Łzy Matki Najświętszej - dlaczego Maryja płacze? - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca

Tajemnice miłości

Newsletter

Shoutbox

Ostatnia wiadomość: 3 Tygodnie, 4 Dni temu
  • Magda: Jeśli ktoś chciałby skromnie wspomóc budowę kościoła i szkoły w Afryce w Burkina Faso, informacje po francusku na stronie: http://www.eglisedepharyago.com/#village/3 .Info od zaprzyjaźnionego księdza.
  • Magda: http://www.freegao.com/2011/08/statement-of-cecc-chairman-christopher.html#petition
  • Magda: Pomóż uwolnić uwięzionego i okrutnie torturowanego w Chinach obrońcę praw człowieka (do wyznawanej wiary). Petycja do podpisania po prawej na stronce:


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać tu posty.

Załóż konto, jeśli nie masz

Partnerzy

www.znajomapolonia.com - Polacy wierzący, otwarci na wartościowe znajomości;

www.kjb24.pl - "Któż jak Bóg" (dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym).

Logowanie



Najnowsze komentarze

Prawdziwe C u d a Cudowne Zjawiska Łzy Matki Najświętszej - dlaczego Maryja płacze?
Łzy Matki Najświętszej - dlaczego Maryja płacze? PDF Drukuj Email

 

    Tajemnica Matki Bożej Bolesnej nie jest jedynie liturgicznym wspomnieniem (15 września), ale, jak się wydaje, aktualizuje się ona w sposób wstrząsający we współczesnym świecie. Nie sposób bowiem nie zwrócić uwagi na zjawiska, które polegają na płaczu (czasem krwawymi łzami) obrazów oraz figur Matki Bożej na całym świecie. Wielokrotnie z obrazów poświęconych Matce Bożej Bolesnej ciekły łzy (na przykład w 1972 roku w Lendinara czy w Cinquefrondi we Włoszech). Zjawisko to dotyczy także ikon u prawosławnych (na przykład w 1960 roku w Nowym Jorku czy w 1986 roku w Chicago).

    Nie chodzi jednak o naiwność, która wszystkie tego rodzaju manifestacje traktuje jednoznacznie jako odsłonę nadprzyrodzoności czy transcendencji. Z drugiej strony byłoby jednak nieuczciwością intelektualną i moralną zaprzeczać mnogości faktów, siląc się na sceptyczne interpretacje, zwłaszcza że w wielu przypadkach laboratoryjnie potwierdzono prawdziwość ludzkich łez i krwi, które – płynąc z maryjnych obrazów i figur – były i są na tyle częste, że można tu stworzyć bogatą chronologię. 


MARYJA PŁACZE OD WIEKÓW 
  
    Wiele fenomenów mówi samych za siebie i dostarcza bogatego materiału przynajmniej do refleksji dla tych, którzy nie chcą być ślepi czy głusi. Ważne są manifestacje szczególnie w XX stuleciu, gdyż można je było bardziej zweryfikować, wykorzystując osiągnięcia techniki, za pomocą których można wyeliminować na przykład fakt oszustwa. Jednakże już wiele wieków wcześniej kroniki historyczne zarejestrowały zjawiska tego rodzaju, o czym warto wspomnieć, by uświadomić sobie zakres i wagę problemu. Ciągłość czasowa podobnych fenomenów daje bowiem wiele do myślenia, nawet jeśli nie przesądza się tutaj sprawy. I tak na przykład w Görgsöny koło Pécs na Węgrzech cudowny obraz „Maryja Stolica Mądrości”, według zapisów źródłowych z 30 IV 1464 roku, broczył krwią tak obficie, że krew spływała na ziemię. Zjawisko to powtórzyło się kilka razy w okresie od 30 IV do 18 V 1464 roku. Podobnie było w 1583 roku w Copacabana w Boliwii.  

    Krwawiąca figurka stała się przedmiotem kultu także w 1603 roku w Scherpenheuvel-Montaigu w Belgii. Krwawe łzy popłynęły w 1670 roku w Klokoosko na Węgrzech. Podobnie było w Szentntal na Węgrzech w 1715 roku, gdzie obraz Maryi Wspomożycielki płakał krwawymi łzami. W 1813 roku polski żołnierz z Lichenia, Tomasz Kłossowski, gdy zwrócił się ciężko ranny w modlitwie do Maryi, ujrzał Matkę Bożą smutną i płaczącą. Po uzdrowieniu Kłossowski znalazł w 1836 roku obraz odpowiadający tej wizji, który od 1848 roku, zgodnie z Jej życzeniem, czczony jest publicznie. W 1846 roku w La Salette we Francji dokonały się słynne objawienia Matki Bożej, ostrzegające przed grzechami, takimi jak przekleństwa czy zaniedbywanie modlitwy, gdzie dała Ona do zrozumienia, że te grzechy są powodem Jej łez.  

    W XX wieku fenomen łez i płaczu Maryi objawił się w takich miejscowościach, jak San-Tai-Dse (Mandżuria, 1900), Bordeaux (Francja, 1907) czy też w Tourtres (Francja 1910). Siostra Amalia (1901-1977), współzałożyciela Instytutu Jezusa Ukrzyżowanego, wśród wielu niebiańskich wizji ujrzała też Chrystusa, który rzekł do niej: ”O cokolwiek ludzie będą Mnie prosić ze względu na łzy Mojej Matki, tego udzielę im z  życzliwością”. Matka Boża, którą widziała, nauczyła ją odmawiać różaniec łez, który zamiast krzyżyka posiada medalik z przedstawieniem Madonny Płaczącej i z napisem: Matko Bolesna, Twoje łzy zniweczą panowanie piekła.

    W 1949 roku w Lublinie z kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w katedrze lubelskiej przez dwa dni płynęły łzy wobec naocznych świadków (R. Ukleja). 


PŁACZ RÓŻY DUCHOWNEJ I MATKI BOŻEJ FATIMSKIEJ
  
    W 1947 roku w Montichiari-Fontanelle (Włochy) Pierina Gilli, pielęgniarka, ujrzała pierwszy raz Matkę Bożą, która była bardzo smutna, a Jej oczy były pełne łez, spływających na ziemię. Jej pierś przeszywały trzy duże miecze. Maryja powiedziała tylko trzy słowa: „Modlitwy – ofiary – pokuty”. Ukazując się wielokrotnie (zawsze z trzema różami na piersiach), Maryja nazwała się Różą Duchowną (Rosa Mystica), domagając się realizacji tych trzech życzeń. Dalsze objawienia miały miejsce w latach 60. przy źródle w Fontanelle oraz w latach 1974-1976. Ukazując się 8 IV 1975 roku, zalana łzami Maryja, w nieopisanym cierpieniu, wyrzekła rozdzierającą skargę: „O, gdybyś wiedziała, jak wiele moich dzieci kroczy droga zatracenia”. Innym razem powiedziała: „Ludzkość pędzi na własną zgubę. Wiele dusz ginie”. W czasie procesji w Fontanelle w listopadzie 1985 roku z kilku małych figur Róży Duchownej płynęły obficie łzy, czego świadkami było wielu uczestników nabożeństwa, a 8 XII 1985 roku płakała także drewniana statua Róży Duchownej w katedrze w Montichiari.

    Jednakże już w 1983 roku w parafii Matki Bożej w Maasmechelen (Belgia) płakała pielgrzymująca figura Madonny – Róży Duchownej, co potwierdziło tysiące przybyłych pielgrzymów. Podobnie figura Róży Duchownej płakała w Montenaken w Belgii (1984), w jednym z domów. Także w Nowym Yorku w 1984 roku płakała figura Róży Duchownej obfitymi łzami, tak że zbierano je do kielicha. W Chicago w 1984 roku na oczach ks. proboszcza R. Jasińskiego i jego parafian wydarzył się fenomen płynących łez, co dogłębnie poruszyło wiernych i spowodowało ożywienie życia religijnego. Odnotowano też liczne uzdrowienia i nawrócenia. Także w 1984 roku obraz Madonny Róży Duchownej wylewał krwawe łzy (Los Charcos, Kolumbia). Cud łez figury Róży Duchownej miał też miejsce w 1984 roku w Neuental-Zommersrode (Niemcy), w 1984, w  Cartagena (Kolumbia), w Jambeiro (Brazylia), w Timbes (Peru), w 1985 roku we Hamont (Belgia), w Montrealu (Kanada), w Dublinie (Irlandia), ostatnio także w 1990 roku w Louveira (Brazylia), gdzie pielgrzymująca figura Róży Duchownej płacze często prawdziwymi łzami, co zostało potwierdzone laboratoryjnie.

    W 1972 roku także figura Matki Bożej Fatimskiej płakała w Montrealu (Kanada), w Nowym Orleanie (USA), w Porziano k. Asyżu, w Ravennie (Włochy); łzy były krwawe, udowodniono laboratoryjnie ich prawdziwość. W Damaszku (Syria) w 1977 roku w kościele Matki Bożej płakała obficie Jej figura, co robiło wrażenie na tysiącach chrześcijan i mahometan. W1974 roku w Gussagi (Włochy) – figura płakała w mieszkaniu ks. proboszcza. W 1983 roku w Akita (Japonia) – potwierdzająca Fatimę – drewniana figura bardzo często płakała i krwawiła. Płakała również figura Matki Bożej z Lourdes, w Caltanissetta (Sycylia), jak również w 1985 roku w Melleray (Irlandia). 


ODSŁONA TAJEMNICY ZBAWIENIA

    Współczesne przebudzenie religijnej wyobraźni nie oznacza automatycznie otwarcia się na transcendencję. Można zapytać: Czy objawienia maryjne nie są wraz ze swoim dramatyzmem właściwym wskazaniem na transcendencję? Czy Ona jest jednak rzeczywiście obecna w sensie czasowo-przestrzennym, czy może Jej wizje u rozmaitych ludzi na przestrzeni wieków są  wyrazem mniej realistycznego, ale za to prawdziwego wyrazu intuicyjnego otwarcia się na tajemnice bytu (K. Rahner)? Dla wielu chrześcijan „wyobraźnia religijna” będzie zbyt pojemna czy zbytnio narażona na religijny pluralizm. Jednakże człowiek odbiera głos transcendencji poprzez swoje uwarunkowania. Objawienia maryjne były różne w różnych epokach. Ogólnie rzecz biorąc, płacz (zwłaszcza krwawymi łzami) to rodzaj informacji, która może pochodzić od Boga, wskazującej na przykład na Boże współczucie, apelujące także do ludzkich serc. Może też oznaczać, że w życiu ludzkim panuje jakaś dysharmonia czy nawet chaos. W tym kontekście pojęć „kary”, „końca świata” (obecnych od początku w Objawieniu biblijnym) czy zapowiadanych „cierpień człowieka” jako skutków owej dysharmonii, nie można traktować jako doświadczeń, które są jedynie subiektywne, neurotyczne czy marginalne. Jak stwierdza L. Scheffczyk, objawienia Matki Bożej nigdy nie mogą być traktowane jako marginalne, także dlatego, że Maryja nie była i nie jest osobą prywatną. Informacja przekazywana przez Matkę Bożą dotyczy istoty wiary. W istocie chodzi o przypomnienie faktu, iż człowiek musi dokonać wyboru między zbawieniem a potępieniem, a nie o jakieś emocjonalne straszenie czy zasmucanie człowieka. Jednakże cierpienia i płaczu nie można w prosty sposób zignorować, ale należy je przeciwstawić fałszywej radości „świata”.

    Interwencja Maryi odnosi się do człowieka, aby przestał grzeszyć, co zresztą jest zawsze aktualizacją orędzia Objawienia (Mt 7,13-27; Łk 13,1-9). Według R. Laurentyna, orędzia Maryi mają sens pedagogiczny, ale także znaczenie proroczego wstrząsu. Istotną cechą jest według niego zbieżność wszystkich podań maryjnych, w których jednym z powtarzających się elementów jest zapowiedź kary za grzechy, czyli cierpień, które mogą być tylko zmniejszone, a nie usunięte. Jednakże zawężanie orędzia jedynie do wyroku immanentnej sprawiedliwości: zbrodni i kary, fałszowałoby ich sens. Najistotniejszym posłaniem jest to, że grzech krzyżuje Chrystusa; właśnie z tej strasznej zbrodni wypływa wszelkie inne zło (Współczesne objawienia..., s. 174). Płacz Maryi jest wezwaniem do modlitwy i do pokuty, czyli do tego, co było istotą orędzia  biblijnego, a także patrystycznej nauki ascetycznej czy też świadectwa świętych.

- - - -

    Wiek XX słusznie jest nazwany wiekiem „Mariofanii”, w tym wieku odnotowano na całym świecie ok. 400 zjawień Najświętszej Maryi Panny. Matka Boża przemawia na różne sposoby. I tak przyszła do nas na przykład w Fatimie w 1917, w Beauraing w 1932, w Banneux w 1933, w Betanii (Wenezuela) w 1976 i w San Nicolas w Argentynie w 1990. Wydarzenia w tych konkretnych miejscach zostały już uznane przez Kościół. Nie można tu pominąć Medziugorja, gdzie od roku 1981 trwają objawienia Matki Bożej-Królowej Pokoju. Maryja przemawia do współczesnego świata poprzez różne znaki, jednak najbardziej znaną formą obecności Matki Bożej pośród Jej ludu są płaczące obrazy i figury Maryi. W XX wieku zanotowano na świecie około 200 takich przypadków (np. pielgrzymująca figura Matki Bożej Fatimskiej w USA, Montichiari-Fontanelle, liczne kopie i obrazy Róży Duchownej – np. Maasmechelen w Belgii – w Syrakuzach na Sycylii, Akita w Japonii, Naju w Korei).


    Fenomen płaczących obrazów i figur Madonny, jak również przekazywane przez Maryję Pannę orędzia, są znakiem dzisiejszych czasów, który – właściwie, z wiarą odczytany i przyjęty – może przyczynić się do przemiany i odnowy dzisiejszego świata. W książce "Madonna płacząca”, autorstwa ks. R. Uklei, czytamy: "Zjawisko łez występujących wokół obrazów i figur Maryjnych, jak i również objawiającej się Matki Bożej jest bez wątpienia wymownym znakiem, który skłania do poważnej refleksji.(...) Widok płaczu i łez na obliczu bliźniego, a szczególnie osoby nam bliskiej i drogiej, spontanicznie porusza do głębi serce, wywołuje zainteresowanie, wzbudza chęć zrozumienia przyczyn oraz skłania do współczucia i próby pociechy.(...) Kiedy dowiadujemy się o faktach łez, nierzadko też krwawych, płynących z oblicza Matki Bożej, to przychodzą na myśl podobne refleksje. Pytania narzucają się same: Dlaczego Madonna płacze? Co jest powodem Jej łez?” Jan Paweł II oddany całkowicie Maryi, powiedział 28 lutego 1979: "Jeżeli Maryja płacze, to znaczy, że ma powody do tego”.


    Reasumując, co jest powodem płaczu Matki Bożej? Odpowiedź jest bardzo prosta w momencie, gdy poddamy analizie życie ludzi XX wieku. Szybko wówczas dostrzeżemy, jak bardzo świat zszedł z drogi Bożych przykazań. Światem rządzą wojny, nienawiść, życie bez wiary i modlitwy, kłótnie, chciwość, zazdrość, pijaństwo, "wolna miłość”, żądza cielesnego używania. Maryja płacze nad grzechami aborcji, pornografii, demoralizacji młodych ludzi, z powodu rozwiązłości seksualnej, "dzikich” małżeństw, rozwodów, prostytucji, z powodu wszelkich zboczeń i wynaturzeń, z powodu bezbożności, materializmu, z powodu oddawania czci bóstwom, a pogardzania Bogiem i sakramentami świętymi. To wszystko okrutnie rani Niepokalane Serce Maryi.


    Zatem dlaczego Maryja wciąż płacze? Chyba dlatego, że człowiek jakby zatracił zdolność do słyszenia. Może, kiedy dostrzeże łzy, zatrzyma się? Może podda swoje życie refleksji, może się nawróci, może nie przejdzie obojętnie obok łez Matki? Na pytanie, dlaczego Maryja płacze, można więc chyba odpowiedzieć następująco: Płacze, by zatrzymać świat znajdujący się na drodze ku przepaści, ku potępieniu. Być może łzy, płynące dziś w tylu miejscach na świecie, okażą się narzędziem ewangelizacji i pomogą w powrocie na drogę do Boga.


- - - -

KRWAWE ŁZY MARYI W POLSCE


    Fenomen krwawych łez nie ominął i naszego kraju. Maryja w swoim obrazie płakała w Lublinie 3 lipca 1949. O wydarzeniu tym przypomniał niespodziewanie Jan Paweł II, który pielgrzymując na Sycylię, 6 listopada 1994, nawiedził i poświęcił sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w Syrakuzach. W homilii Ojciec Święty przypomniał wszystkim tam zgromadzonym, a w sposób szczególny rodakom, że podobne zdarzenie miało miejsce na ziemi polskiej:


«Łzy Maryi pojawiają się także w Jej objawieniach, którymi Ona towarzyszyła w kolejnych epokach Kościołowi w jego wędrówce po drogach świata. Maryja płakała w La Salette, a było to w połowie ubiegłego stulecia, przed objawieniami w Lourdes, w okresie wielkiego nasilenia postaw antychrześcijańskich we Francji. A drugi raz Maryja zapłakała tutaj, w Syrakuzach. Było to po zakończeniu II wojny światowej. I można było zrozumieć ten płacz na tle tych właśnie wydarzeń, na tle całej hekatomby ofiar, jakie druga wojna światowa spowodowała, na tle eksterminacji synów i córek Izraela, na tle zagrożenia Europy od Wschodu przez programowo ateistyczny komunizm. W tym też czasie płakał obraz Matki Bożej Częstochowskiej w Lublinie, ale to wydarzenie jest mało znane poza Polską. (...) Te łzy Maryi należą do porządku znaków. Świadczą one o obecności Matki w Kościele i świecie. Matka płacze wówczas, kiedy dzieciom zagraża jakiekolwiek zło, duchowe czy też fizyczne. Łzy Maryi są zawsze uczestnictwem w płaczu Chrystusa nad Jerozolimą, czy też na drodze krzyżowej, czy wreszcie przy grobie Łazarza...»

[Z przemówienia Papieża z okazji konsekracji nowego sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w Syrakuzach 6.11.1994.]



HISTORIA OBRAZU 


    Obraz Matki Bożej, o którym przypomniał papież, został namalowany na prośbę bpa Mariana Fulmana przez prof. Bolesława Rutkowskiego z Częstochowy. Na płótnie o wymiarach 180 x 120 cm artysta przedstawił wizerunek Matki Bożej z Jasnej Góry. Obraz umieszczono w bocznym ołtarzu katedry. Tam znajduje się do dziś. Artysta był człowiekiem głęboko religijnym, malował nie tylko pędzlem, ale i sercem. Umieszczony w katedrze obraz został gorąco przyjęty przez wiernych, stał się od pierwszej chwili obiektem szczególnej czci i zasłynął łaskami. Sprowadzając obraz biskup Fulman pragnął przybliżyć ziemi lubelskiej i lubelskiemu Kościołowi oblicze Matki Bożej Częstochowskiej. Dzisiaj można powiedzieć, że to Oblicze tak zrosło się z tym miastem, z tą świątynią, że trudno sobie wyobrazić katedrę, miasto i Kościół lubelski bez tego obrazu.


    Do wydarzenia, o którym mówił Papież, doszło w niedzielę 3.07.1949, około godz. 16.00. Wierni modlący się przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej zauważyli zmiany na Jej Twarzy: z oka spływała krwawa łza. Pracująca w katedrze s. Barbara Stanisława Sadowska – szarytka – natychmiast poinformowała o tym wydarzeniu ks. Tadeusza Malca, ówczesnego wikariusza parafii katedralnej. W relacji ks. Malca czytamy:


"Około godz. 16.00 do zakrystii wbiegł zakrystianin i oświadczył, że coś niezwykłego dzieje się z Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Udałem się natychmiast i zauważyłem tłum ludzi wpatrzonych w obraz. Spojrzałem i zauważyłem posuwające się z prawego oka czarne krople, spływające po policzku ku bliznom. Uniesienie ludzi, jęk, płacz było tak potężne, że i ja również rzuciłem się na kolana i razem z ludźmi dałem się unieść wielkiemu wzruszeniu aż do łez... Mnie osobiście się wydawało, że obraz był ożywiony, twarz uśmiechnięta i jakaś jasność biła.(...) Krople rozlały się po policzku. Ludzie płakali, krzyczeli na głos. Zerwałem się po chwili i pędem pobiegłem do księdza biskupa, który leżał chory w swoim mieszkaniu. Opowiedziałem mu wszystko. Widziałem wzruszenie u niego...”


    Wieść o wydarzeniach w lubelskiej katedrze rozniosła się lotem błyskawicy nie tylko po mieście, ale po całej Polsce. Spowodowało to wielki napływ wiernych, pragnących ujrzeć Cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Już wieczorem pierwszego dnia tłumy gromadziły się nie tylko w katedrze, ale na placu katedralnym, śpiewano pieśni religijne, modlono się. Ludzie w kilkukilometrowych kolejkach ustawiali się i cierpliwie czekali na wejście do katedry. Wydarzenia tego dnia dały początek masowym pielgrzymkom do Cudownego Obrazu Matki Bożej w katedrze lubelskiej. Pewnie wielu pielgrzymów przywiodła po prostu chęć zobaczenia tego wydarzenia, przychodzili powodowani ciekawością. Szli jednak także do Matki Bożej ze swoimi troskami i problemami. W pierwszych dniach przychodzili mieszkańcy miasta, później nadciągali wierni z bliższych i dalszych okolic. Przyjeżdżano do Lublina, czym kto mógł. Zbiorowe pielgrzymki były zakazane przez władze państwowe. Mimo to wierni docierali nieraz z bardzo odległych miejscowości. Chcąc należycie ocenić ten wzmożony ruch pielgrzymkowy, jego wartość, trzeba wziąć pod uwagę trud i wiarę ludzi, tak bardzo w owym czasie i warunkach utrudzonych i prześladowanych. Przychodzili z nadzieją odnowy swego życia. "Zasmucona Pani – jakby chcieli śpiewać – wszyscy dzisiaj Cię prosimy, zostań razem z nami."


    Reakcja władz, a zwłaszcza organów bezpieczeństwa była natychmiastowa. Od razu wydano walkę «cudowi». Opracowywano różne metody i warianty akcji, które miały postawić tamę napływającym pielgrzymom. Z każdym dniem nad katedrą lubelską gromadziły się coraz cięższe chmury. Rozwinięto bardzo ostrą kampanię prasową. W sposób szczególny włączył się w nią "Sztandar Ludu", który 14 lipca zamieścił artykuł zawierający słowa: „Część reakcyjnego kleru usiłuje sfanatyzować najbardziej ciemne grupy społeczne, usiłuje cofnąć nas do mroków średniowiecza, do czasów, gdy ludzi postępu, wielkich myślicieli męczono i palono na stosie. (...) Łza na obrazie Matki Boskiej potrzebna im była po to, by dziesiątki tysięcy wiernych oderwać od pracy, by wzniecić fanatyzm religijny”. W kilka dni później ta sama gazeta zamieściła kolejny artykuł ze znamiennym tytułem: "Lublin nie będzie ciemnogrodem". Autor poddał krytyce wszystko, co mógł, nie omijając biskupa. Napisał: „Pod wywieszką rzekomego cudu, ściągnięto milionowy haracz z oszukanych wiernych, oddano ich na łup wyzysku wszelkich spekulantów, oderwano tysiące ludzi od pracy w najgorętsze żniwne dni. (...) Zrobiono to dla celów politycznych, dla walki przeciw państwu ludowemu. Zrobiono to dlatego, że chciano ten oszukańczy, sfałszowany «cud» przeciwstawić wielkiemu dziełu odbudowy kraju”. W obliczu tych wydarzeń została powołana komisja, która działała pospiesznie i pod presją. Komisja nie wypowiedziała się na temat przyczyn ukazania się łez. Protokół wstępny zaginął, a niektórzy z członków zostali aresztowani. Zjawisko płaczu trwało krótko i nie powtórzyło się. Wszyscy je widzieli, dostrzeżono je więc obiektywnie. Nawet ludzie nieprzychylni – żądając od Kościoła stwierdzenia, że nie było cudu – pośrednio przyznawali, że coś można było zobaczyć. Faktom zaprzeczyć się nie da. Owoce łez Maryi...



Wciąż powraca pytanie: Czy zdarzenie w lubelskiej katedrze z 3 lipca 1949 było cudem?


    Wielu nie ma wątpliwości i żadne oficjalne stwierdzenie nie jest im potrzebne. Są przekonani, że Moc Boża przez łzy Matki zmieniła ich życie. Bezspornie możemy stwierdzić, że – według relacji świadków – na obrazie były zauważalne zmiany; nadawali oni temu zjawisku niecodzienną interpretację; katedra stała się miejscem modlitwy i celem pielgrzymek. Choć Kościół wcześniej oficjalnie nie wypowiedział się na ten temat, jednak Papież przywołał to wydarzenie w Syrakuzach. Postawa ludzi wierzących – którzy odczytali wydarzenie jako wezwanie Bożej Matki, by dzieci ożywiły wiarę – stała się impulsem do przemiany życia. O wyjątkowości miejsca i o owocach, jakie przyniosły matczyne łzy, świadczą liczne wota, setki spowiedzi, liczne nawrócenia i uzdrowienia. Przez cały dzień przed oblicze Płaczącej Matki przychodzą mieszkańcy miasta i okolic, by w cichej modlitwie polecić Jej swoje radości, smutki i nadzieje. Katedra stała się miejscem pielgrzymek. Spontanicznie i wytrwale wierni modlą się już przez wiele lat na tym miejscu.



WAŻNE DATY W HISTORII PŁACZĄCEGO OBRAZU


    Wielkim wydarzeniem stał się rok 1981, kiedy to – w ciężkich chwilach dla naszego narodu – Maryja po raz pierwszy wyszła z katedry. Witało Ją kilkadziesiąt tysięcy wiernych zgromadzonych na Placu Katedralnym. Wielkim wydarzeniem w życiu Kościoła lubelskiego była także koronacja Cudownego Obrazu. Dokonał jej 26 czerwca 1988 Prymas Polski, kard. Józef Glemp. W uroczystości wzięło udział 21 biskupów, setki kapłanów oraz 350 tysięcy wiernych. Można powiedzieć, że było to największe zgromadzenie wiernych ostatnich lat, nie licząc pielgrzymek papieskich. Kiedy myślimy o Cudownym Obrazie Matki Bożej Płaczącej z katedry lubelskiej, to myślimy o samej Maryi, Matce Bożej. Gdy widzimy wiernych wciąż modlących się przed Jej Obliczem, gdy dostrzegamy ich wiarę, miłość do Maryi, wytrwałość, rodzi się pytanie: Kim jest dla nas Maryja? Myślę, że za odpowiedź i jako podsumowanie tej refleksji na temat "cudu lubelskiego” mogą posłużyć słowa kard. Wyszyńskiego – Prymasa Tysiąclecia: "Potrzebujemy Jej i nie wstydzimy się tego. Potrzebujemy Jej, jak płuca potrzebują powietrza, serce – krwi i miłości, stopy – oparcia, oczy – światła, usta – pokarmu. Jak dziecko jeszcze nie narodzone potrzebuje matki, nie możemy istnieć i żyć bez niej i poza nią... Potrzebujemy Jej jak potrzebował Jej Syn Boży."


FRAGMENT PRZEMÓWIENIA JANA PAWŁA II - 8 MAJA 1994


    «Przemawiam do was ze szpitalnego pokoju i muszę powiedzieć, że ten "przystanek cierpienia” był bardzo potrzebny. Był bardzo potrzebny jako przygotowanie do wizyty na Sycylii, w Katanii i w Syrakuzach, gdzie objawiła się płacząca Matka Boża. Czyż nie płakała po raz pierwszy już sto lat temu? Płacz Maryi przywodzi na myśl górskie sanktuarium w La Salette we Francji. Matka Boża musiała zapłakać raz jeszcze w naszym stuleciu, po II wojnie światowej. Płakała. Płacz jest jednym z naturalnych zachowań kobiety. Dobrze wiemy, jak wiele dokonał kobiecy płacz w życiu św. Augustyna i wielu innych. Płacz kobiety i płacz Matki Bożej to znaki nadziei. Bardzo potrzebny był taki znak na zakończenie Synodu poświęconego Afryce. Bardzo potrzebny był ten płacz Maryi w czasie, który poświęciliśmy na wielką modlitwę za Włochy. Ten płacz ma wielkie znaczenie dla Europy, dla naszego przygotowania do bliskiego już trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Ten płacz przynosi opatrznościowe owoce.


    Z tego szpitalnego pokoju jest mi jakby łatwiej zawierzyć wszystko Bogu, złożyć w Jego dłoniach wszystkie problemy, wszelkie przedsięwzięcia duszpasterskie, radości, obawy i nadzieje wielkiego kontynentu afrykańskiego. Łatwiej mi jest uczynić to wszystko dzięki łzom Maryi. Są one tak potrzebne, tak opatrznościowe, niosą tak wiele nadziei. Niech Matka Boża wyjedna nam przez te łzy, aby dobre ziarno obficie zasiane podczas fazy przygotowawczej Synodu i troskliwie kultywowane w minionym miesiącu codziennych spotkań, przyniosło obfite owoce – owoce wiary, nadziei i miłości dla kontynentu afrykańskiego i dla całej ludzkości....»


Źródło:
Lisowski J. (mic); K. Rudnicki, Cuda i objawienia w Polsce, Warszawa 1990;
Posacki A. (SJ): Cuda chrześcijańskiej wiary,
http://www.jezuici.pl/parakow/pismo1/2009/07_08/11.htm;
R. Ukleja, Płacząca Madonna, Warszawa 1994;
Sanktuarium Maryjne – Katedra Lubelska, broszura;
http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/lublin.htm.

Dodaj do:

naszaklasa    Digg    twitter    Facebook    Wykop    Gwar
 

Komentarze  

 
+5 #5 2011-11-24 19:24
Znajomy muzułmanin powiedział kiedyś coś takiego (nie popieram islamu, jestem katoliczką)ale akurat myślę, że całkiem mądrze, mniej więcej : "zapytajcie siebie dlaczego Maryja płacze. Płacze z powodu wojen i ludzi zabijających się nawzajem, z powodu biedy, przestępstw, płacze nad kobietami jak są traktowane i jak same siebie traktują oraz z powodu Swojego Syna, bo został zabity i umarł za wasze grzechy, a wy sobie nic z tego nie robicie"
Cytować
 
 
+4 #4 2011-11-18 22:41
"Nie znamy godziny ani czasu... modlę się o zmiany na dobre"
Cytować
 
 
-3 #3 2011-09-14 17:08
hahaha smieszne to całe wiezenie w niego w niej
Cytować
 
 
+6 #2 2011-02-10 18:54
Matka Boża była i jest dla mnie najukochańszą Matką, do której zwracam się, gdy jestem smutna i gdy się cieszę. Jest moją ucieczką i radością. Przez całe moje życie doświadczam Jej opieki. To Ona nauczyła mnie bezgranicznej ufności i miłości do Jezusa Pana naszego.
Cytować
 
 
+7 #1 2010-11-28 19:05
Bardzo kocham BOGA!!!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

© 2010 Redakcja wortalu TajemnicaMilosci.pl

Łzy Matki Najświętszej - dlaczego Maryja płacze? - TajemnicaMilosci.pl - mapa odkrywania prawdziwego szczęścia i pokoju serca