Księżniczka Lea: PASAŻ 2 - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 years, 1 Miesiąc temu
  • CNotic: :D:D:D:D
  • CNotic: Hmm..
  • singularis: Trzeba...


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Księżniczka Lea: PASAŻ 2 PDF Drukuj Email
sobota, 22 maja 2010 21:51

 

czwartek, 22 kwietnia 2010 roku

    Czytałam 55 rozdział Izajasza. Chciałam dzisiaj pobyć z Tatą i tyle było we mnie lęku i zagubienia, że brakło mi słów na modlitwę. Mogłam tylko trwać w ciszy. Sięgnęłam po Pismo Święte i zadany na dzisiaj fragment z Izajasza. Jednak najpierw moje oczy padły na rozdział 54. Tato tam był. Czekał na mnie. Nie wyobrażam sobie bardziej leczących i piękniejszych słów, niż te, jakie wtedy przeczytałam. Wstąpił we mnie spokój. Cała godzina absolutnego spokoju. Tato nie mógł mi dać lepszego prezentu.

    Wieczorem poszłam na Mszę, a tam czekała na mnie niespodzianka. Moja jezuicka parafia obchodziła właśnie święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Towarzystwa Jezusowego. Cieszę się, że mogłam wtedy oddać hołd Maryi. Gdybym w ten jeden ze „zwykłych czwartków” nie przyszła do kościoła, straciłabym okazję pomodlić się w sposób szczególny za wszystkich moich kochanych ojców Jezuitów.

    Kiedy wracałam z Eucharystii, śmiałam się na głos, bo słyszałam, jak mój Anioł Stróż śpiewał radośnie maryjne i wielkanocne pieśni. Przyłączyłam się do niego po cichu i byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. Już dawno go nie słyszałam, ale to moja wina - za mało się przykładam do mojej świętości :-) Poprosiłam go o pomoc w przekonaniu do siebie Aniołów Stróżów z rodziny Grześka (mego chłopaka).

    Wieczorem czekały na mnie same niespodzianki. Zadzwonił do mnie przyjaciel z Anglii, tak jak ja należący do karmelitańskiego bractwa szkaplerznego, z którym przegadałam godzinę przez komórkę. I to na jego koszt. Kupił sobie specjalnie kartę telefoniczną, by móc mnie dobrze wysłuchać i samemu poopowiadać o życiu na emigracji. Wzruszyłam się tym bardzo. Potem zadzwonił kolejny przyjaciel z zaproszeniem na urodziny do dwóch moich kolegów, które organizowała cała nasza post-akademicka paczka. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa.

    Zrodziła się też we mnie nowa potrzeba. Modlitwy za dusze czyśćcowe. Także tą sprawę oddałam pamięci mojego Kochanego Stróża.

Ps. Święty Filipie, dziękuję, że zechciałeś pójść za Chrystusem. I za dzisiejszy dzień ;-)

____



piątek, 23 kwietnia 2010 roku

Święto cudownego brata Idziego

    Jest bardzo mało znanym świętym, a kocham go tak głęboko, jak najlepszego, starszego brata. Idzi był towarzyszem św. Franciszka. To od niego nauczyłam się mądrości krzyża. Powiedział kiedyś, że w tych miejscach, które najbardziej bolą, jestem najbardziej podobna do Chrystusa, a moje najgłębsze zranienia są gwoźdźmi przybijającymi mnie do Krzyża, od których nie mogę uciekać, lecz powinnam je traktować jako swoje największe skarby. Kiedy je zaniedbam, oddam szatanowi - odpadnę od Krzyża, bo zabraknie gwoździ, które trzymają mnie tak blisko Niego. Dzięki kochanemu Idziemu uczyłam się odwagi w trwaniu przy Chrystusie. Uczyłam się ubóstwa odzierającego aż do bólu moje puste, nadęte ego.

    Przypomniał mi się grudniowy sen. Siedziałam w nim z Grześkiem w mojej kuchni, w Krakowie. Podawał mi cienki, długi gwóźdź z ręki do ręki. Zastanawiałam się, co z nim zrobić. Kiedy nasze ręce nałożyły się na siebie, gwóźdź pasował idealnie do środka dłoni. Kto podał Grzesiowi ten gwóźdź? Skąd on go miał? Tego mój sen nie pokazał…

____



wtorek, 27 kwietnia 2010 roku

    Jestem już po dwóch tygodniach Seminarium. Wysłałam dzisiaj 2 CV i listy motywacyjne. Znowu czekam. Seminarium dodaje mi sił. Uwierzyłam, że Bóg posłał swoje Słowo i teraz wykonuje Ono swoją podziemną pracę w moim sercu. W międzyczasie inne Jego słowo znajduje dla mnie pracę. Ponieważ Tato nigdy nie zostawia mnie samą.

    Wiele dobra dzieje się we mnie i wokół mnie. Np. dzisiaj - Tato umocnił mnie, gdy płakałam. Zrozumiałam, że kiedy jest z czymś bardzo źle i serce się kroi, gdy umierają piękne marzenia, jedyną osłodą i drogą może być prawdziwa miłość. Pod koniec życia będziemy sądzeni wyłącznie z miłości.

    Trzeba pokochać to, czego się boję. Wtedy w miejsce strachu pojawi się siła - przemieniająca, dobra siła. Bóg kocha nas wszystkich tak samo. Nauczyć się takiej miłości, to jakby posiąść skarb. Nie zamykać serca, nie uciekać. Brać przykład z Jezusa, który dla miłości pozwala sie znieważać, dopuszcza świętokradczych Komunii, znosi lodowatą obojętność ludzkich serc, wydaje się w ręce satanistów, czeka na nas ze stale podtrzymywaną nadzieją w pustych kościołach… Miłość jako najlepsza tarcza ochronna. Miłość wszystko przetrzyma. We wszystkim pokłada nadzieję.

    Jak bardzo wytrzymały jest ten, którego znam?

    Jak bardzo ja sama jestem wytrzymała. Może jest we mnie dużo miłości?

    Tato, dziękuję Ci. Ty jesteś moim prawdziwym emeth. Będąc słabą w Tobie odnajduję spokój.

____



środa, 28 kwietnia 2010 roku

„Byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu…”

    Po śmierci pójdę do nieba. Prędzej czy później. Choćby i przez czyściec. Bardzo chciałabym tam zobaczyć Mamę Maryję. I Kochanie. I Tatę. Wszystkich aniołów, którzy mi pomogli i świętych, których bardzo kocham. Wtedy rozpocznie się moje nowe życie. Cudowne, pełne życie. Sens mojego stworzenia i istnienia w obecnym czasie. Nie mogę się już doczekać. Poznam całą swoją rodzinę! Wszystkie dusze czyśćcowe, którym pomogłam. Spojrzę wreszcie mojemu Aniołowi Stróżowi prosto w oczy i będziemy razem chwalić Pana! Przez całe wieki!

    Wooow, chciałabym nasycić się tą wizją szczęścia, zatęsknić za nią mocno… To mi pomoże w stawaniu się lepszą. W gromadzeniu niebieskich skarbów. W biegu po zwycięstwo. Ale zanim niebo nadejdzie, będę już tutaj nasłuchiwała Taty. To takie ważne: Jestem niepowtarzalną, ukochaną, wytęsknioną córką Boga. Nie jedną z szeregu. Jestem nie-pow-ta-rzal-ną. Tato wiedział, że będę kiedyś żyła na ziemi. Chciał, bym zaistniała, zanim zaczął stwarzać cały wszechświat. On stworzył Go dla mnie. I dla wszystkich swoich dzieci.

    Tato, kocham Cię. Jesteś cudownym Ojcem. Najlepszym. Kiedy przytulam Cię w myślach na dobranoc, już czuję niebo wokół nas.

____



czwartek, 29 kwietnia 2010 roku

    Nie bój się, kochanie: Ja cię wspomagam!

____



poniedziałek, 3 maj 2010 roku

Jer 31, 3-6

    Tęsknię do moich bębenków i tańców. I do tego odbudowania, które powolutku, powolutku się we mnie dokonuje. Rzeczą, której mi teraz najbardziej brakuje, jest pewność siebie. Ona uwalnia mój głos i ruchy w tańcu.

    W sobotę poszliśmy na warsztaty tanga. Trzy godziny tańca i świat zamienił się w przepiękne miejsce do życia, pełne kolorów i uśmiechniętych twarzy. Po godzinie nauki w jednej z krakowskich galerii malarstwa, drewniany parkiet sali zaświecił pustką. Pomieszczenie wypełnione obrazami i tylko kilkoma parami tancerzy nagle pozostało wyłącznie dla nas i dla pary instruktorów. Reszta zrezygnowała. Za to nas porwała muzyka...

    Jacyś kupcy zwiedzali galerię, wypytywali o ceny obrazów, ale dla nas ich głosy dochodziły jakby z odległej galaktyki. Grzegorz starał się tylko tak nas prowadzić, by nie wpaść na jakiegoś konesera i pozwolić mu w spokoju przyjrzeć się wybranemu obrazowi. Kiedy mieliśmy pytania dotyczące kroków, mieliśmy zawsze instruktorów pod ręką.

    W pewnej chwili poszli odpocząć, a ja poczułam na sobie spojrzenia kilku par oczu zebranych w sali obok, gdzie przez otwarte drzwi stojący ludzie patrzyli na jedyną tańczącą parę - na nas. Nasze czerwono-czarne stroje odbijały się od jasnego parkietu i współgrały z pomarańczowo-bordową wystawą umieszczoną w tej części galerii. Do 14:00 żaden z widzów nie odważył się wejść do środka i do nas dołączyć. To było niesamowite. Czekaliśmy na tłumy profesjonalistów, a tymczasem na parkiecie byliśmy tylko my. Otrzymałam niesamowity prezent od Pana Boga.

    Grzegorz bardzo dobrze tańczy (jest po kursie :D), natomiast ja tamtego dnia dopiero uczyłam się pierwszych kroków. Uwielbiam tańczyć, ale żeby pokonać strach i stres w takim miejscu na oczach wszystkich, do tego potrzebowałam dobrego tancerza.

    Tak więc Tato oddaje mi moje bębenki…

    Z tą pewnością siebie też jest u mnie dziwnie. Gdybym nie musiała mówić ustami, tylko ciałem, poradziłabym sobie bez wysiłku. Moja emocjonalność jest bardzo rozmowna. Tylko nie zawsze cała jej siła potrafi płynnie wydobywać się z ust. Zawsze chciałam zostać tancerką, piosenkarką, nawet i modelką, bo ich praca z głosem wydaje się być „trochę” inna niż wygadanej, bardzo przekonywującej specjalistki sprzedającej komuś wakacje.

    Zawsze miałam problemy z zareklamowaniem się - ot, co... Mówca ze mnie żaden. Już wolę coś napisać lub wytańczyć. Chyba, że mówię sercem i czuję, że jest to naprawdę coś bardzo ważnego. Wtedy duży tłum nie stanowi dla mnie najmniejszej przeszkody. Dzieje się tak wyłącznie wtedy, gdy na sto procent jestem pewna tego, co mówię i co przejawia się we mnie głębokim spokojem.

    Chciałabym odkrywać Boga jako źródło ogromnego pokoju w sobie. Znaleźć w sobie jakieś sterowniki do uruchamiania wewnętrznych pokładów spokoju, które kierowałyby moim gardłem. Jako mała dziewczynka jąkałam się, mówiłam za cicho, albo za szybko. Długo z tym walczyłam, ale to i tak wraca. Potrzebuję trochę czasu, by odchorować stresujące sytuacje lub dobrze przygotować się do nich. A jak ma się do tego mój dzisiejszy fragment Pisma do rozważania?

„Znajdzie łaskę na pustyni naród ocalały od miecza (…)”

    Sobotni taniec był dla mnie najprawdziwszą łaską. Jedną z wielu, które dostrzegam.

„Izrael pójdzie do miejsca swojego odpoczynku (...)”

    Pięć miesięcy bezrobocia mogę uważać za taki czas.

„Pan się mu ukarze z daleka (...)"

    Tak, kilka tygodni temu znowu spotkałam Pana. Zaprosił mnie na Seminarium, do rozważania Słowa. Do ponownego pisania pamiętnika, które trwa od 1998 roku, a które przerwałam na dłużej jakiś czas temu.

„Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość (...)"

    Bardzo potrzebuję tych słów Taty. Gdybym czuła je w sercu i zachowywała w pamięci każdego dnia, wyzdrowiałabym. Jestem tego pewna. Jak to jest? Bo przecież Bóg wypowiada je do mnie codziennie. Czemu ich nie słyszę? Wierzę, że tam są, bronią mnie przed przepaścią, lecz nie potrafię ich jakoś powiązać ze swoją słabością, na którą nie stanowią żadnego lekarstwa. Ale jeśli nawet w głowie mam tysiące głosów, zawsze spośród morza tych złych można wyłapać jeden dobry, głęboko przemawiający w moim sercu i na nim się oprzeć. To głos Ojca. Trzeba go odnajdywać.

„Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana (...)”

    Amen! Amen! Amen!

„Będziesz znów sadzić winnice na wzgórzach Samarii (...)”

    Tak, Tato. Twoja mała dziewczynka znowu chce zasadzać coś dobrego na tym świecie. To jej pasja. W tym tkwi cała jej chęć życia. Jeśli ją straci, zwiędnie i umrze. Nie pozwól na to, Tato. Prowadź ją i ucz bezpiecznie. Prowadź ją w stronę życia.

    Ty mówisz: „Przywiodę ich do strumienia wody równą drogą - nie potkną się na niej. Jestem bowiem ojcem dla Izraela (...)" (Jer 31,9)

____



środa, 5 maja 2010 roku

    Byłam na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych, z których wyszłam zdegustowana. W jednym dniu Katowice i Kraków. Wysiłek i pośpiech. Łaska Boża ogarnęła mnie dzisiaj w niesamowity sposób. Przez cały dzień nie utraciłam pokoju. Mój Ojciec Niebieski zatroszczył się o mnie. Będę długo pamiętać ten dzień. Dzień bez stresu, bez brnięcia w kompleksy, z doskonale dogranymi połączeniami autobusów, tramwajów, pociągów… Gdybym tak mogła przeżywać każdy dzień mojego życia, wyzdrowiałabym.

    Dzisiejsze zdarzenia nauczyły mnie większej rozwagi i szacunku do samej siebie. Dzięki Bogu zaczynam siebie cenić. Odkrywam trudny talent łaski ukryty w moim kiepskim położeniu. Tak, jak to pisał ksiądz Dajczer w „Rozważaniach o wierze”, przeciwności i kryzysy są talentami, którymi trzeba umiejętnie obracać. Po pewnym czasie wynurza się z nas w tej sytuacji jakaś nowa zdolność, stajemy się wyćwiczeni w czymś ważnym, czego wcześniej nie udało się nam uzyskać. U mnie zdecydowanie jest to pewność siebie i asertywność. Cierpliwość i zawierzenie...

    Najpierw Bóg i moje obowiązki miłości względem Niego. Potem cały świat. Przecież nadzieja zawieść nie może… Pokładam nadzieję w Panu. To On jest moim pracodawcą.

____


KONIEC PASAŻU 2

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
Poprawiony: wtorek, 25 maja 2010 09:55
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Księżniczka Lea: PASAŻ 2 - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca