Filipinach
Krwawy rytuał krzyżowania ludzi na Filipinach PDF Drukuj Email


    Z początku wahałem się, czy artykułu tego nie umieścić w dziale "Paradoksy wiary". Niżej opisane praktyki są bowiem zabronione przez Kościół Katolicki (a wręcz potępione). Z drugiej strony, szczerze podziwiam odwagę ludzi, którzy biorą udział w poniższym rytuale filipińskim. W pewnym sensie należy ich uznać za bohaterów (mam tu na myśli tych, którzy faktycznie podchodzą do całości z pasją w sercu i autentyczną chęcią jeszcze większego utożsamienia się z cierpieniami Jezusa Chrystusa - prawdziwa ocena tego leży jednak w gestii Pana Boga).

    W Wielki Piątek, jak co roku, w wiosce San Pedro Cutud na Filipinach, dziesięć lub więcej osób jest przybijanych do krzyża. Krzyże i gwoździe za każdym razem są prawdziwe - krew i ból także. Dlatego na wstępie śmiało należy stwierdzić, że tylko szczęśliwy człowiek może położyć się na krzyżu, być ukrzyżowany i to przeżyć. Nieszczęśliwy człowiek natychmiast by umarł. Z pewnością jest to jeden z podstawowych wniosków z niniejszego artykułu...

    Z daleka widać trzy drewniane krzyże ogrodzone pasem podwójnej metalowej siatki i chronione przez kilkudziesięciu ochroniarzy. Po południu pojawiają się ochotnicy do ukrzyżowania. Po godz. 13 środkowy krzyż zostaje opuszczony i - wśród okrzyków wiwatującego tłumu - rozpoczyna się przybijanie pierwszego męczennika...




    Filipiny to jedyny kraj Dalekiego Wschodu, gdzie dominującym wyznaniem jest chrześcijaństwo (w znacznym stopniu to spuścizna po monarchii hiszpańskiej panującej tam od 1542 do 1898 r.). Na tym archipelagu liczącym 7 tys. wysp i wysepek Wielki Tydzień obchodzi się w sposób szczególny.

    Religijność Filipińczyków z pewnością należy uznać za zdumiewającą. Podobiznę Jezusa Chrystusa widzi się tam nie tylko w kościołach, ale i na karoseriach samochodów, słupach trakcji elektrycznej, w toaletach i na ulicznych straganach. Krajobraz ten wzbogacają tatuaże Matki Bożej, krzyża i Chrystusa - na plecach, ramionach i piersiach mężczyzn.

    Filipińczycy od maleńkości wyrastają w atmosferze przesyconej żarliwą pobożnością. W wiosce San Pedro Cutud - położonej 65 kilometrów na północ od Manili - co roku odbywają się misteria Męki Pańskiej. Wielki Piątek jest celebrowany przez chrześcijan na całym globie, jednak tam dzień ten jest obchodzony w sposób szczególny...

    Według Filipińczyków, człowiek bardziej zbliża się do Jezusa, jeśli - tak samo jak On - zostanie ukrzyżowany: przybity do krzyża prawdziwymi gwoździami i broczący prawdziwą krwią. Nie ma udawania... Bólowi nie towarzyszą ani strach, ani lament, ani krzyki rozpaczy. Z osób, które dobrowolnie przeżywają ofiarę, emanuje wewnętrzna radość.


Niewolnicy tradycji

    Pewien Filipińczyk, Ben (Ruben) Enaje, pomimo swych 39 lat nadal zachował młodzieńczy wygląd. Twarz ma łagodną i niewinną jak dziecko. Mieszka - wraz ze swą liczną rodziną - w małym, skromnym pokoiku. Co roku, wszyscy przyjeżdząją na uroczystości związane z Wielkanocą. Każdy członek rodziny, od małego do dużego, robi bicze, korony cierniowe i jak Ben przygotowuje się do kolejnego w swoim życiu ukrzyżowania.

"Przed moim pierwszym ukrzyżowaniem sam wykułem dla siebie gwoździe" - opowiada Ben. "Użyję ich również w tym roku. Teraz zrobiłem też krzyż, na którym zawisnę."

    Ben zdecydowanie protestuje, kiedy ktoś nazywa go świętym człowiekiem z racji tego, że pozwala się ukrzyżować. Zwraca uwagę, że tacy jak on są raczej niewolnikami tradycji, w jakiej się wychowali:

"Pokutników w mojej wsi po raz pierwszy zobaczyłem, kiedy miałem 7 lat. Byli tam biczownicy, inni nieśli krzyże, jeszcze inni pokonywali kilometry na kolanach. Mój ojciec się biczował. Chodziłem go oglądać razem z wujem i bratem. 15 lat temu ukrzyżował się mój kuzyn, a mój szwagier nosił przez 7 miesięcy krzyż."

    Jego bracia i przyjaciele też przez wiele miesięcy dźwigali krzyże. Wychowując się w atmosferze spełniania pokut, sam w końcu zdecydował, że zostanie ukrzyżowany. Jego żona i matka nie chciały widzieć, jak wisi na krzyżu. Żona pomogła mu jednak przed ukrzyżowaniem: kupiła alkohol i płótno na przepaskę, a gdy wrócił po odbyciu pokuty, opatrywała mu rany. Z całej rodziny, na krzyżu widziały Bena tylko jego dzieci.


Krew na plecach

    Pierwsze ukrzyżowanie w San Pedro Cutud miało miejsce w 1962 roku. Tradycja biczowników jest z pewnością znacznie starsza. Ukrzyżowania cieszą się coraz większą popularnością. Początkowo każdego roku krzyżowana była tylko jedna osoba. Z roku na rok ich liczba jednak rosła. Obecnie na taki rodzaj pokuty decyduje się rokrocznie około dziesięciu osób.

    W 1993 roku po raz pierwszy ukrzyżowana została osoba spoza Filipin - kobieta z Belgii, a w roku następnym Japończyk.

    W dniach poprzedzających misteria, na szosach filipińskich miast i wiosek, można spotkać pielgrzymki pokutników z krzyżem na ramieniu, a także biczowników: młodzi chłopcy mają gołe torsy, głowy zakryte chustami i zwieńczone koroną z liści palmowych. Idą ulicami raz za razem smagając ciało pejczem. Gdy przechodzą przed domem rodzinnym lub kościołem, do którego uczęszczają, zatrzymują się i kładą twarzą do ziemi. Są tam symbolicznie biczowani przez członków rodziny i znajomych, aby w ten sposób bardziej się upokorzyć. Przed rozpoczęciem procesji plecy każdego z nich nacinane są specjalnym narzędziem, które przypomina kuchenną deskę do krojenia chleba z wmontowanymi od spodu półokrągłymi ostrzami. Bicz pokutnika z San Pedro Cutud to rzemień o długości 1,2 metra, zakończony „gronem” bambusowych pałeczek. Kiedy pałeczki uderzają w ponacinane plecy, bryzga krew.

    Atmosfera się zagęszcza... Procesje ze wszystkich stron miasteczka kierują się na dziedziniec przed katedrą. Poza biczownikami idą w nich pokutnicy (także kobiety) w długich purpurowych szatach, z krzyżami w dłoniach. Ulicami przechodzi orszak inscenizujący drogę krzyżową - za strażą przednią, złożoną z rzymskich żołnierzy, podąża Chrystus dźwigający krzyż i odbierający cięgi od oprawców.




    Pokutnicy, którzy docierają przed główną bramę świątyni, spływają krwią. Padają na kolana, modlą się i leżą krzyżem, podczas gdy mistrz ceremonii ostukuje ich - od stóp do ramion - bambusowym kijem. Ma to oczyścić ich ciała ze złych duchów. Zwyczaj ten jest tak popularny, że przed południem na dziedzińcu przy kościele tworzą się kolejki chętnych do złożenia tej pokutnej ofiary.

    Po zakończeniu ofiary biczownicy się kąpią. Aby zapobiec infekcji i przyspieszyć gojenie ran, wcierają w plecy mieszankę specjalnych ziół z solą.




   Druga część obchodów ma miejsce na wzgórzu za miastem symbolizującym biblijną Golgotę. Ciągną tam tłumy. Już samo stanie w tropikalnym ukropie jest dużym poświęceniem. Jeśli ktoś zasłabnie, nie ma co liczyć na pomoc medyczną.

    Z daleka widać trzy drewniane krzyże ogrodzone pasem podwójnej metalowej siatki i chronione przed napierającymi ludźmi przez kilkudziesięciu ochroniarzy. Po południu pojawiają się ochotnicy do ukrzyżowania - niektórzy biorą udział w ceremonii po raz kolejny; są wywiady i pozowanie do zdjęć.

    Po godz. 13 środkowy krzyż zostaje opuszczony i - wśród okrzyków wiwatującego tłumu - rozpoczyna się przybijanie pierwszego męczennika. Jego rozpostarte ramiona przywiązuje się do krzyża białymi wstęgami, a wnętrze dłoni przebija miedzianym gwoździem. Stopy są oparte na specjalnej podstawie i również przybite gwoździem. Krzyż jest podnoszony do pionu, a jeden z rzymskich legionistów przytrzymuje męczennika drewnianą halabardą. Na jego twarzy pojawia się grymas cierpienia... Tłum wiwatuje. Za chwilę to samo stanie się z dwoma pozostałymi krzyżami.






    Uroczystość osiąga swój kulminacyjny punkt, a metalowa siatka w wielu miejscach nie wytrzymuje naporu ludzi. Po pięciu minutach krzyże zostają opuszczone. Chętnych do ukrzyżowania jest więcej i będzie ono powtórzone jeszcze kilka razy...



Ofiary są jak cud

    Filipińczycy są przekonani, że ofiara ukrzyżowania ma moc odkupienia win, a nawet uzdrowienia.

    Chito Sangalang pierwszy raz był ukrzyżowany w 1987 roku. Zdecydował się na ten rodzaj pokuty, gdy jego mama rozchorowała się na zapalenie płuc. Podjął wówczas decyzję, że w intencji wyzdrowienia mamy zostanie ukrzyżowany 15 razy (to dopiero pokuta!).

"Ukrzyżowanie jest jak cud" - mówi. "Moja matka już dawno wyzdrowiała, a ja ciągle żyję, mimo że wielokrotnie przeżywałem straszne cierpienie."

    Pepito Nicdao - mając nadzieję, że uda mu się wyleczyć z epilepsji - zdecydował się na pokutę "krzyżową" 5 lat wcześniej. Został biczownikiem. Dodatkowo postanowił wyruszyć na siedmiomiesięczną pielgrzymkę, podczas której, przemierzając różne prowincje Filipin, dźwigał na ramionach krzyż.

"Odkąd poddaję się pokutom, moje zdrowie bardzo się poprawiło" - twierdzi. "Ale nie to jest najważniejsze. Ofiara związała mnie mocniej z Bogiem. Kiedy nacina się skórę na moich plecach, wyobrażam siebie, że jestem jak Chrystus, któremu sprawiają ból. To dla mnie bardzo ważne doświadczenie."


Ostatnia pokuta Chito

    Góra Kalwaria w San Pedro Cutud to niewielkie wzniesienie na obrzeżach wsi. Aby ceremonia przebiegała sprawnie, ogrodzono je podwójnym płotem. Wewnętrzna część jest zarezerwowana dla osób bezpośrednio zaangażowanych w spełnianie ofiary: wchodzą tam pokutnicy z osobami, które towarzyszą im w spełnieniu ofiary, oraz pomocnicy, którzy wbijają gwoździe oraz pomagają podnosić i opuszczać krzyże. Druga strefa jest zarezerwowana dla dziennikarzy z całego świata. Dopiero poza nią stoją pielgrzymi.

    Kiedy zbliżało się południe, Chito Sangalang po raz piętnasty w swym życiu wyszedł z domu, aby w misteriach odegrać rolę Jezusa Chrystusa. W purpurowych szatach i w koronie cierniowej na głowie, z powrozami owiniętymi wokół przegubów rąk, prowadzony jest na pobliskie wzgórze, gdzie oczekuje go Piłat. Tam zapada na niego wyrok. Gdy Piłat kończy obmywać wodą dłonie, Chito-Jezus - popychany przez strażników - podchodzi do krzyża. Jest wyszydzany i lżony. Podnosi krzyż i wolnym krokiem rusza w kierunku Kalwarii, gdzie czekają na niego gwoździe i przyjaciele z wioski, którzy w misterium grają jego oprawców...

    Gdy wchodzi na wzniesienie, na którym stoją krzyże, jest najbardziej wymęczoną osobą spośród całego zgromadzenia. Jedni zdejmują z niego purpurową tunikę, drudzy go wachlują, jeszcze inni podają mu do picia wodę... By wytrwać we wszystkich trudach, Chito Sangalang odpowiednio przygotowywał się do całej ceremonii:

"Przed ukrzyżowaniem potrzebuję odpoczynku, abym mógł się do niego przygotować psychicznie. Dzięki temu w momencie ukrzyżowania nie będę zdenerwowany ani nie stracę wiele krwi."

    Podobnie jak on przygotowują się również pozostałe osoby, które mają być danego dnia ukrzyżowane. Reakcje krzyżowanych można obserwować z bardzo bliska. Widać każdy ich grymas twarzy - szczególnie w momencie przebijania dłoni i stóp oraz w momencie wyciągania gwoździ, gdy cierpienie jest największe. Tylko u nielicznych widać, że doświadczają bólu. Większość, szczególnie starsi wiekiem, zachowuje spokój oraz pogodny wyraz twarzy.




Przybicie do krzyża

    W przeciwieństwie do krzyżowanych, przybyli z całego świata fotoreporterzy byli pobudzeni i zniecierpliwieni. Walczyli między sobą o dobre miejsce do zrobienia zdjęcia, które mogłoby się później dobrze sprzedać. Gdy w pewnym momencie aktor grający centuriona - z sobie tylko wiadomych powodów - zwlekał z uderzeniem młotkiem w gwóźdź przyłożony do dłoni ukrzyżowanego, rozległo się głośne nawoływanie: „Go!” (Przybijaj!), „Go!” (Szybciej!).




    Uczestnicy misteriów ignorowali ich okrzyki. Dla nich to nie był show. Ruben modlił się, zanim położył się na krzyżu i wbito mu w dłonie gwoździe:

"Czułem ból prawie nie do zniesienia, ale gdy podnosili krzyż, w sercu miałem spokój" - opowiadał później. I dodał: "Tylko szczęśliwy człowiek może położyć się na krzyżu, być ukrzyżowany i to przeżyć." Nieszczęśliwy człowiek natychmiast by umarł. "Większość z nas wytrzymuje na krzyżu 5-10 minut. Dla mnie jest to 20 minut" - opowiadał Chito. "Gdybym miał wisieć dłużej, to chyba bym umarł. Po ukrzyżowaniu dłonie bolą mnie tak, że przez dwa dni nic nie robię." Pytany, jak by zareagował, gdyby w przyszłości jego dzieci również chciały zostać ukrzyżowane, bez wahania odpowiada: "Czemu miałbym im na to nie pozwolić?"




Brak zgody Kościoła na praktyki ukrzyżowania

    Za organizację drogi krzyżowej w San Pedro Cutud od 14 lat odpowiedzialny jest Zoilo O. Castro. Sam nigdy nie był pokutnikiem, ma jednak duży sentyment do spełniania ofiar.

    Zoilo Castro piastuje ważną funkcję w lokalnej administracji, co ułatwia mu zorganizowanie święta. W przygotowaniach od lat pomaga mu 50 miejscowych społeczników, a w Wielki Piątek porządku pilnuje dodatkowo 50 policjantów.

    W organizację święta w ogóle nie włącza się Kościół, który ostro krytykuje inscenizacje ukrzyżowania. Określa to jako "wypaczenia wiary". Mimo tego do San Pedro Cutud przyjeżdżają księża z zagranicy. Jak twierdzi Zoilo Castro, często są niebywale zaskoczeni niezłomną wiarą osób, które decydują się na ukrzyżowanie.

"Zagubił się zupełnie wymiar duchowy święta, to przerodziło się w spektakl, dla zadowolenia i chęci popatrzenia widzów" - mówi biskup Deogracias Iniguez.

    Biskupi często nie zgadzają się na organizowanie podobnych misteriów w swoich diecezjach. I to nie tylko z powodu "niezdrowego" zaintresowania turystów. Księża katoliccy przyznają co prawda, że nie wszyscy decydują się na ukrzyżowanie tylko dla "widowiska". Wielu ochotników - jak wspomniano powyżej - wierzy, że odkupuje swoje grzechy, że godziny bólu pomogą mu się oczyścić z popełnionych złych uczynków. Jednak Kościół zwraca uwagę, że nie jest to zgodne z wiarą katolicką, według której z grzechów oczyścić może tylko cierpienie Chrystusa.

    Podobne ceremonie, choć o mniejszej randze, odbywają się jeszcze w paru miejscach w okolicy oraz w innych miastach i miasteczkach Luzonu.

- - - -


    Przykładowo, w 2008 r. ponad dwudziestu Filipińczyków - w tym piętnastoletni chłopiec - poddało się dobrowolnie ukrzyżowaniu. Z kolei w 2009 roku, również na Filipinach, 30 osób, w tym jeden Australijczyk, dało się na kilka minut przybić do krzyża, aby we własnym ciele doświadczyć męki Jezusa Chrystusa. Po zdjęciu z krzyży osoby te otrzymały pomoc medyczną i opatrzono im rany.

"Chciałem zostać ukrzyżowany, bo myślę, że z Bożą pomocą będzie to chronić moją rodzinę" - oświadczył 38-letni Domingo Cunnanan. Setki obecnych przy ukrzyżowaniu samobiczowało się na oczach licznych turystów.





Dlaczego oni to robią?

    Antropolog, profesor Roch Sulima z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że ochotnik gotowy na ukrzyżowanie, na "próbę okrucieństwa" chce wejść na drogę prowadzącą go do świętości:

"To dla niego najbardziej dramatyczna, ale i zarazem najkrótsza droga."

    Niestety, przemysł turystyczny sprzedaje to światu jako okrutne widowisko.


Dlaczego to oglądamy?

    Świat zachodni zaczął interesować się takimi inscenizacjami - jak i całym regionem - w latach 60-tych.

"To postkolonialny fragment najnowszej historii" - mówi profesor Sulima. "To wówczas okazało się, że Zachód jest zainteresowany nie tylko surowcami, nie tylko ropą i kauczukiem z krajów Trzeciego Świata, ale ich kulturą."

    Profesor zwraca też uwagę, że inscenizacje Męki Chrystusa - choć pozbawione tej dawki cierpienia i okrucieństwa - nie są charakterystyczne tylko dla Filipin. Można je spotkać zarówno w krajach Ameryki Południowej, jak i w Europie: we Włoszech, w Niemczech - a nawet w Polsce.

    Jednak fascynacja w mediach filipińskimi inscenizacjami wpisuje się nie tyle w liturgię, co w najpopularniejsze tematy kultury popularnej Zachodu - w fascynację horrorem, okrucieństwem. I na tym poziomie najczęściej te widowiska odbierane są przez widzów.

"I nie ma się czemu dziwić" - mówi Roch Sulima.

    Rzeczywiście, w internecie najwięcej informacji, poświęconych filipińskiemu obyczajowi, znajduje się na stronach poświęconych nie wierze, lecz turystyce. Po wpisaniu do serwisu Youtube słowa "crucifixions" mamy dostęp do dziesiątek filmów dokumentujących "ukrzyżowania". Obok, na jednej stronie internetowej, sąsiadują z nimi inne filmy o zbliżonej - według Youtube - tematyce, jak choćby "Sexy Hot Asian Girl eats live Black Scorpion".

    Ukrzyżowania w Wielki Piątek na Filipinach były początkowo pokutną praktyką tamtejszych katolików, którzy chcieli zadośćuczynić Bogu za swoje grzechy. Szkoda, że z czasem stały się spektaklem o charakterze komercyjnym, przyciągającym tysiące turystów.

    Co więcej, w tym największym katolickim kraju Azji, gdzie katolicyzm wyznaje 80 procent 90-milionowej społeczności, wiara niestety często miesza się z lokalnymi przesądami. Przykładowo, niektórzy ludzie nie kąpią się w Wielki Piątek po godzinie 3 po południu - uznawanej za czas śmierci Chrystusa - w obawie przed nieszczęściem.


Źródło: gazeta.pl; ekai.pl; gwiazdy.com.pl.

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 

Komentarze  

 
0 #4 Paweł 2017-04-14 10:15
Wszystko jest za darmo a jak już przychodzi cierpienie to wówczas możemy je zjednoczyć z ofiarą Chrystusa a nie szukać jego bo taki mi się wydaje że wówczas nie szukamy Boga tylko pod płaszczykiem cierpienia budujemy nasza pychę czyli zbawiamy się sami a to jest nie możliwe potrzebujemy przebaczenia i ofiary Chrystusa który dobrowolnie umarł za nas abyśmy byli wolni. I na koniec diabeł nie umie tylko naśladować posłuszeństwa i pokory - resztę potrafi .

Z Bogiem Paweł
Cytować
 
 
0 #3 Sandra 2017-04-01 19:59
taka tradycja u nich ale tak na prawdę to kompletnie nie potrzebne historii i tak nie zmienimy- oczywiście jeśli to w ogóle prawda
Cytować
 
 
-2 #2 2013-03-30 09:22
Transmitujcie to misterium.
Cytować
 
 
+4 #1 2012-01-07 18:11
Takie zachowanie to nic innego jak totalna nieznajomosc Slowa Bozego i Bozych Przykazan. Jezus zlozyl najwyzsza Ofiare na krzyzu i zaden czlowiek nie jest w stanie jej przewyzszyc. Swiatynia zostala zburzona, dlatego zadna ludzka ofiara nie moze juz byc skladana, bo Jezus zlozyl ostatnia kiedy powidzial: „WYKONALO SIE!” -Jana 19:30 . Po tej najwyzszej Ofierze, ktora Jezus zlozyl z samego siebie, kazda ludzka ofiara jest balwochwalstwem .
Z Biblii wynika,ze Jego ofiara jest doskonala i w pelni wystarcza do odkupienia grzechow ludzkich, nie potrzeba już wiecej ofiar. W Hbr 9:12 pisze wyraznie, ze: „wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia”.

"I powiedział im: Wy jesteście tymi, którzy chcą uchodzić w oczach ludzi za sprawiedliwych, lecz Bóg zna serca wasze. Gdyż to, co u ludzi jest wyniosłe, obrzydliwością jest przed Bogiem" - Łuk. 16,15 oraz 2 Kor. 10,17-18
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Krwawy rytuał krzyżowania ludzi na Filipinach - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca