Księżniczka Mii: KSIĘGA I - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years, 1 Miesiąc temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Księżniczka Mii: KSIĘGA I PDF Drukuj Email
piątek, 09 października 2009 22:07

 

Środa, 2 września 2009 r.

Wspomnienie

Cztery lata temu, w dniu pogrzebu Jana Pawła II, zapisałam w pamiętniku taką oto modlitwę:


"Ojcze Święty,
wiem, że w dniu Twojego pogrzebu
mogę Cię prosić o wszystko.
Ty wiesz…

Ojcze Święty,
ja też chcę być święta,
to niemalże moja obsesja,
a tak fatalnie wypełniam
swój czas i mam w sobie tyle pychy.
Tak, pycha i zła organizacja
czasu to moje największe ułomności.
Dopomóż mi, proszę, przezwyciężyć
swoją wyniosłość i słabość,
która doprowadza mnie do pasji…
wkurza – chciałam powiedzieć.

Ojcze, kartka się kończy,
pomóż mi mojej nie zapisać byle czym."


Ciekawe, że o niej zapomniałam. I nagle dzisiaj, dzięki pewnej rozmowie, otworzyłam pamiętnik na stronie, na której widnieją jej słowa i zrozumiałam, że wraz z tą modlitwą otworzyła się dla mnie w niebie szansa, mała furteczka przeznaczenia; że trąciłam ową modlitwą pierwszy klocek z układanki domina, które jeszcze jakiś czas będzie się w cudowny sposób przewracać dążąc do szczęśliwego finału.

Tak bardzo zapragnęłam być świętą. Trochę to dziwne jak na obecne czasy. Z resztą, marzę o wielu rzeczach, ale nie na punkcie wszystkiego mam obsesję. Na punkcie świętości mam. Obsesja ta wynika z pragnienia bycia osobą nietuzinkową, o sercu rozciągniętym niczym  - tu duże piiiiiiiiiiip dla osób, które łatwo zgorszyć zestawieniem sacrum z profanum – prezerwatywa napełniona wodą pitną (zorientowani wiedzą, że ten grzeszny, niechrześcijański, „pieprzny gadżet” to skądinąd bardzo rozciągliwy a przez to pojemny element każdego dobrze zaopatrzonego zestawu przetrwania (polecam książkę „SAS. Szkoła Przetrwania”).

Niestety szanse wydały mi się oczywiście znikome. Przede wszystkim pomysły na świętość jakie „skroiły” mi się w wyobraźni były niezbyt pociągające. Choć na ogół wyobraźnia mnie nie zawodzi, to jednak w kwestii świętości raczej ciężko było mi wyobrazić sobie sytuację, w której jestem w stanie chociażby w drobnym stopniu wypracować taki poziom zaangażowania w kochanie Boga, żeby stać się chociaż naparsteczkiem wypełnionym Jego łaską….

I nagle Bóg odpowiedział na moje pragnienie. To jest tak niesamowite! Ktoś gdzieś powiedział (nie pamiętam, gdzie to usłyszałam) że Biblia to nie studium wyjątków, ale przypadków. Teraz to do mnie dotarło. Otrzymałam odpowiedź z ust osoby, która podziela (o dziwo istnieje nas więcej – mówię o gatunku ludzi żyjących jedną nogą w innym świecie) moje pragnienia. Odpowiedź była i jest prosta: Tajemnica Szczęścia (czyli „15”) oraz „12”.

Tajemnica Szczęścia to modlitwa, którą Jezus przekazał św. Brygidzie jako formę zadośćuczynienia Bogu za ciosy, jakie Chrystus wycierpiał w czasie swojej zbawczej męki. Obietnice z tą modlitwą związane są tak kosmiczne, że po prostu powalające. Nazywam tą modlitwę piętnastką („15”), ponieważ to przez rok odmawiany codzienny cykl piętnastu Ojcze Nasz i piętnastu Zdrowaś połączonych z konkretnymi, przez Jezusa zadanymi modlitwami.

„12” to modlitwa nazwana przeze mnie dwunastką, ponieważ z założenia ma trwać 12 lat i stanowić zadośćuczynienie Jezusowi za każdą przelaną przezeń kroplę krwi. Jest ona bardzo prosta: codziennie 7 Ojcze Nasz i 7 Zdrowaś. I tu obietnica jest po prostu taka, że kładzie na łopatki. Po jej odmówieniu człowiek dostępuje łaski nieba tuż po śmierci oraz zaliczenia do grona najwspanialszych świętych (oraz kilka innych obietnic; zainteresowanych odsyłam do chociażby Internetu).

Nie cierpię dolnej półki i to w każdej dziedzinie. Jestem maksymalistką, dlatego tak bardzo pragnę bycia tak blisko Boga, jak to tylko możliwe. Wiem, że moje poznanie jest dziecięce i niedoskonałe. Po śmierci, kiedy trafię do nieba, Bóg wypełni mnie sobą tak, że będę miała głupią minę do końca wieczności (czyli ZAWSZE) – będą stała z rozdziawioną buzią i łykała każdy ułamek nieba po milion razy i się nie przejem jego smakiem. A jednocześnie w tak kupiecki, łapczywy sposób po ludzku kombinuję, jak z tego „WSZYSTKO”, które Bóg mi da, wyciągnąć jak najwięcej… bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że w niebie każdy dostanie tyle, że będzie idealnie szczęśliwy, a jednocześnie jedni dostaną więcej od drugich, ponieważ naczynia serca, które przygotowali na wieczność będą mieli różnych rozmiarów w zależności od wykrzesanej tu na ziemi miłości i wzbudzonych pragnień serca . Dlatego tak bardzo cieszę się z tych modlitw. „Szukajcie a znajdziecie” mówi Biblia. Jakie to cudowne, że mam możliwość spełnienia swojego marzenia.

Jeżdżę teraz autobusem do pracy trochę inaczej. Nie zmieniłam linii autobusowej ani sposobu przebywania w pojeździe – pozostała siedząca albo stojąca, czyli standard.  Jednak zmieniło się coś we mnie. Jak tylko pojawia się myśl beznadziei, myśl pognębiająca mój dobry humor, radość, optymizm, nagle przypominam sobie jedno – niedługo umrę, a wtedy będę świętą. Po prostu. Bóg mi to obiecał. Postawił przede mną konkret – ja go dzięki łasce Bożej wypełnię i stanie się to, co Bóg w danym przypadku przewiduje.

Konkret! Właśnie. Czy nie o to nam chodzi? Kiedyś ktoś ciekawie powiedział, że spowiedź dał nam Bóg po to, żebyśmy wiedzieli konkretnie, że Bóg na pewno nam nasze grzechy wybaczył. Nie musimy zatem chodzić np. na łąkę i mówić „Boże, proszę daj mi znak, że mi wybaczyłeś” po czym czekać, aż przelatujący ptak spuści nam małe co nieco na głowę i domyślać się, czy to już ten znak, czy tylko nieprzyjemna konsekwencja przebywania na terytorium np. kormoranów (kto kiedykolwiek był na Mierzei Wiślanej wie, o co mi dokładnie chodzi, kiedy wymieniam dokładnie ten gatunek ptaków ). Bóg daje coś tak namacalnego, że wydaje się to aż niemożliwe. Łatwo zatem nie uwierzyć Bogu, bo przyzwyczajenie każe o wszystkim tak pięknym myśleć, że to zbyt wspaniałe, by było prawdziwe

Ja wierzę. Dziękuję Bogu za tą dziecięcą wiarę. Pewnie nieraz jeszcze powiem „Boże, pokaż mi swoja ranę, żebym mogła włożyć do niej swój palec”. Ale co tam! Każde dziecko ma swoje prawo do błędu. Jakby co, wiem gdzie zawsze mogę pójść… i wcale nie jest to łąka.


____



piątek, 4 września 2009 r.

Wizja

Zgaszone światło, delikatny tylko poblask rozedrganego muzyką laptopa, osłonięte siecią firany okno, a za nim świat spowity nocą…
Gdzieś daleko pewnie dzień, jakieś życie,
jego pełnia albo prowizorka;
splot ciał rozkochanych w sobie dwojga ludzi;
gdzieś indziej – daleko – gwałt na ludzkiej naturze,
czyjś cichy dramat,
a może śmiech dziecka i puszczane w niebo bańki mydlane…


a u mnie…
taniec.


Taka dzikość, co się z serca wyłania w tych momentach potęgującej samoświadomości,
idealnego poczucia własnego piękna i mocy,
wdzięczności za dar kobiecości.


- - - -


Jakie nieskończenie okrutne jest odbieranie kobiecie mocy;
wycięcie łechtaczki,
oblanie kwasem,
wypowiedzenie słów „jesteś brzydka, nikt Cię nie pokocha”.


Jakim pięknem jest kobieta,
skoro całe piekło wzdryga się na jedno jej miłosne, odwzajemnione ku niebu spojrzenie.

 

____



Niedziela, 6 września 2009 r.

Zapada zmrok

Zapada zmrok, już świat ukołysany…


snem dziecka nieświadomego nadejścia złego wilka podczas snu;
snem ludzi, których imiona i nazwiska wyczytuje się w ogłoszeniach parafialnych każdej niedzielnej mszy świętej;
snem pijaczka leżącego pod płotem, spijającego lekko rozchylonymi wargami wilgoć wrześniowej nocy;
snem niespokojnym zakochanego serca, co czuje choć jeszcze nie wie, że jutrzejszy dzień przyniesie zmierzch tego, co wzeszło szybko jak przebiśnieg i zajdzie szybko jak zimowe słońce;
snem dróżnika, który zasnął nie w porę i obudzi się już nieszczęśliwie;
snem tego, co pokłócony z Aniołem Stróżem zabłądzi tej nocy na wieczny niepowrót…


…znów jeden dzień odfrunął nam jak ptak,
Panience swej piosenkę na dobranoc,
zaśpiewać chcę w ostatnią chwilę dnia.

 

____



poniedziałek, 7 września 2009 r.

Szczęście

przychodzi czasem w formie zupełnie nieoczekiwanej…


w widoku wzruszenia koleżanki zza biurka, której oczy wyrażają tęsknotę za kimś, kto jeszcze przez chwilę obecny za moment zmieni pracę i będzie w zupełnie innym miejscu i w nowych okolicznościach; w jej zasmarkanej chusteczce;


w rozmowie z kimś, kto podzieli się z nami taką historią ze swojego życia, że ma się nieodparte wrażenie, że oto znaleźliśmy się na terenie prywatnym, na którym nie tylko wyłączono alarm, ale i zaproszono do ogrodowej altanki na nalewkę babuni;


w wysłuchanym dziesięciominutowym ochrzanie.


Swoją drogą ciekawe, że buntując się przeciw usłyszanemu oskarżeniu, serce może jednocześnie złościć się i odczuwać przyjemność kategorii „He! a jednak zależy mu na mnie!”.


____



wtorek, 8 września 2009 r.

O romansie, którego nie było

Kiedyś poznałam żonatego faceta… fascynującego żonatego faceta. Kiedy dotarło do mnie, że pozwalam mu mentalnie zdradzać żonę zwykłymi niezwykłymi rozmowami ze mną, zerwałam z nim wszelki kontakt. Ból był ogromny, bo mężczyzna miał w sobie to coś. Pamiętam, że tak strasznie pociągała mnie jego osoba, że jeszcze na długo po ostatecznym „odrąbaniu siekierą” tej rozkwitającej znajomości, potrafiłam nagle i niespodziewanie wybuchać płaczem. Tęsknota za nim była wręcz chorobliwa. Nie mogłam się uczuciowo pogodzić z tym, że on zwyczajnie nie jest dla mnie, bo należy do innej kobiety.


____


Na szczęście moja dusza to samochód o sprawnych hamulcach… marki Jezus Chrystus.

"Jak pomyślę, ile mogłoby się stać, a się nie stało i nie stanie. Ile mocy ma w sobie jedna ludzka decyzja. To siła stwórcza życia, przedziwnych przestrzeni matematycznych, które można po wsze czasy nagiąć dzięki jednemu swojemu wyborowi. To doświadczenie absolutu." [stary pamiętnik, 21 marca 2006 r.]

 




czwartek, 10 września 2009 r.

Porzucenie

Czekałam ze wzrokiem niemal wbitym w telefon, z którym nawet poszłam pod prysznic; leżał na odległość wyciągniętej, mokrej od piany ręki. Z każdą upływającą minutą czułam się coraz bardziej oszukana i porzucona.

Później okazało się, że zaszło zwykłe niedogadanie się. Tyle tylko…

… i aż. Bo przez ten czas oczekiwania znowu czułam się jak ktoś, kogo można w dowolnej chwili wystawić za próg na deszcz; jak szczeniak znudzonych i kapryśnych właścicieli; jak nikt.

To straszne, jak szatan działa w duszy, przekonując często niezaprzeczalnymi i układającymi się w logiczną całość argumentami. Mówi: „Zobacz, nie liczysz się, można Tobą pomiatać. Jesteś tylko chwilową zachcianką. Nie ma w Tobie trwałej wartości. Wszystko zależy od chwili i humoru tego, ku komu skłania się Twoje serce. Miej się na baczności. Nie ufaj nikomu, bo każdy chce Cię tylko wykorzystać. Taka już Twoja przypadłość, że nic dla nikogo nie znaczysz. Jesteś beznadziejna. Co gorsza, jesteś kobietą. To zasadniczo wszystko przesądza. Jesteś zerem!”


Jakie to ciężkie jest nie uwierzyć tym kłamstwom, kiedy wszystkie fakty w danej chwili dowodzą, że to prawda. Ile kobiet popadło w trwałe nieszczęście, ponieważ uwierzyły w to, że są bezwartościowe – ponieważ stację nadawczą w ich sercu – swoisty punkt dowodzenia – przejął demon, który wysyłał tylko jeden, oczywisty komunikat: „Jesteś niczym” i rozkaz: „Poddaj się”.


- - - -

____



Piątek, 11 września 2009 r.

Post

Post wydobył ze mnie największy syf… i teraz muszę się z nim męczyć.


____


KONIEC KSIĘGI I


Boże, strzeż mojej duszy. Nie pozwól nikomu podeptać we mnie wartości, którą w sobie noszę, a którą jest moja kobiecość i dziecięctwo Boże.

Pomóż mi też uwrażliwiać się na Twoje oczekiwanie na mnie podczas Eucharystii i w miejscach adoracji. Nie pozwól, abym traktowała Cię tak oschle i obojętnie, jak sama nie chcę być traktowana.

Wiesz co…

 

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
Poprawiony: czwartek, 15 lipca 2010 22:38
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Księżniczka Mii: KSIĘGA I - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca