Księżniczka Rut: SCENA I - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years, 1 Miesiąc temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Księżniczka Rut: SCENA I PDF Drukuj Email
wtorek, 13 października 2009 15:35

Niedziela, 6 września 2009 r.

    Zaczyna się od smutku widząc jak wiele lat żyłam w nieświadomości o swym prawdziwym pochodzeniu i przeznaczeniu. Przekonana o tym, że jestem ostatnią osobą, jaką widzieć chce świat, napełniałam dzień żalem i pretensjami. To kim jestem naprawdę było przede mną skrzętnie ukrywane, abym zatraciła nadzieję i wzrastała w goryczy. Jakiż bowiem kwiat wzrośnie na kwaśnej ziemi? Jaki owoc wyda drzewo podlewane trucizną?

    W swym osamotnieniu jednak nie przestawałam wołać o pomoc. O wolność, o jasność. Ciągły brak odpowiedzi sprawiał, że wołałam mocniej. Aż w końcu nie uzyskując żadnej odpowiedzi zaczęłam sama być dla siebie kompasem i jeszcze bardziej zbaczać z kursu. Wiele można by wtedy zrobić lepiej, wiele przykrości i rozczarowań uniknąć. Nie cofnę jednak ani jednej chwili i za każdą jestem wdzięczna, bo była to najcenniejsza lekcja życia, jaką otrzymałam w darze. Wiem, że moje i Twoje przykre doświadczenia są jak cuchnący nawóz, który użyźnia glebę i przygotowuje ją do wydania obfitych plonów. Jest on po prostu konieczny.

    Dziś już wiem skąd pochodzę i dokąd zmierzam. Wiem, że mam do spełnienia jedyną i niepowtarzalną rolę w życiu swoim i napotkanych ludzi. Czuję jak wiele jest tu do zrobienia, a jak mało czasu. Czuję też opór Tego, który kiedyś chciał udusić moją duszę dławiąc ją nienawiścią i pretensjami. On wie jak niebezpieczne są Te, które odkryją kim są i jaką moc posiadają w sobie. To On dba o to, aby każda z nas żyła w strachu i ułudzie. Aby każda z nas zapomniała, że w sercu jest prawdziwą Księżniczką – oblubienicą Króla Świata.


____


 


Środa, 9 września 2009 r.

   
    Funkcjonujemy w świecie, w którym liczy się jedynie to, co jest zewnętrzne. Nawet jeśli się z tym nie zgadzamy, to i tak oceniamy innych po ich wyglądzie, kupujemy żywność w ładnych opakowaniach i sami chodzimy na solarium. Paradoksalnie wiele razy przekonuję się o tym, że to co widzą moje oczy nie jest odzwierciedleniem prawdziwej natury danej osoby czy przedmiotu. Przystojny kolega obgaduje mnie za plecami, gotowe smaczne dania zawierają glutaminian sodu, a opalenizna z solarium to najlepszy przepis na raka. Im bardziej coś jest niezdrowe, nietrwałe, bezwartościowe, tym bardziej jest dziś upiększane i nagłaśniane.

    Nawet my, ludzie, nauczyliśmy się doskonale tuszować nasze niedoskonałości ciała, a niedociągnięcia charakteru chować pod wachlarzem sympatycznych masek.  Wszystko to sprawia, że po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, iż żyjemy w świecie pozornym, w którym wszystko co piękne jest brzydkie, a co chwalone, haniebne. Myślę o ideałach masowych, takich jak pieniądze, władza, kult ciała, z uwzględnieniem wyjątków które, w swej znikomej liczbie są jedynie potwierdzeniem reguły fałszu. Cały ten plastik staje się przez medialną propagandę jedynym sensem życia dla większości ludzi, jedynym wyznacznikiem jakości, a w konsekwencji, przez swą przemijalność – źródłem depresji i duchowej śmierci.


____



czwartek, 10 września 2009 r.

    Słyszałam to milion sto czterdzieści trzy i pół razy – „ilość nie jakość!”. I tak jak tyczy się to niezwykle wielu sfer naszej działalności, tak tyczy się i samego życia. Bo i te kilka danych nam od Boga chwil można przeżyć ilościowo, albo i jakościowo. Nie jest raczej możliwe połączenie tych dwóch aspektów, mimo że się staramy, to i tak czegoś będzie zawsze więcej – ilości lub jakości.

    I tak się składa, że niestety idziemy z bezwzględnym trendem ilości. Studia, kursy, tańce, karaoke, praca, fitness, nauka języka … sporo tego! Zdarza się i sen, ale o jego jakości nawet nie ma co pisać… Pędzimy w kołowrotku, „przenosząc wodę sitkiem”, wierząc że im bardziej jesteśmy zajęci tym (uwaga, uwaga) nasza jakość życia się zwiększy. W rzeczywistości jednak będąc „pozytywnie” zakręconym obserwujemy, że wizja naszego życia zaczyna się rozmywać a rosnąca wciąż ilość obowiązków przysparza nam frustracji. Stajemy wobec sytuacji, w której robimy wiele, ale nie wiele naprawdę dobrze. Potem nadchodzi przekonanie o tym, że „jestem beznadziejny, bo nic mi nie wychodzi” i chandra gotowa.

    W tym miejscu należałoby napisać „wystarczy, że od dziś ograniczysz o 50% ilość zajęć, zaczniesz się nad nimi skupiać i poświęcać im więcej uwagi. To wystarczy, aby to co robisz zaczęło przysparzać Ci ogromną radość i satysfakcję z jednoczesnym poczuciem spełnienia i spokoju”. Jasne, tyle, że raz wpuszczeni w obrót nie potrafimy sami się zatrzymać. Nie możemy po prostu powiedzieć stop, bo ta machina nas nie posłucha. Będzie pędzić bez naszej woli, tak już została skonstruowana. I niestety niemal jedynym sposobem zatrzymania jest dostać ostro w głowę jedną ze śrubek w tym szalonym trybiku. Po ocknięciu żaden mądry człowiek nie da się drugi raz tak nakręcić i przejmie większą kontrolę nad jakością swojego życia.


____



sobota, 12 września 2009 r.

    Po krótkim zastanowieniu, bycie szczęśliwym nie jest jednak wcale takie trudne. Wystarczy czynić dokładnie odwrotnie, niż wymaga od mnie tego „świat”. W 80% przypadkach właśnie stawanie się na opak dzisiejszej modzie wyzwala wolność i pozwala odkryć prawdziwe piękno życia. Jeśli więc mam wątpliwość jak postąpić, włączam TV, otwieram COSMOPOLITAN i robię dosłownie odwrót. Ta-daaam! Jakie to proste…

    Ale dlaczego miałabym robić inaczej niż czyni to całe miliony sławnych i pięknych ludzi? Po co bezmyślnie się stawiać skoro innym wychodzi to na dobre?! A no właśnie dlatego że owszem IDZIE im to dobrze, ale WYCHODZI już zdecydowanie gorzej. Ci sami ludzie na których na co dzień wszyscy patrzą z podziwem, oni właśnie żyją pod niewyobrażalną presją, psychicznie ledwo wiążąc koniec z końcem. Zatracają się w pracy i ćwiczą się w aktorstwie dnia codziennego. Materialnie zdobywają coraz więcej lecz wewnętrznie wypalają się i nie potrafią odnaleźć swej prawdziwej tożsamości.


____



poniedziałek, 14 września 2009 r.

    Brak mi słów na swoją pychę i bezczelność. Brak mi słów na cierpliwość z jaką patrzy na mnie Bóg i litościwie napomina mnie przez wydarzenia mojego życia.

    Już któryś raz z kolei Pan pokazuje mi ludzi o których miałam bardzo złe zdanie, lub z góry je osądziłam, w niezwykłej światłości. Kiedy ja już przykleiłam łatę do danej osoby, Opatrzność stawia mnie w sytuacji w której ukazuje niezwykle wyraźnie kim oni są naprawdę, co robią i jak bardzo podoba się to Bogu. Staje się wtedy taka malutka przy nich, bo czym ja się mogę pochwalić? Potrafię tylko oceniać, klasyfikować, skreślać. Osąd idzie mi łatwiej niż dawanie innym najlepszego przykładu. Wstyd mi kiedy zdaję sobie sprawę, że jest to nic innego jak bierność i pycha które są jednymi z najgorszych grzechów, szczególnie w dzisiejszych oschłych czasach.

    Kiedy zdam sobie sprawę z tego jak byłam zaślepiona, dopada mnie ogromny wstyd i pożałowanie dla samej siebie. Są to jednak złe uczucia, na których nie wolno poprzestać. Zaraz potem przychodzi uwielbienie Boga za jego naukę i kolejną lekcję jaką powinnam wziąć do serca, wstać i radośnie stosować. Wielkie jest jego miłosierdzie, że daje nam czas by się naprawić, że dostajemy niezliczoną liczbę okazji by znów „poprawić oblany egzamin” i stawać się coraz lepszymi.


____


KONIEC SCENY I

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
Poprawiony: wtorek, 01 grudnia 2009 22:22
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Księżniczka Rut: SCENA I - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca