Dylemat wyboru własnego powołania - znaleźć męża/żonę, czy wybrać? - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 2 years, 10 Miesiące temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Zanim wyruszysz Akademia doskonałości Przemyśl to! Dylemat wyboru własnego powołania - znaleźć męża/żonę, czy wybrać?
Dylemat wyboru własnego powołania - znaleźć męża/żonę, czy wybrać? PDF Drukuj Email


    "Czy mamy wolny wybór na drodze poszukiwania naszego powołania? Czy musimy jedynie poddać się temu, co i tak zaplanował dla nas Pan Bóg?". Poniżej odpowiada na tego typu pytania o. Mirosław Pilśniak OP.

    Niemal codziennie spotykam osoby, które mają dylemat związany z wyborem własnego powołania. Albo nie spotkały właściwej osoby, albo nie znalazły się we właściwym miejscu i czasie, albo wybrały nie taki, jak powinny stan czy sposób życia. Czy można więc w jakiś sposób określić to, do czego każdy z nas jest powołany? W jaki praktyczny sposób odkrywa się życiowe powołanie?

    Czasem uważa się, że powołanie powinni mieć księża i osoby zakonne. Reszta zawiera związki małżeńskie. Doświadczenie pokazuje jednak coś innego - coś, co znajduje potwierdzenie w Biblii, że człowiek stworzony przez Boga powołany jest do małżeństwa. Niektórzy są od tego zadania zwolnieni, bo mają w Kościele zadanie przeznaczone specjalnie dla siebie.

    I tutaj mamy problem: Pan Bóg wie, jakie mamy powołanie, natomiast my nigdy tego nie wiemy z całą pewnością. Niektórzy zadają sobie pytanie, jak trafić w to właściwe powołanie. Jak natrafić na tego właściwego kandydata na męża lub kandydatkę na żonę?

    Ktoś opowiadał mi taką historię: „Miałam narzeczonego, ale związek jakoś się załamał. Nie wiem, czy powinnam czekać na niego, aż przestanie być taki, jaki jest teraz... A jest narkomanem, cudzołoży i jest złodziejem... Ale jeśli tego właśnie mężczyznę daje mi Pan Bóg? Przecież mi się podoba... Oby tylko przestał robić to, co teraz. A jeśli się nie mogę zdecydować na tego właśnie człowieka, czy to znaczy, że ja nie mam powołania do małżeństwa?”. Wiele osób zmaga się z podobnymi pytaniami.

    Są ludzie, którym się wydaje, że mają powołanie do życia zakonnego i przez pewien czas idą tą drogą. Później jednak okazuje się, że nie potrafią wytrwać. I znowu pojawia się problem: gdybym wystąpił z zakonu, to czy zdradzę Pana Boga? Wiążą się z tym nawet zabobony: jeśli ktoś miał powołanie do bycia księdzem, ale nim nie został, to będzie miał bardzo trudne małżeństwo. To ponoć miałaby być kara za to, że człowiek sprzeniewierzył się swojemu powołaniu.


Powołani, aby być na wzór Chrystusa

    Już w samym słowie „powołanie” zawarta jest jego istota. Ktoś nas wzywa do jakiegoś konkretnego zadania. „Powołanie” pochodzi z zewnątrz nas, zachowuje jednak wolność powołanego. Gdy otworzymy Biblię i spróbujemy poszukać tekstów, które mówią o powołaniu, na samym początku napotkamy teologiczne opowiadanie, które jest streszczeniem całej nauki Biblii. Brzmi ono jednak w uszach współczesnych nieco bajkowo i mitologicznie. W tej historii można spotkać Adama, Ewę, węża, Raj, Boga i anioła. Jednak to nie jest ani bajka, ani pierwotny mit jak w innych religiach. Opowiadanie to powstało w czasie, kiedy starożytna teologia była już rozwinięta, a sposób przedstawienia pewnych prawd odnoszących się do człowieka i jego powołania został celowo narysowany przez autora natchnionego w taki właśnie sposób. Tekst ten kryje w sobie prawdę teologiczną opowiedzianą w prosty sposób. Pierwsze zdanie w tym tekście, które dotyczy powołania człowieka, brzmi: „Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam”.

    Analiza tego zdania może bardzo wiele wyjaśnić. Bóg patrzy na człowieka i potwierdza to, że każdy głęboko przeżywa i odczuwa bardzo dotkliwie swoją odrębność od innych ludzi. Biblia odnosi się jednak nie tylko do poczucia smutku czy samotności, ale opisuje też niedopasowanie człowieka do świata. Żadne ze stworzeń na świecie nie jest partnerem dla człowieka, nawet jeśli jest to ukochany kot, pies czy nawet małpka. Żadne też stworzenie z tego świata – poza człowiekiem – nie wystarczy do zaspokojenia tęsknoty serca człowieka, tak samo jak nie wystarcza nam samo spotykanie Boga i Jego poznawanie. Podążając za tym opowiadaniem, dojdziemy do opisu stworzenia człowieka przez Boga w dwóch postaciach: jako kobietę i mężczyznę. Są to dwie różne wersje człowieczeństwa: równi w godności mężczyzna i kobieta tęskniący za wzajemną miłością.


Powołani do tworzenia miłości otrzymanej od Boga

    Co nasza religia mówi o powołaniu, o tym wołaniu z zewnątrz i nadaniu człowiekowi zadania – życiowej misji?

    Istnieje coś takiego, co można nazwać naturalnym powołaniem każdego człowieka: wezwanie do zależności od Stwórcy. Nie stworzyliśmy się do istnienia na ziemi sami. Jeżeli nie przyjmiemy wersji, że jesteśmy dziełem kosmicznego przypadku, to pozostaje odpowiedź, że jednak jesteśmy tutaj przez kogoś chciani. Jeżeli tak, to jesteśmy chciani wraz z naszymi aspiracjami do wolności, zdolni do miłości, odpowiedzialności, moralności, czyli postępowania zgodnego z regułami, które możemy rozpoznać. To jest ta naturalna zależność stworzenia od Stwórcy, ale trudno tutaj mówić o jakimś szczególnym powołaniu. To jest uznanie faktów. Według Josepha Ratzingera, naturalne powołanie człowieka to fakt, że jesteśmy stworzeni. Trudno powiedzieć, że jest to w praktyce relacja religijna z Bogiem. Ona pojawia się dopiero wtedy, kiedy człowiek odpowiada Bogu, kiedy uznaje swoją zależność od Niego i świadomość swojej niewystarczalności: jestem tutaj, więc próbuję wyrazić wdzięczność, że Bóg mnie tutaj na świecie chce. Ten, kto mnie tutaj chciał, rzeczywiście dokonał życzliwego wyboru decyzji. Powołuje mnie do istnienia, a ja jestem mu za to wdzięczny. To jest już taka wiara naturalna, ale nie jest to jeszcze wiara religijna.

    Powołanie do istnienia to jednak za mało. Doświadczenie samotności pierwotnej domaga się spełnienia w spotkaniu z drugą osobą odmiennej płci. Biblia mówi wyraźnie, że to jest najbardziej pierwotne powołanie człowieka. W Biblii mamy też nakaz płodności: bądźcie płodni i zaludniajcie ziemię. Nie chodzi tu tylko o poczęcie dzieci, ale także o owocność miłości i twórcze podejście we wzajemnej relacji, w umiejętności czerpania z Bożych darów i w końcu – posiadania potomstwa i towarzyszenia dzieciom w ich wychowywaniu. To jest jedno z zadań wynikających z więzi mężczyzny i kobiety.


Wybieranie czy odkrywanie powołania?

    Człowiek obdarowany wolnością musi sobie zadawać pytanie o to, czy fakt powołania nie stoi w sprzeczności z tym podstawowym dobrem każdego człowieka, czyli z wolnością. Powołanie to coś, co pochodzi od kogoś z zewnątrz. Czy zmniejsza to zatem moją zdolność do decydowania o sobie?

    Jako stworzeni przez Boga mamy z natury pierwotne powołanie do spełnienia naszej miłości w małżeństwie. Musi się jednak pojawić pytanie o tę osobę, która ma być współmałżonkiem: czy mamy jej szukać, czy mamy ją tworzyć?

    Spotkałem kogoś takiego, kto miał mnóstwo poglądów nt. małżeństwa. Był przekonany, że małżeństwo można stworzyć z każdą osobą, bez względu na to, czy między nimi dzieje się coś fascynującego, czy nie. Czy jest zakochanie, czy nie, czy się sobie jakoś podobają, czy zupełnie nie. On chciał stać się ofiarą dla swojej żony, takiej, jaką ona jest. I wybrał sobie dziewczynę, która mu się nie podobała, która go nie fascynowała, która go nie rozumiała. On się jednak uparł, że ją poślubi, a ona się zgodziła. Mają razem sześcioro dzieci i on nagle odkrył, że jego chęć kochania tej kobiety i ich dzieci mu nie wystarcza. Nawiązał romans z koleżanką z firmy i postanowił rozpocząć nowe życie. Jest to ogromna tragedia.

    Porzucił kobietę, która się dowiedziała, że nigdy nie była kochana. Zostawił dzieci, do których dotarło, że zostały poczęte w imię ofiarności taty, a nie z miłości. Mężczyzna ten odkrył, że dopiero teraz spotkał tę swoją właściwą połowę. A tak naprawdę nie spotkał jej ani wtedy, kiedy poślubiał swoją żonę, ani teraz, kiedy próbuje tak tworzyć nowy związek, jakby nie było całej dotychczasowej historii.

    Jak zatem ma się wolność do powołania? Jeżeli Pan Bóg wszystko wie, to wie także, kto kogo poślubi, wie, czy to małżeństwo będzie się rozwijać, czy będzie szczęśliwe, czy będą zdrowi, czy chorzy, czy komuś przydarzy się nieszczęście rozpadu. Zadajemy sobie pytanie: czy mamy jakikolwiek wybór? Czy możemy tylko poddać się temu, co i tak zaplanował dla nas Pan Bóg?

    Odpowiedź jest taka: wszechwiedza Boga nie oznacza determinizmu i zaprogramowania wszystkiego według Jego woli. To prawda, że Bóg wszystko wie. Ale jeśli stworzył naszą wolność, to nawet znając przyszłość, nie musi chcieć jej w pełni kontrolować. To, że wie, co się stanie, nie znaczy, że decyduje o wszystkim. On wie, jaki będzie ciąg naszych wyborów i decyzji, ale to nie znaczy, że decyduje za nas. Jeżeli czytamy historię zapisaną w Biblii, to odkryjemy z całą pewnością jedno: Bogu zależy na tym, abyśmy byli wolni. Bo tylko wtedy i na tyle, na ile jesteśmy wolni, potrafimy odpowiedzieć Panu Bogu miłością na miłość. Pan Bóg w jednej sprawie okazuje się bezsilny: nie odbiera nam wolności nawet wtedy, kiedy robimy z niej zły i destrukcyjny użytek.

    W Biblii pojawia się też słowo „przeznaczenie”. Bóg nas ukochał i przeznaczył, byśmy się stali Jego ukochanymi, aby On mógł nas kochać. W tym świecie stworzył coś, co będzie kochał najbardziej ze wszystkiego. W Starym Testamencie to jest pierwotne przeznaczenie człowieka. W Nowym Testamencie św. Paweł konkretyzuje, że Bóg nas wybrał i przeznaczył, abyśmy się stali na wzór Jego ukochanego Syna. Czyli już nie tylko, aby nas kochać, ale by nas tak wspomagać, żebyśmy się stali podobni do Chrystusa. Byśmy kochali jak Syn Boży, zdolni do pełnej wymiany miłości bez ograniczeń.

    Jeżeli spojrzymy na naukę płynącą z Przykazań, to najpierw odnajdziemy w niej listę dziesięciu wskazówek: nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie mów nieprawdy itd. Są to podpowiedzi Boga dla nas, w jaki sposób powinniśmy szukać szczęścia w życiu. Jeżeli nie zastosujemy się do tego (w imię tzw. wolności), to nie mamy szans na odnalezienie szczęścia innymi drogami.

    W nauce Bożej pojawia się też jedno z przykazań, które w wersji katechizmowej jest pominięte, a w Księdze Powtórzonego Prawa bardzo rozbudowane: aby nie robić żadnej podobizny, wyobrażenia, rzeźby, malowidła Boga. To znaczy: nie próbować zamknąć Boga w jakiejkolwiek opisywalnej przez nas postaci. Dać Panu Bogu prawo do tego, aby był tym, kim jest. Tutaj tkwi sens historii ze złotym cielcem: Żydzi wierzyli w Boga jedynego, ale chcieli Go sobie w jakiś sposób wyobrazić. Tego cielca Bóg kazał zniszczyć jako bałwochwalstwo, bo On chce być wobec nas wolny. Chce być taki, jaki jest. Nazwał siebie „Jestem, który jestem”, a nie chce dać się zamknąć w naszych wyobrażeniach o Nim.

    Kolejne przykazanie, które Bóg nam daje, to obowiązek świętowania szabatu. Obowiązek nic nierobienia przez jeden dzień w stosunku do sześciu dni pracy. Mamy doświadczać swojej wolności od pracy, abyśmy zobaczyli, że jesteśmy na wzór Jego Syna. Tak jak Bóg doświadcza Swojej wolności, tak chce, abyśmy i my jej doświadczali.

    Tak więc Boże zamiary wobec nas zrozumiemy tylko wtedy, kiedy nie będziemy Boga opisywać na swój obraz i podobieństwo, ale kiedy zapytamy Go o odpowiedź. Jego odpowiedzią jest obdarowanie nas wolnością. Niestety, na ziemi mamy też doświadczenie braku miłości i braku wolności.

    W starożytności istniało przekonanie, że naszym losem kieruje coś jak „pech”, zły los (po grecku "ananke", po łacinie "fatum"), czy po prostu los. Przekonanie o istnieniu czegoś takiego jak los oznacza zgodę człowieka na to, co się dzieje i zdarza. Także na to, co trudne lub po prostu złe. Jest to też uznanie faktu, że w życiu nieuchronnie czekają nas porażki.

    Dzisiaj w gazetach czytamy w wersji najbardziej powierzchownej o fatum miłości. O tym, że do kogoś miłość przyszła i on nie ma innego wyjścia, jak tylko iść za tą zesłaną przez los miłością, bez względu na jakiekolwiek wcześniejsze decyzje, zobowiązania i śluby. Ot, los sprawił i trzeba się temu poddać, bo inaczej stanie się jeszcze większe nieszczęście. Odwołując się do tych samych zabobonów, wszyscy doskonale wiedzą, że za jakiś czas los sprawi, iż miłość odejdzie i delikwent będzie się błąkał w poszukiwaniu nowego szczęścia zesłanego nie wiadomo skąd. Dziwna bezradność i poddanie się losowi odchodzących miłości. Ze statystyk wynika - i jest to dość przygnębiający obraz - że obecnie najwięcej małżeństw rozpada się w ciągu półtora roku od momentu zawarcia sakramentu. Zanim coś się rozwinęło, już samo odeszło. Nowa miłość przyszła np. wraz ze zmianą pracy, stara jest już niepotrzebna.

    Mądrość Greków odsłania to, że rzeczywiście jesteśmy uwikłani w mnóstwo okoliczności i wcześniejszych życiowych wyborów, ale Ewangelia daje nam zapewnienie, że nic nie może nas do końca pozbawić zdolności do wyboru dobra. Ewangelia o Opatrzności Bożej, o Bożych zamiarach wobec nas, mówi nam tyle, że jesteśmy przez Boga powołani do miłości większej niż wszystkie inne moce świata. Wolność każdego człowieka jest większa niż nasza zdolność do niszczenia. Większa niż zło, które zdarzy się nam zdziałać. Miłość Boga zawsze respektuje naszą wolność. Bóg uczula nas na to, abyśmy nie porównywali wartości naszego życia z innymi ludźmi. Dla Boga miarą wartości naszego życia jest nasza indywidualna miara miłości, do jakiej jesteśmy zdolni. Ewangelia uczy też, że z każdego upadku można rozpoczynać zupełnie od nowa drogę do miłości Bożej.

    W Biblii przeznaczenie to powołanie do bycia kochanym przez Boga. Bóg kocha tak, że obdarza nas wolnością. Czyni nas osobami, czyli podobnymi do Siebie. Bóg pragnie nas wyzwolić od grzechów, które nas pomniejszają i odbierają nam godność. Daje nam wolność do kochania i do robienia w ten sposób tego, czego naprawdę pragniemy, tak jak On tego pragnie.


Miłość realizuje się w wolności

    Nasza wolność realizuje się w dokonanych wyborach. Jest taki paradoks wyboru: dopóki nie wybrałem, mam przed sobą różne możliwości. Kiedy coś wybieram, to znaczy, że odrzucam inne możliwości i tracę je. Jednak bez tego jedynego wyboru nie miałbym niczego prócz możliwości. Na szczęście wybierając, otwieram sobie nowy obszar wolności i nowe możliwości, z których wybiorę znowu jedną. Według tej reguły dokonuje się także wybór drogi naszego powołania.

    Istnieje pierwotne powołanie do życia w małżeństwie. Jest ono dane każdemu człowiekowi przez Stwórcę. Ale to powołanie w życiu każdego człowieka musi się ukonkretnić – zgodnie z paradoksem wyboru. Każdy ma powołanie do „tego” małżeństwa, które będzie tworzył. Nie do małżeństwa „w ogóle”. Kiedy mogę zatem bez wahania powiedzieć, że znalazłem powołanie do swojego małżeństwa? Dajmy twardą odpowiedź: ostatecznie w chwili zaślubin, kiedy narzeczeni wypowiadają słowa przysięgi małżeńskiej. Otrzymują wtedy widzialny dowód powołania do „tego” małżeństwa, które zawarli. Bóg dopuścił młodych do ołtarza, więc Bóg obiecuje, że im nie zabraknie miłości. Wierzymy, że Bóg daje nowo powstałemu małżeństwu potrzebną łaskę, która czyni ich jednością i daje zdolność do wypełnienia tej jedności wiernością: w kochaniu siebie nawzajem bez warunków. Od tej chwili pozostaje już pytanie, jak zrealizować jedność, którą się stali, a nie czy ją realizować. Wolność człowieka powinna być od teraz zaangażowana wyłącznie na rzecz budowania związku i pogłębiania miłości osobowej. I będzie to rozwijanie, a nie ograniczanie życiowego wyboru.

    Wyjątkiem jest sytuacja, w której okazałoby się, że ktoś w chwili ślubowania był niezdolny do wypełnienia tego, co przyrzekał. W takim wypadku stawia się niekiedy pytanie, czy od chwili ślubu zaistniał sakrament małżeńskiej jedności, czy też nie mógł zaistnieć. Ale to już sprawa dla sądów biskupich.

    Powołanie każdego człowieka do małżeństwa dane mu z racji bycia człowiekiem – mężczyzną albo kobietą – ma się realizować albo w „tym małżeństwie”, które zawarł, albo, jeśli jest sam, to chociaż w pragnieniu, by stać się już teraz znakiem komunii miłości w Królestwie Bożym.

    Powołanie do „tego” małżeństwa rozpoznaje się po tym, co dzieje się pomiędzy mężczyzną a kobietą wzajemnie sobą zafascynowanymi, ale nie dzieje się bez zaangażowania ich wolności. Nie dzieje się na zasadzie fatum, pułapki złośliwego losu. Ten mężczyzna i ta kobieta spotykają się wzajemnie i rozpoznają swoją zdolność do rozwoju miłości ogarniającej ich całych. Jednakże przejście od ogólnej myśli o człowieku, jako kandydacie na współmałżonka, do tego konkretnego, zawsze oznacza jakąś rezygnację z ideału na rzecz realnej, trudniejszej do przyjęcia osoby. Ale ideału tutaj na ziemi nie ma, a konkretne osoby są. Powołani jesteśmy zatem do spotkania z tą osobą taką, jaką ona jest. Sprawa wyboru nie może być jednak podobna do wyboru najlepszego produktu w sklepie: kto najlepszy, ten najlepszym kandydatem na męża. Wybór dokonuje się na drodze dojrzewania do miłości osobowej w stosunku do tej konkretnej osoby, której chciałbym ofiarować swoje życie.

    Wszystkie drogi naszego życia na ziemi i tak nabierają wartości na tyle, na ile stają się realizacją naszej wolności i coraz wyraźniejszym znakiem tego, że miłość tutaj na ziemi istnieje. W całej okazałości spełni się ona i tak dopiero w Królestwie Bożym, w Zmartwychwstaniu. Ważne, aby w świecie były wyraźne znaki prorocze tego spełnienia. Świadczyć może o nich każdy z nas żyjący powołaniem do miłości.


Źródło: Pilśniak Mirosław, "Krótka kołdra. O dialogu małżeńskim", Mirosław Pilśniak OP, dominikanie.pl, 22.05.2012.

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 

Komentarze  

 
+1 #1 nel 2016-02-25 06:38
Bardzo fajny artykuł – dużo o tym jak odnaleźć siebie zmieniając swoje życie.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Dylemat wyboru własnego powołania - znaleźć męża/żonę, czy wybrać? - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca