Warto czekać... czyli dramat w trzech aktach (AKT I) - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years, 1 Miesiąc temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Płciowość i seksualność Warto czekać... czyli dramat w trzech aktach (AKT I)
Warto czekać... czyli dramat w trzech aktach (AKT I) PDF Drukuj Email


‘Słowo wstępne’

Moje przemyślenia kieruję:

- do ludzi, którzy uważają siebie za dojrzałych, a często nawet szczęśliwych;

- do ludzi, którzy sądzą, że "zdrowy egoizm jest dobry", że "w życiu i tak nie bywa lekko" - niejednokrotnie wymagające studia, rodzice, dodatkowo jakaś praca, a po studiach trudy odnalezienia się w rzeczywistości, czasami zagubienie, w głowie setki pytań:

"Co dalej, dokąd zmierzam?"… "Skoro jest tak ciężko, to po co rezygnować z seksu? Kiedy może być przyjemnie, bez zobowiązań; coś mi się nie spodoba, to odejdę - przecież zbyt wiele nas nie łączy. Nie ma czasu, nie ma sensu, żeby włożyć minimalny wysiłek na poznanie tej drugiej osoby, troskę o nią… A jeszcze czekanie z tym do ślubu? To moje potrzeby są najważniejsze i ta druga osoba jest po to, żeby je realizować. W końcu nie tylko ja mam "przyjemność" w czasie seksu. A zresztą mamy po 25-30 lat, nie ma jeszcze wystarczająco kasy na piękne wesele, na to mieszkanie w nowym bloku, budowanym za rogiem, a praca... Jak będę zarabiać jakieś 5 tysięcy, to pomyślę o ślubie. A póki co…przecież i tak mieszkamy razem, to niby co, mamy spać w osobnych łóżkach, tudzież katować się, aby panować nad swoimi popędami? Po co?"

- do tych osób, które widzą głęboki sens w czystości przedmałżeńskiej, a ich partnerzy już niekoniecznie... Mam szczerą nadzieję, że uda Wam się przekonać ich serca…

- ... ORAZ do wszystkich, którzy mają odwagę zastanowić się głębiej nad swoim związkiem, chcą żeby był on trwały i udany, w pełnym tego słowa znaczeniu.


AKT I. SCENA I. Czyli jak to się wszystko zaczyna…

    ...Myślą, że to ten jedyny i że dla niego warto poświęcić wiele, być może wszystko. Dlaczego nie pójść z nim do łóżka? Przecież on mnie kocha - zapewnia, że to dowód miłości, to taka ważna sfera, trzeba się dopasować... bo ponoć, jak będzie coś nie tak, to nie jesteśmy dla siebie, a wtedy trzeba się rozstać i szukać dalej?? Na początku jest pięknie padają słowa: Kocham Cię, Jesteś wyjątkowa…później słyszysz trochę więcej: "Mam swoje potrzeby…nad popędem nie da się panować…wiele twoich koleżanek ma to za sobą, skoro się wahasz to mnie nie kochasz".

    Niestety czasem to wystarczy, te pseudo-argumenty połączone z silnym oddziaływaniem emocjonalnym i chęcią ‘zatrzymania go przy sobie’ prowadzą do podjęcia tak ważnego kroku. Tyle że wtedy nie można nazwać tej decyzji swoją własna, przemyślaną…jest to decyzja wypływająca z presji, narzuconej ‘mody’ bądź braku własnego zdania. Gdy poglądy młodych dziewczyn (a obecnie także i tych starszych) oraz ich tożsamość, osobowość, sfera duchowa i sfera moralna nie są zbyt dobrze ugruntowane, rozwinięte (do końca ukształtowane) - choćby na tyle właściwie, aby dobrze czuć się ze sobą i z otoczeniem, mieć swoje poglądy bez względu na zmieniające się okoliczności i poglądy innych ludzi - to ciężko mieć inne zdanie na temat seksu przed ślubem.

    Dzisiejszym dziewczętom (i niestety nie tylko im) brak jest autorytetów prawdziwych, tj. sprawdzonych, tym którym warto zaufać. Sprawdzonym autorytetem jest chociażby Jezus Chrystus, Jego Słowo w Piśmie Świętym, Jego sposób postępowania - zapisany w Nowym Testamencie. Bez względu na to, czy ktoś wierzy w Jezusa Chrystusa jako Boga, czy też nie (wiadomo z historii, że żył i że był bardzo wartościowym człowiekiem), warto przyjrzeć się Jego życiu, Jego nauce - temu, co postawił na pierwszym miejscu i jakich zasad się trzymał, zachowując odpowiednią ich hierarchię.


AKT I. SCENA II. Czyli trochę praktyki…

    Dziewczyny, brak seksu wcale nie wpływa negatywnie na organizm faceta!!! Potrzeba seksualna nie należy do potrzeb pierwszego rzędu. Co to znaczy? Potrzeby pierwszego rzędu to np. jedzenie czy potrzeby fizjologiczne, jeśli ich nie zaspokoisz to w krótkim czasie wykitujesz. Natomiast z seksem jest inaczej, możesz go nie uprawiać i nadal spokojnie żyć. Dlatego nie tylko można, ale wręcz trzeba nad sobą panować; wystarczy poświęcić trochę wysiłku - zarówno facet, ale wiele też zależy od dziewczyny, od jej podejścia, ona może wiele pomóc chłopakowi, ażeby nie było problemu w zachowaniu czystości przedmałżeńskiej.

    Powiesz: "Eee tam, gadanie"? Pomyślisz: "Co ona głupiego wypisuje?"…

    Nie są to jednak puste słowa. Mam niestety (lub stety) swoje doświadczenia, które jeszcze w tym tekście opiszę ;-) Znam doświadczenia znajomych… a co najgorsze, będąc w związku, w którym dominuje seks, często wydaje się, że wszystko jest dobrze. Jak bardzo wszystko się zmienia z perspektywy czasu, gdy już mamy inny punkt odniesienia i jesteśmy w związku, gdzie liczą się zasady moralne, a czystość przedmałżeńska jest ważna, bardzo ważna. Kościół jednoznacznie zakazuje seksu przedmałżeńskiego, bo wszystko to ma wielki sens. Trzeba czasami dużego samozaparcia, cierpliwości, czasu, żeby to zrozumieć i poznać sedno czystości przedmałżeńskiej. Nic w życiu nie przychodzi od tak sobie... i to właśnie piękne, że jest o co walczyć, ciągle się rozwijać i stale doskonalić.

    Wierzcie, że związek z którego zawsze można się wycofać nie jest dojrzały. No bo, co to za miłość, w ramach której, wchodząc w seks, nie potrafisz (a raczej nie chcesz) zachować tej jednej, jedynej seksualnej bliskości, intymności dla tej jednej, jedynej osoby, która jest Tobie przeznaczona na całą wieczność (a wiesz to dopiero po złożonych zaślubinach)? Co to za miłość, gdy najważniejsze są nasze potrzeby, zamiast drugi człowiek? Jaka to miłość, gdy nie ma potrzeby dopasować się do końca? Jaka to miłość, gdy króluje pożądanie, popęd i z czasem tylko seks ma znaczenie? Jaka to miłość, gdy tylko wymagamy i mamy rozmaite roszczenia, a o drugiej osobie nie myślimy? Nie myślimy o niej:jaka jest, czego oczekuje, jak ją wspierać, jak się o nią troszczyć, jak udoskonalić nasz związek, nad czym trzeba jeszcze popracować?

    Żeby prawdziwie kochać trzeba czasem zaryzykować, bierze się wszystko albo nic! Prawdziwa miłość to bezpieczeństwo, wspólne podjęcie trudu i pewność, że jesteśmy ze sobą i będziemy, bez względu na okoliczności życia. Oczywiście nigdy nie będzie idealnie, nie oszukujmy się, ale można się docierać, doskonalić w różnych sferach związku - a w małżeństwie również w sferze seksualnej.

    Kiedy czujemy się bezpiecznie, wiemy, że nie narazimy się na śmieszność i odrzucenie, w sytuacji gdy będzie coś nie tak... Natomiast, gdy w związku zezwoli się na seks, to wierzcie mi, że wkrótce spotęguje się w każdym z Was: egoizm, brak pokory, lęk, strach przed ciążą - ale także przed odrzuceniem i samotnością - smutek, zagubienie, brak poczucia wyjątkowości, brak autentycznego szczęścia, wyrzuty sumienia, robienie czegoś wbrew sobie, rozczarowanie oraz cierpienie. Gdy dopuszcza się seks nieślubny, częściej wszystko się psuje, narasta więcej kłótni, nieporozumień - zaczyna Cię łączyć coraz mniej z osobą, która powinna być Ci przecież najbliższą!!!

    Szczególnie bolesny jest brak zaufania, który (właśnie wbrew pozorom) pojawia się u obojga z Was, gdy zezwalacie na "cielesną wyjątkowość". W sercu mimowolnie da się usłyszeć: "A jak Jemu/Jej nie spodoba się ze mną w łóżku i odejdzie? Co będzie, jeśli mnie zdradzi? A może już to zrobił?".


AKT I. SCENA III. Czyli po co nam ślub?

    Małżeństwo to jednak sakrament (Boże błogosławieństwo i oddanie na wieczność), zobowiązanie, pewność - a tym samym jedyne miejsce na seks ;-) Poza małżeństwem uprawianie seksu oznacza brak wyzwań, wspólnych celi (po ślubie dojdą Wam już bowiem tylko obowiązki; ślub nie będzie chwilą wyczekiwaną, a może wręcz w ogóle go nie będzie - wielu, gdy ma seks "pod dostatkiem" nie widzi już w tym momencie większego sensu zaślubin). Siłą rzeczy pojawią się w Waszych sercach nurtujące podszepty, typu:

"Osiągnęliśmy już wszystko, do czego mieliśmy dążyć. Nie ma potrzeby dokładać wysiłku, aby lepiej się poznawać. Życie seksualne z jedną i tą samą partnerką jest nudne".

    Zobaczycie, że seks przed ślubem przysłania: rozmowy, poznawanie siebie, troskę o tę drugą osobę. Zaczniecie coraz mocniej odczuwać, że nie ma do czego dążyć - wkrada się rutyna, mniejszy szacunek do siebie nawzajem; zabraknie troski, zrozumienia, wsparcia, bezinteresowności, opiekuńczości, starania się na maksa o tą drugą osobę, zabraknie szczerej chęci poznania swych osobowości, brak będzie wzajemnego odkrywania siebie. Mogą przychodzić myśli typu:

"Czy ta druga osoba dostrzega moje zalety i wady? Czy stara się mnie zrozumieć, i czy po prostu mnie kocha? Czyż nie jest zafascynowana jedynie moim wyglądem?".

    Zauważyłam, że często w czasie "nielegalnego" seksu, zamiast miłości, w oczach partnera widać jedynie zwierzęce pożądanie. Nie jest ono niczym złym w przypadku, gdy idzie to w parze z autentyczną (sprawdzoną w trudach wspólnego życia) miłością i stuprocentową pewnością, że ta osoba będzie z Nami i że Nas traktuje poważnie - a taką pewność daje tylko małżeństwo. Seks ten powoduje również silne trudności co do spojrzenia z dystansu na związek, powoduje jego mylną ocenę (która w rzeczywistości jest zupełnie inna). Przykładowo, wydaje się, że związek nasz jest bardzo poważny - no, bo skoro ze sobą sypiamy... - stąd mamy większe wymagania, ale również presja w naszej relacji się zwiększa (np. kwestia podjęcia decyzji o ślubie). To prowadzi do wielu nieprzemyślanych decyzji, a następnie do rozczarowania, czyli cierpienia przez tzw. głupotę. Poza tym, po ewentualnym ślubie dochodzi bardzo często do licznych zdrad (jak to już wyżej wspomniano). Dlatego, jeżeli ktoś potrafi panować nad sobą przed ślubem, to jest ogromna szansa na to, że po ślubie nie zdradzi, że żona będzie dla niego wyjątkową i jedyną kobietą (i na odwrót). Zaś w chwili ewentualnego zwątpienia, facet pomyśli: "Tyle wysiłku przed ślubem, ogromny wspólny cel, udało nam się... Nie zepsuję tego... Nie warto...".


KONIEC AKTU I


Agata

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 

Komentarze  

 
+1 #1 2012-12-14 21:36
Jako przedstawiciel męskiej płci przemawiam , żeby powiedzieć ci że całkowicie się zgadzam .Ale uważam że nie wszyscy mężczyźni są tacy sami, ja dbam o swoją kobietę i ją szanuję nie interesują mnie inne ponieważ ją kocham i to z nią chcę spędzić resztę życia!!!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Warto czekać... czyli dramat w trzech aktach (AKT I) - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca