Księżniczka Miriam: EPIZOD I - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years, 1 Miesiąc temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Księżniczka Miriam: EPIZOD I PDF Drukuj Email
poniedziałek, 12 października 2009 14:12


Sobota, 12 września 2009 r.; godz. 14:40

    Właśnie przyjechałam do Szczecina. Pędzę na plebanię - może uda mi się załatwić dokumenty. Spotkał mnie niesamowity zaszczyt - będę Matką Chrzestną maleństwa mojej kochanej siostry. Niestety plebania w sobotnie popołudnie jest nieczynna. No coż - może uda mi się wszystko załatwić w przyszłym tygodniu.

    Zaparkowałam auto pod Sanktuarium NSPJ. Już miałam odjeżdżać, ale pomyślałam - jestem tak blisko - wstąpię na chwilę, żeby podziękować Bogu za to, że chronił mnie podczas jazdy i zawierzyć Jemu siebie w  ten weekend. Przy okazji otwartego sklepiku - kupuję naklejkę z modlitwą o bezpieczną podróż i bryloczek do klucza z podobizną Św. Krzysztofa.  Teraz będzie mi raźniej podczas samotnych podróży.


____



Niedziela, 13 września 2009 r.

    Deszczowe wrześniowe  popołudnie. Oglądam telewizyjne show "Mam Talent". Na ekranie pojawia się nastolatek. Po pierwszy spojrzeniu na niego widać, że ma problemy skórne i sporą nadwagą. "O kurcze – myślę sobie z dziwnym nastawieniem – ciekawe co chłopak zaprezentuje…". Zaczyna śpiewać. Z głębi serca. Cudownym głosem. Zapada cisza w moich myślach – czuję tylko jak dreszcze przechodzą przez moje ciało. Cała widownia w TV zamiera. Jakie to wspaniałe, że niepozorny młody człowiek potrafi wzbudzić takie emocje.

Ma talent. Małgosia Foremniak (członek jury) ze łzami w oczach mówi:
„Masz prawdziwy talent od Boga”.

    To prawda. Uświadamiam sobie, że każdy z nas został obdarzony jakimś talentem. Nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy najbardziej zwyczajni i bezbarwni, nawet jeśli często zawodzimy innych i nierzadko samych siebie – nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że tak mało znaczymy – mamy jakieś talenty. Każdy je ma. Każdy został obdarzony jakimś wyjątkowym talentem. Jedni mają piękny głos, inni są uzdolnieni sportowo, potrafią zaprojektować wspaniałe budowle, inni są doskonałymi kucharzami, jeszcze inni są cudownymi matkami i ojcami, ktoś jeszcze ma talent pięknego wysławiania się, ktoś inny - dar rozumienia innych i niesienia pomocy.

    A jakie talenty ja dostałam od mojego Stwórcy? Znalazło by się ich pewnie kilka.

    Ale chyba najbardziej dostrzegam w sobie to, że potrafię z wielką radością i spontanicznością oraz dziecięcym entuzjazmem podchodzić do wielu spraw, które mnie spotyka w  życiu. Dziękuję Ci Panie, że pozwalasz mi doświadczać tylu cudownych chwil. Że stworzyłeś mnie taką, że potrafię z dziecięcym entuzjazmem cieszyć się blaskiem słońca, motylem przelatującym nad głową, przyjacielem, który zadzwoni w pochmurny dzień i zapyta: „Jak się masz?”. Dziękuję, że pozwalasz mi zarażać tą pozytywną energią tych, którzy są wokół mnie…

____



Poniedziałek, 14 września 2009 r.


    Pobudka o 6:10. Brrr...

    Ponad dwugodzinna podróż do pracy okazała się tym razem nie tak straszna. Z odpowiednim nastawieniem, nawet takiemu śpiochowi jak ja udaje się w całkiem dobrej formie funkcjonować w pracy. Nawet opowieści przy śniadaniu moich kolegów i koleżanek nie wpłynęły na moje samopoczucie. No tak - nie powiedziałam jeszcze nic o sobie - jestem sama od ponad dwóch lat i codziennie wysłuchuję opowieści:

- o tym jak koleżanka (młodsza ode mnie o dwa lata) znosi ciążę,
- jakie potrawy będą na przyjęciu weselnym mojego kolegi (młodszego o 4 lata), które będzie miało miejsce w przyszłym roku,
- ile kosztować będzie sukienka ślubna (patrz wyżej),
- jak to jest być świeżo upieczonym mężem (kolega 2 lata młodszy jest żonaty od 2 tygodni),
- jak było na obiedzie u teściów (kolega 2 lata młodszy - żonaty od roku),
- jak dużo kosztuje spłata kredytu na budowę domu (kolega rok młodszy, żonaty od roku).

    To by było na tyle. Pociesza mnie wesołe powiedzonko zasłyszane przed laty: "Na wszystkich przyjdzie pora - nie poganiaj Amora".

____



wtorek, 15 września 2009 r.

Dobrze mieć przyjaciół

    Jak dobrze mieć przyjaciół... dzisiejszego wieczoru telefon nie przestawał dzwonić. I ja też nie mogłam oprzeć się, żeby nie zapytać, co u Rodziców, jak się czuje młoda Mama i jak tam leci czas u przyjaciółek. Szkoda, że jestem daleko od tych, których kocham.

    Chyba jesień nadchodzi wielkimi krokami i niesie ze sobą melancholię i coraz krótsze i chłodniejsze dni.  O ile odrobina zadumy jest wskazana, ważne żeby nie pozwolić by szarość rzuciła na nas swoją smutną zasłonę. I nie zamierzam do tego dopuścić. Nikt nie powinien. To chyba dobry czas, żeby nadrobić zaległości. Mam kilka książek do przeczytania, chętnie wrócę na lekcje tenisa lub może zapiszę się na salsę. Ciągle kusi mnie, żeby wrócić do projektowania w Photoshopie lub spróbować malowania na szkle. Albo wyciągnę gitarę, która tylko przez ostatnie przeprowadzki pozbyła się grubej warstwy kurzu. Mam nadzieję, że to będzie owocna jesień. Muszę tylko zastosować odpowiedni plan. Z doświadczenia wiem, że zbyt dużo rzeczy na raz nie prowadzi do najlepszych efektów (w moim przypadku przynajmniej). Powinnam zastosować zasadę "Plus Jeden" opisanej w ostatnio przeczytanej książce "Raving Fans". Zasada ta przedstawiona była w kontekście obsługi klienta, jednak można ją chyba zastosować w codziennym życiu. Chodzi o to, żeby nie obiecywać więcej, niż można dostarczyć (a więc - nie planować więcej, niż da się zrealizować w rzeczywistości) oraz żeby dokładać o 1% więcej - czyli żeby nieustannie się rozwijać, udoskonalać (to co się robi) - nie od razu o 200%  - ale sukcesywnie o 1. Może uda mi się (małymi kroczkami) zamienić tę smutną porę w konstruktywny i pozytywny czas...

____



Środa, 16 września 2009 r.

    Wracam do domu po 19:00. Praca w korporacji. Przemarzłam w klimatyzowanej sali konferencyjnej. Chyba będę chora. Nawet nie mogę pójść do lekarza. Wkrótce zakończenie ważnego projektu – nie ma czasu na leżenie w łóżku. Domowe sposoby zawsze pomagają. Gorące mleko, miód i herbata z hibiskusem…

____



Czwartek, 17 września 2009 r.

    Dziś odwiedzili mnie Kochani Rodzice. Mama jak zwykle spędziła cały wczorajszy dzień w kuchni, żeby przywieźć mi różne smakołyki. I dla siostry (jutro jej zawiozę). Jestem wdzięczna Bogu za moje relacje z nimi. Moje dzieciństwo nie zawsze może było kolorowe, w domu żyło się raczej skromnie, nie brakowało też różnych problemów. Jednak – co jest naprawdę cudowne –zawsze staraliśmy się być blisko siebie. Wiem, że często są rodziny, gdzie ukrywa się przed dziećmi niektóre sprawy, wszelkie problemy omawia się późnym wieczorami, żeby dzieci żyły bezstresowo. A potem takie dzieci stają się dorosłymi nie wiedzącymi nic o życiu. I dopiero zaczynają się schody… Wydaje mi się, że byłam dzieckiem, które mimo tego, że miało mnóstwo cudownych, beztroskich chwil, miało świadomość tego, że nie zawsze w życiu wszystko układa się po naszej myśli i nie zawsze jest łatwo. Pamiętam też, ze zawsze rodzice szanowali moje zdanie i słuchali, co mam do powiedzenia. Na siódme urodziny mama pyta mnie: „Kochanie, jaki chciałabyś dostać prezent?”. „Mamuś, najbardziej chciałabym, żebyś przestała palić – wiesz, wszyscy mówią, że to takie niezdrowe”. I od tej pory nie zapaliła żadnego papierosa.

    Wracając do naszych relacji – jesteśmy fajnymi przyjaciółmi, którzy pytają siebie (mimo odległości, która nas dzieli – codziennie) jak minął dzień, czy wszystko w porządku, opowiadamy o  tym, co nas martwi.  Oboje są już na emeryturze- mama zajmuje się domem, a tata ciągle gdzieś goni i pracuje do późna (choć zupełnie nie musi) po to tylko,  żeby mi i siostrze żyło się lepiej (choć obie nie najgorzej sobie radzimy). Tacy już są moi rodzice. Kochani. Nie potrafią myśleć o sobie. Tylko o nas ciągle. W weekend jadą na swoją pierwszą zagraniczną wycieczkę do Chorwacji – nie wiem jakim cudem, ale dali się namówić.

____



Piątek, 18 sierpień 2009 r.

    No i pędzę znów do mojego ukochanego miasta. Piękna jesienna pogoda, widzę klucz przelatujących wysoko czapli. Wracają do ciepłych miejsc, by znów powrócić jak stopnieją ostatnie śniegi. Piękna jest świadomość powrotów.  Zmiany są nieodzownym i potrzebnym czynnikiem w naszym życiu, ale fajnie jest wiedzieć, że po zimie znów będzie lato…

 

KONIEC EPIZODU I

____


Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
Poprawiony: sobota, 22 maja 2010 21:49
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Księżniczka Miriam: EPIZOD I - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca