Księżniczka Lea: PASAŻ 3 - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years, 1 Miesiąc temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Księżniczka Lea: PASAŻ 3 PDF Drukuj Email
sobota, 22 maja 2010 22:04


sobota, 8 maja 2010 roku

    Po dwóch tygodniach rozważania Słowa o miłości Boga do nas, udało mi się pojechać z Grześkiem do mojego ojca z pierwszą wizytą. Okazało się, że przyjechał także jego syn, a mój brat przyrodni, z którym dopiero po raz drugi w życiu dane mi się było spotkać. Mężczyźni zajęli się męskimi rozmowami o sporcie, polityce i Kościele. Patrzyłam na Grześka, jak nie ustępuje pola tamtej dwójce. I chociaż na co dzień milczący z niego człowiek o poglądach bardziej wyważonych od pozostałych, w męskim gronie potrafił odnaleźć się w dyskusji.

    Ojciec też bardzo się otworzył i od czasu do czasu wystawiał na zranienia. Grzegorz nigdy nie uderzył ani nie wyśmiał. Tylko w rozmowach ze mną czasem ma takie problemy - a to dlatego, że psychika kobieca działa inaczej od męskiej i czasem nie czuje, gdy mówi coś nie tak. Wyjaśniamy to sobie i wyjaśniamy…

____



poniedziałek, 10 maja 2010 roku

    To już piąty tydzień seminarium. Trzy dni do 20 rocznicy mojej Pierwszej Komunii Świętej. Jestem słaba i bezsilna. Muszę ufać Jezusowi. W niedzielę Grzesiek zadzwonił po 22:00 i powiedział, że chce ze mną pojechać na czuwanie modlitewne Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze. Tylko raz napomknęłam mu o moim wyjeździe, nawet nie poprosiłam go, by mi towarzyszył. Znowu odczułam ten niepowtarzalny odcień szczęścia, który tylko on może mi dawać. A co ja mu daję?

    W poniedziałek rozpoczęliśmy tydzień rozważań o grzechu i Bożym przebaczeniu.

    Dzisiaj czytając pierwszy zalecony nam tekst Pisma, spotkałam Jezusa. Jego głos był tak słodki, bo przepełniony miłością. Spotkałam Go ukrzyżowanego, poza bramą miasta. Tłum przechodził w jedną i drugą stronę, śpieszył się do swoich spraw. Ludzie patrzyli na Niego i czytali wypisaną na krzyżu winę. Jezus przeraził mnie. Uświadomiłam bowiem sobie, że aż od czasów wczesnego dzieciństwa, przez ponad 20 lat, nie rozmawiałam z takim Jezusem. Ukrył się przede mną. Był jak przyjaciel u mojego boku, każdego dnia. Jako mała dziewczynka kochałam tego Jezusa. Długo klęczałam pod Jego krzyżem w kościołach, odtwarzałam w myślach wszystkie szczegóły Jego śmierci. Kochałam Jego krzyż. Rozumiałam go bardzo dobrze. Chciałam cierpieć zamiast ukochanego Jezusa.

    Dziecko rozumie, że Jego cierpienie było niczym niezawinione i chciałoby pomóc. Małe dzieci są mistykami. Jezus kocha je bardzo, bardzo mocno. Uświadomiłam sobie, że przez całe późniejsze życie próbowałam wrócić do tamtego Jezusa. On przemawiał do mnie w sposób otwierający serce. Tak pieszczotliwie i miłosiernie. Później moje oczy zamknęły się. Stałam się jedną z tych, którzy w pośpiechu mijają krzyż zdążając do bram miasta. Wchodzą i wychodzą z niego wielokrotnie, każdego dnia życia, ale już podnieść oczu na krzyż nie mogą.

    Jezus poprosił mnie, bym w zmęczeniu przychodziła pod tamten krzyż. Wierzę, że jeszcze kiedyś do mnie przemówi. A jeśli nie, to i tak wiem, że tam będzie. Bo to miejsce w mojej duszy, a Jezus zawsze w niej przebywa.

    Jezus poprosił mnie także, bym pisała. Pisała o tym, co mnie z Nim łączy. Pisała o Nas. To otwiera serce i pomaga mi. Znowu zatęskniłam za Jezusem. Jaki On miłosierny, że zakrywa przede mną moją nędzę i nieumiejętność przebywania z Nim.

    Jezu, nie zakrywaj! Naucz mnie najlepszego przebywania z Tobą.

____



wtorek, 11 maja 2010 roku

    Ostatnio buszuję po literaturze dla zakochanych :-) Strasznie spodobał mi się tekst Waltera Trobischa podający 6 sprawdzianów dla miłości. Książkę muszę wkrótce oddać, ale najpierw zrobię sobie ściągawkę:

Sprawdzian współuczestnictwa:

    Czy jesteśmy w stanie podzielić się swoimi radościami i smutkami? Chcemy być szczęśliwi czy uszczęśliwiać innych?

Sprawdzian sił:

    Czy miłość dodaje nam nowych sił i napełnia nas twórczą energią, czy też zabiera nam siły i energię?

Sprawdzian szacunku:

    Czy naprawdę okazujemy sobie nawzajem wiele szacunku? Czy jestem dumny ze swojego partnera?

Sprawdzian zwyczaju:

    Czy my się tylko kochamy czy także podobamy się sobie?

Sprawdzian kłótni:

    Czy potrafimy przebaczać sobie i poddawać się jedno drugiemu?

Sprawdzian czasu:

    Czy nasza miłość przeżyła już lato i zimę? Czy dosyć długo już znamy się ze sobą?

- - - -

    Niezła check-lista :-)

- - - -

    Dzisiejszy fragment Pisma jakoś mi nie leży. Muszę pójść pod krzyż i zapytać.


Wieczorem:

    Panie, jeśli coś w moim życiu nie jest zgodne z Twoją wolą, pokaż mi to wyraźnie, a ja natychmiast się tego pozbędę! Oddaję Ci, Panie, szachownicę mojego życia.

____



czwartek, 13 maja 2010 roku

20 rocznica mojej I Komunii Świętej (Matki Bożej Fatimskiej)

    Mama uczy mnie, abym w częstym u mnie uczuciu wyczerpania, prosiła Abbę (Tatusia) o odnowienie sił i błogosławieństwo, z którym będę mogła wkraczać w nowe zadania. Bez jednego i drugiego nie chcę nigdzie i w nic się angażować. Pracuję całą sobą, angażuję się w stu procentach w wykonywaną pracę - czy dotyczy to pracy zawodowej czy też zwykłego uczestniczenia w rozmowie z przyjaciółką. I bardzo często potrzebuję regeneracji. Jak mały koliberek, który swój bezustanny lot zapewnia ciągłym spijaniem nektaru. Oj tak, nie ma nic słodszego od Pana Jezusa! :-)

    Na Mszy było sucho i strasznie. Ale Pan Jezus był jak zawsze. Czułam obecność moich świętych patronów. Zdawało mi się, że podeszli razem ze mną do Króla obecnego pod postacią chleba i wina. Byłam tym umocniona.

    Jezus cichutko zagościł w mojej duszy. Jest w niej także teraz, gdy piszę te słowa. To mój stały Domownik. Tak bardzo mi z Nim dobrze.

    Jezu, już tyle lat trwa nasze dziwne małżeństwo. Ty zawsze stały i wierny, ja - niewierna i przykra Tobie. Przebacz mi, Jezu. Chciałabym bardzo Cię uszczęśliwić. Dajesz mi oceany siły, powstrzymujesz przed upadkami… Chcę Ci powiedzieć, że jestem z Ciebie bardzo dumna. Z tego sposobu, w jaki mnie kochasz. Nikt nie potrafiłby mnie kochać lepiej niż Ty. W wielu sprawach zaskakiwałeś mnie tak cudownie. Kto choć raz Ciebie skosztował, chciał jeszcze. Choćby to były posuchy i smutki. Bo Ty trwałeś w nich przy mnie. Uczyłeś mnie Ciebie. Pragnę poddawać się Twojej miłości. Pragnę trwać przy Tobie aż do końca. I zawsze, w niebie. Wybacz mi moją złośliwość, upór, lenistwo. To Ty sam wybrałeś sobie taką oblubienicę. Jeśli wciąż wierzysz we mnie, nie opuszczaj mnie.

____



sobota, 15 maja 2010 roku

Czuwanie modlitewne Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze

    Trzy godziny ataku na relację. Po całym dniu spędzonym na Jasnej Górze, przy Grześku, Eli, z przyjaciółmi, w śpiewach, łzach i chwaleniu Boga. Cudem była dobra pogoda bez ani jednej kropli deszczu. Cudem była każda chwila w tej ogromnej, rozśpiewanej wspólnocie, która szczelnie wypełniła całe wały. Ludzie podładowali swoje duchowe baterie maksymalnie. Zapamiętam pewne migawki z tego dnia: Grzesiek klęczący obok mnie w półgodzinnej adoracji w kaplicy, wielbienie po Komunii, przepiękna modlitwa o uzdrowienie i łzy w naszych oczach. A potem był powrót do autokaru. I trzy godziny ataku. Diabeł nie lubi czekać i wykorzystuje pierwszą nadarzającą się okazję, by zaatakować.

    Bo: "Grzegorz, ja chyba wcale do ciebie nie pasuję…"

    Myśli pojawiały się w mojej głowie z tak subtelnym jadem, że gdybym nie była trochę bardziej świadoma form ataku Złego na kobiety, uznałabym je za swoje. Stanęła przede mną armia wątpliwości, które mogły prowadzić tylko do jednego, logicznego rozwiązania: szybko zerwać z Grześkiem, póki nie będzie to zbyt bolesne.

    Grzegorz był osłabiony. Złapał przeziębienie i czuł się kiepsko. Moje niepewności męczyły go przez całą drogę powrotną, choć tylko kilka z nich odważyłam się przed nim ujawnić i na siłę próbowałam już wtedy rozwiązać. Nie chciałam, by wypełniały moją głowę. Rozmowa nie kleiła się, więc postanowiłam zadziałać w drugą stronę - zaczęłam być trochę złośliwa, by zmusić go do dyskusji.

    Dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, że to atak, w którym wróg używa mnie frontalnie do swoich celów. Rozmowa nadal nie wychodziła, ale postanowiłam już odpuścić. Szeptem poprosiłam Grześka o modlitwę za mnie, właśnie w tym momencie, bo bardzo jej potrzebowałam. Nawet nie drgnął na tak gwałtowną zmianę mojej postawy. Modlił się w ciszy. Wreszcie wzięłam go za rękę i przytuliłam się do niego. Pomyślałam sobie, że jeśli Bóg chce to zostawić (tj. naszą relację), niech tak będzie. On sam pousuwa wszystkie przeszkody i da nam światło. Ja będę modlić się o rozeznanie. Czas pokaże.

____



niedziela, 16 maja 2010 roku

    Jezus uzdrowił mnie dzisiaj. Nagle postawił przede mną zadanie na miarę Jego sił, którego sama nigdy nie zdołałabym wykonać. Już dawno tak nie płakałam. Kiedy Basia wróciła do mieszkania, nie byłam nawet w stanie powstrzymać łez. Modliła się za mnie cicho w kuchni. Ale potem przyszedł Jezus ze swoim Duchem i na spokojnie tłumaczyli mi wszystko. Zrozumiałam, w jakiej sytuacji postawił mnie Bóg… i wreszcie pojawił się pokój. Chrystusowy. Chwała Panu! Bo On sam mnie umacnia.

Pokazałeś mi Twoje spojrzenie
Gdy cały świat
Stojący w ciemności Getsemani
Czekał na Twój ruch
Gdy posłusznie wydałeś ręce
Prowadzącym Cię na śmierć
I swoje marzenia
Dla spełnienia marzenia Ojca
To spojrzenie
Zmiażdżyło posągi bożków w pył
Nakreśliło plan drogi
I wzbudziło we mnie dumę
Że tak bardzo mi ufasz

    Dzisiaj przekroczyłam siebie i idę do Ciebie. Ufam.

____



poniedziałek, 17 maja 2010 roku

    Zarys obecnej sytuacji: brak pracy, od 1.06 wyprowadzka z Krakowa, Grzesiek na stałe w Krakowie. Do czerwca u mamy, bo moje mieszkanie wynajęte. W czerwcu ostatnie pieniądze. Od połowy czerwca brak wspólnoty. Gdyby tylko Kraków chciał mnie przyjąć do pracy... ale od 5 miesięcy nie chce. Tak więc będzie inny plan: szukać pracy u siebie, ostatnie pieniądze zostawić na opłaty lipcowe, spróbować się przyjąć do innej, lokalnej wspólnoty. Kochać Boga jak zawsze. Powierzyć Mu Grześka.

    Już niedługo dzień Zesłania Ducha Świętego. Tak bardzo chciałabym go przeżyć z krakowską wspólnotą! Myślę wciąż o Medjugorie. Jest jeszcze maleńka szansa tegorocznego wyjazdu powierzona staraniom św. Józefa - gdyby udało mi się znaleźć pracę do maja, w październiku miałabym jakieś szanse na tygodniowy urlop. Mój Bóg jest Bogiem cudów. Nie po to myłam głowę Tacie Józefowi jeszcze od grudnia, żebym teraz nie mogła pojawić się w Medjugorie. Mam ogromną ochotę zapisać się na jakiś październikowy termin i tym samym zmusić Papę Józefa do przyśpieszenia obrotu spraw :D Niech wie, że mi na tym bardzo zależy.

    Zresztą, orędzie Mamy z 2 maja 2010 mówi dokładnie o tym:

"Dear children; Today, through me, the good Father calls you to, with your soul filled with love, set out on a spiritual visitation. Dear children, be filled with grace, sincerely repent for your sins and yearn for the good. Yearn also in the name of those who have not come to know the perfection of the good. You will be more pleasing to God. Thank you."

Po seminarium:

    Jezu, powierzam Twojej opiece maleńkiego Tosia. Ta mała perełka jest już teraz u Ciebie. Mamo Maryjo, umacniaj proszę jego rodziców. Pomóż im przeżyć w Panu ten trudny czas żałoby.

    Nie wiem, co przyniesie mi nowy dzień. Wiem tylko, że rano poproszę Boga o otwarte oczy na Jego łaskę i język zdolny do wielbienia.


MODLITWA ODDANIA ŻYCIA JEZUSOWI:

Jezu, wierzę w Twoje zmartwychwstanie.

Ojciec Cię uwielbił, napełnił Cię Duchem Świętym i dał Ci Imię, które jest ponad wszelkim imieniem. Klękam przed Tobą na znak, że uznaję Cię Panem, moim Panem, Panem całego mojego życia, a zwłaszcza Panem władzy, pieniędzy, przyjemności. Poddaję się całkowicie Tobie i Twojej świętej woli, abyś uczynił ze mną to, co chcesz. Nie chcę już więcej być centrum swojego życia. Panie, Ty przejmij kierowanie. Uczyń, abym pragnęła i robiła to, co Ty chcesz. Powierzam Ci całą siebie. Chcę być Twoja, tylko Twoja i niczyja więcej. Ogłaszam Cię Panem mojego życia, moim jedynym Panem.

Nie chcę być niewolnikiem ani władzy, ani pieniędzy, ani przyjemności, ani żadnej wady lub żądzy, która mnie oddala od Ciebie. Daję Ci całe moje życie, na zawsze. Chcę odtąd podejmować wszystkie decyzje według Twojej woli. Spraw, abym była jak Maryja, sługą Twojego Słowa, ponieważ to jest jedyny sposób na to, by być naprawdę wolnym. JA nie chcę już więcej żyć, żyj TY we mnie.

Daj mi swoje życie, w zamian za moje, które Ci dzisiaj powierzam na zawsze.
Wiem, że potraktowałeś poważnie moje słowa, tak jak ja potraktowałam poważnie Twoje wezwanie.

Otwieram Ci całkowicie bramę mojego serca.

Wejdź we mnie i zostań ze mną na zawsze. Amen.

____


KONIEC PASAŻU 3

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
Poprawiony: wtorek, 25 maja 2010 10:30
 

Komentarze  

 
0 #1 Michał Pacior 2016-12-16 12:33
Czy mi się wydaje czy storna co jakiś czas przestaje działać ?
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Księżniczka Lea: PASAŻ 3 - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca